fbpx

#026 | Podcasty dla WOŚP, czyli opowieści z serduszkiem w klapie…

10 stycznia 2021

Pamiętam, jakby to było wczoraj… trzaskający mróz, skrzypiący pod glanami śnieg i pierwsze serduszko w klapie… 

Tak zaczyna się nasz podcast dla WOŚPO to opowieść o pięknych 29 latach z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Wspominamy naszą młodość, koncerty, tanie wino, kwestowanie i bycie razem z innymi. Doceniamy czerwone serduszka na szpitalnym sprzęcie, widziane oczami świeżo upieczonych rodzicówRozmawiamy o tym, jakim wyjątkiem na szarej mapie świąt polskich jest kolorowy i roześmiany finał. 

Wbrew pierwotnym ustaleniom płyniemy we wspomnienia, pojawiają się łzyuśmiechy i nutka nostalgii. I dużo, dużo pozytywnego patrzenia w przyszłość. 

Zapraszamy do posłuchania i pomagania na https://www.siepomaga.pl/podcastydlawosp 

#podcastydlaWOPS  #podcastydlaWOŚP

Posłuchaj

Tu kliknij, bo warto!

https://www.siepomaga.pl/podcastydlawosp | Podcastowa puszka z serduszkiem
https://www.facebook.com/podcastydlawosp | Tu 31.01 zapraszamy na podcastowy live jakiego świat jeszcze nie widział

Bądź z nami 31 stycznia. Do usłyszenia, zobaczenia i pomożenia…
#podcastydlaWOŚP

Odcinek do poczytania

[Ania] Oto podcast Opowiedz.to.

[Maciek] Odcinek specjalny pod uroczym tytułem Historie z serduszkiem w klapie. No i od razu dopowiem, że powodem, wytłumaczeniem, radością naszą z nagrywania tego odcinka jest akcja Podcasty dla WOŚP. Czyli dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, której finał – 29. – no zbliża się już coraz większymi, przynajmniej u mnie za oknem – sprawdzam – tak, śnieżnymi, jak na zimowy finał, krokami przystało.

[Ania] Anna Kędzierska.

[Maciek] I Maciek Cichocki, razem. Opowiedz.to.

[Ania] I zanim Maciek do tych historii z serduszkiem w klapie, to powiedz, o co chodzi z całą akcją? Powiedziałeś Podcasty dla WOŚP. Co to takiego?

[Maciek] Dobrze, że dopytałaś o co chodzi z akcją Podcasty dla WOŚP, a nie z całą Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Bo to by czasu nie starczyło, żeby tyle rzeczy dopowiedzieć.

[Ania] Tyle wiem.

[Maciek] Akcja, która włącza nas – podcasterów w szeroko rozumiany nurt pomagania i zachęcania do pomagania w ramach WOŚP-u. Nagrywamy 31. stycznia, czyli w dniu finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, najdłuższy podcast na świecie. Ale nawet więcej, niż najdłuższy podcast, bo to będzie na Facebook’u stream podcastowy. Czyli Ci, którzy są przyzwyczajeni do słuchania różnych podcastowych głosów będą mieli teraz okazję popatrzeć na pasujące do tych głosów… A może niepasujące, bo wyobrażenia mogą być różne. No ale spasowane, tak realnie przez naturę, z tymi głosami twarze. Bo to będą lajwy. Lajwy będą oczywiście na Facebook’u. Najłatwiej to znaleźć pod hasłem Podcasty dla WOŚP. Oczywiście „WOSP” – bez polskich znaków. 31. od wczesnych godzin rannych, prawie do północy, z odstępami co kilka minut, wchodzą kolejni podcasterzy ze swoimi tematami.

[Ania] I wchodzimy też my.

[Maciek] Tak, tak, tak, tak. Nas możecie się spodziewać o godzinie 19:00, czyli będziemy wieczorynką dla tych, którzy mają takie przyzwyczajenie z lat dawnych. No i opowiemy o tym na czym się znamy, czyli o opowiadaniu. Opowiemy o opowiadaniu. O tym, dlaczego historie działają i co takiego z ludźmi robią? Jakie ma szanse człowiek w starciu z dobrą historią? I to zarówno historią…

[Ania] Żadnych.

[Maciek] (śmiech) I to zarówno historią rozumianą jako przekaz gębny, jak i historią spisaną na kartach księgi, jak i historią nagraną i będącą filmem tudzież będącą grą, co może być o tyle ciekawe, że przed nami będzie podcast o grach. Po nas, chwilę później, też będzie nawiązanie do Cyberpunka. Także gdzieś to wszystko będzie się składało w całość. No i jeszcze takim elementem wyróżniającym ten podcast WOŚP-owy od codziennych podcastów, które my i inny podcasterzy nagrywamy jest to, że będzie możliwość zadawania nam pytania w trakcie. Czyli możecie nam w dowolnym momencie przerwać. A nie dość, że to nas może zaskoczyć, to ponieważ nas będziecie widzieli, to zobaczycie nas z taką klasyczną miną zaskoczonego mówcy. Tzw. „rybka”, czyli uee (dźwięk zaskoczenia). No więc to jest podwójna zabawa, bo można się nacieszyć widokiem naszych wpadek, zdziwień. No bo wszystko będzie live, więc różne rzeczy się mogą dziać. A to, co się będzie działo na pewno, no to my będziemy pomagali i będziemy zapraszali, żebyście też pomagali w ramach WOŚP-u poprzez stronę siepomaga/podcastydlawosp. No to tytułem wstępu chyba wszystko. Live 31. od rana. Pomagać już można na tej stronie, więc zachęcam do tego, żeby ten adres już w tej chwili był wpisany do Waszej przeglądarki – sie pomaga.pl/podcastydlawosp. Tam można się przyczynić do tej cudownej akcji, zbiórki. A na co zbiórka, to powie Ania, bo to są dwa trudne, występujące po sobie słowa, co ja z nimi nie mogę nigdy sobie dać rady.

[Ania] Laryngologia i otolaryngologia. Jeżeli dobrze pamiętam. Teraz to mnie zaskoczyłeś słuchaj, bo ja już byłam nakierunkowana na to, żeby powiedzieć, że w tym roku 29. finał i to oznacza, że 29 lat naszego, a w zasadzie bardziej Twojego, udziału w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy na koncie masz. I te historie z serduszkiem w klapie też. I powiem Ci, że jak ja słyszę tak: „Maciek, 29 lat temu…”… I chociaż wtedy Cię nie znałam, bardzo żałuję. Ale znam okolice, w której mieszkałeś/mieszkaliśmy wspólnie, jak się okazało po latach, to widzę Ciebie w jeansach, rurkach, w glanach, z łysą głową, we flejerce – o skórę Cię nie podejrzewam, ale we flejerze – i takiego ganiającego z sercem na dłoni w te finały.

[Maciek] To ja mam teraz bardzo dużą potrzebę sprostować, bo opis wizualny mógłby wskazywać na inną subkulturę, która wtedy panoszyła się na ulicach.

[Ania] To przepraszam.

[Maciek] Połączyłaś glany, łysa głowę i kurtkę Flyers’a – to raczej idziemy w stronę ruchów, których nigdy nie popierałem, nie identyfikowałem się z nimi i jest mi do nich tak daleko, jak do baletu. Chociaż nie. Prędzej przywdzieję strój baletnicy i zatańczę, niż opowiem się za jakimkolwiek ugrupowaniem nacjonalistyczno-narodowo-faszystowskim. Więc ten opis zewnętrzny mógł skinheadów przypominać. Odcinam się grubą kreską. W tamtych latach odcinałem się od skinheadów nie grubą kreską, tylko kamiennymi schodkami na starym mieście.

[Ania] Mhm.

[Maciek] Bo oni tam grasowali pod kolumna Zygmunta. Myśmy się tam szlajali, będąc wymalowani na kolorowo z różnymi anarchiami i znaczkami w kurtkach. Rzeczywiście skóry nigdy nie miałem – tutaj absolutnie trafiłaś.

[Ania] Czyli od pasa w dół się zgadza. Czy też nie?

[Maciek] Yyy, no też bym się o rurki nie podejrzewał. No bo sport zrobił swoje i w rurki bym nie wszedł, ale to były spodnie pomazane sprayem. O tak one wyglądały.

[Ania] Czyli tylko w glany trafiłam.

[Maciek] Glany tak. Glany czarne jak rzecz nakazuje. Sznurówki w nich fioletowe, bo kumpel taką linkę od spadochronu załatwił. Na glanach miałem, na przeszyciu za palcami, korektorem namalowany biały pasek, który to był moim własnym, prywatnym przejściem dla pieszych. Czyli, gdzie nie wchodziłem, tam miałem zebrę, no bo przede mną białe paski poprzeczne kroczyły. Więc taka była ideologia. A wracając do odcinania się od ruchów nacjonalistycznych, co mi zostało do dzisiaj i na pewno zostanie na wieki, to – mimo tego stroju – zawsze byłem osobą dużo trenującą różne sporty. W tamtych czasach królowała koszykówka, bo ja jestem z pokolenia wychowanego na Jordanie i najlepszej dekadzie ligi NBA. No więc jak – mówiąc już językiem tamtych czasów – łysi ruszali w pogoń za mną, mnie te pogonie bawiły, bo miałem przewagę. Więc wiadomo, jak się ma przewagę to się ją wykorzystuje. To ja tak meandrowałem po starym mieście, żeby dobiec do podnóża kamiennych schodków. Tak trochę zwolnić, żeby byli blisko. I następnie sobie podbiec po tych schodki. Tak jest ich około stu w dwóch odcinkach. No i na końcu mógł sobie tryumfalnie stanąć, popatrzeć w dół, jak oni w połowie – no bo oni inne sporty uprawiali – gdzieś tam sobie ledwo dyszeli, a ja spokojnie wyrównywałem oddech i wędrowałem dalej. To tak tłumacząc. No i to rzeczywiście, to zaczyna taką pierwszą historię z serduszkiem w klapie. Bo obok tej anarchii w klapie, bardzo szybko wylądowało serduszko. Jak pada hasło „Wielki Finał Orkiestry”, to ja mam równolegle z tym skojarzeniem, takim wielkiej wdzięczności dla kogoś, kto stworzył tak fantastyczny ruch – mówię oczywiście o Jurku Owsiaku – to mam takie wspomnienie: trzaskający mróz, skrzypiący śnieg, ślizganie się w tych glanach po tym śniegu, bo miałem wszystko z wyjątkiem bieżnika, smak – no powiem to wprost – smak taniego wina i dźwięki muzyki. (dźwięk muzyki) Czyli pierwszy weekend stycznia, finał, orkiestra, kolorowe miasto. No i właśnie te czasy, kiedy – mówiąc językiem tamtych lat – można było być na ulicy „skrojonym” z butów, kurtki. Nie powiem telefonu, bo któż wtedy myślał o telefonach komórkowych? I w tym wszystkim, w tym takim no świecie, który był naszym dzieciństwem, nagle pojawiający się ludzie z kolorowymi puszkami, zbierający pieniądze, naklejający kolorowe serduszka w dużo większej skali szarości miasta niż w dzisiejszych czasach. No, ja bym skłamał, gdybym powiedział, że dla mnie to pomaganie było najważniejsze. Natomiast to poczucie, że dzieje się coś wyjątkowego, że to jest więcej niż koncert, że jesteśmy ze znajomymi, że jesteśmy razem, że można za to serduszko wrzucić do skrzynki, że ludzie się uśmiechają. To do mnie chyba też po latach dotarło – te uśmiechy – tak wtedy pewnie nie zwracałem uwagi. Ale teraz, jak z perspektywy lat myślę, to tam się już w ten pierwszy, drugi finał… Myśmy szli na koncerty, po prostu na koncerty. Ale ja od początku coś takiego… No teraz z perspektywy czasu łatwo powiedzieć – zwiastującego coś wielkiego. To było od samego początku. Absolutnie niesamowite akcje. No rozmarzyłem się, rozmarzyłem się teraz. Za tym skrzypiącym śniegiem, za tym winem – niech będzie, że tanim, skoro już szczery jestem, za tym poczuciem wspólnoty i za tym skakaniem w tłumie. No pogo wyskakane na takim lodowo-śnieżnym klepisku no to jest naprawdę niezły trening, więc tam można było parę fajnych rzeczy załatwić. No to moje początki z WOŚP, a Twoje?

[Ania] No, wiesz co? Są bardzo podobne, jak w tym momencie. Bo ja – i to nie jest, to co się dzieje z moim głosem teraz, udawane (wzruszenie w głosie) – ale jak Ciebie posłuchałam i mówisz o tej tęsknocie, o tej bliskości, o tej muzyce, to ja właśnie tak z WOŚP-em mam za każdym razem. Mnie to rozwala na łopatki. My w naszych podcastach mówimy o tym, że dobre historie budzą emocje. I to jest jedna z takich historii, która doprowadza mnie do tych najgłębszych. Do tego uwznioślenia. Dotyka mi jakiegoś takiego punktu G w mojej duszy, gdzie ja ryczę. Permanentnie ryczę na WOŚP-ie widząc tą bliskość, tą siłę ludzi, ten taki szczególny moment wspólnie przeżywanej radości. Bo my jako naród potrafimy pięknie razem cierpieć, kiedy – nie wiem – umierał papież, działy się inne trudne rzeczy. No to wtedy przychodzi nam to z automatu. Natomiast WOŚP jest takim momentem, kiedy my jako naród potrafimy się pięknie cieszyć. Ja nigdy nie chodziłam z puszką. Może dlatego, że zawsze mi było za zimno. I te mrozy na początku, które jeszcze w pierwszych finałach im towarzyszyły…

[Maciek] Ja też zawsze wolałem piwo z butelki, więc z puszką też nigdy nie chodziłem.

[Ania] No to ja ani z puszką, ani z butelką wtedy. Nie nosiłam też glanów, bo byłam fanką Depeche Mode z jakimiś takimi chyba rysami depresyjnymi, bo to ta mucha na przedniej szybie samochodu, która budziła – zgodnie z piosenką – wiele trudnych emocji. No ale wracając do tego kolorowego tłumu. Ja nie pamiętam zupełnie tych pierwszych finałów, natomiast od kiedy pamiętam, to towarzyszy mi takie uczucie, że jestem współuczestnikiem, ale takim niemym, nie obnoszącym się z udziałem w Wielkiej Orkiestrze, ale też świadkiem czegoś absolutnie niezwykłego. Takiego wybuchu, hmm… Naturalnej ludzkości? Takiej ukrytej empatii, którą w sobie mamy. Że to jest to parę godzin, kiedy potrafimy to wszystko złe, co w sobie zbieramy w ciągu codzienności, co czasami pokoleniami hodujemy, jeżeli chodzi o niechęci, nienawiść, pogardę, że na te parę godzin my to odkładamy jako ludzie na bok. I mnie to niesamowicie porusza. Do tego oczywiście dokłada się ta myśl, jaka wielka jest to pomoc dla tych, którzy potem z niej korzystają, jeżeli chodzi o dzieci, seniorów, chorych, profilaktykę itd. itd. Ale to bycie razem, taka plemienność, no mnie to rozwala na łopatki.

[Maciek] No to wiesz, jak teraz opowiadałaś to w ten sposób, to uknuło mi się takie porównanie w głowie. A mianowicie, że Wielki Finał jest takim meksykańskim świętem zmarłych w Polsce. W sensie takim, że my mamy bardzo dużo świąt, które z jakiegoś powodu, kulturowo musimy obchodzić na smutno. A cały WOŚP jest takim pokazaniem gestu Kozakiewicza dla tych, którzy uważają, że trzeba wszystko robić na smutno.

[Ania] I na poważnie.

[Maciek] I takim niesamowitym pokazem siły, że w radości, w uśmiechu jest, no siła, która potrafi naprawdę tworzyć dużo dobrego. No i to właśnie mi się skojarzyło. Mam takie przebitki z filmu, który tak bajkowo opisuje meksykańskie święto zmarłych. I ono jest też kolorowe. I cała ta wizualizacja, no zresztą przepiękna, no i ja ją tak łączę sobie z tym – nie wiem – pasją, zawodem, jakkolwiek to jest Pana Owsiaka. A mianowicie z witrażami. Tam się wszystko tak przewija. Jest tak kolorowe. No jest wyjątkowe w naszej takiej – nie wiem jakiego słowa użyć – trochę szarej tradycji. O tak bym to ujął w słowa. To jest taka przyjemna odskocznia w kolory od szarości innych świąt, które są w kalendarzu naszym nad Wisłą.

[Ania] Mhm. I Maciek Ty się wtopiłeś aktywnie jako wolontariusz zbierający kasę do puszek? Masz to na swoim koncie?

[Maciek] Zdarzyło mi się. Znaczy tak – zbierałem kasę do puszek, jak to mówisz. Parę finałów później stwierdziliśmy, że skoro łazimy, no to możemy łazić w zbożnym celu. To już jakoś tak dotarło. Więc mam taki epizod. I mam też drugi epizod, który pamiętam, no i będę pamiętał już zawsze. A mianowicie, będąc pracownikiem call center w nieistniejącej już firmie Era – dla tych, którzy telefonów komórkowych używają od urodzenia podpowiem, że zanim się pojawił T-Mobile to były dinozaury, a jeszcze wcześniej była Era. Jeszcze nikt wtedy w dinozaury nie rzucał nawet kamieniami. To w ogóle taka zamierzchła przeszłość. No i… No i teraz znowu, w dzisiejszych czasach wstyd mi się przyznać, ale byłem na Woronicza. Czyli w gmachu pewnej instytucji, która kiedyś miała zupełnie inne oblicze. I była partnerem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I to tam był organizowany jej finał. No i ja i moi znajomi z hotline’u licytowaliśmy serduszka. Więc miałem okazję być w studio, gdzie raz na jakiś czas, z coraz bardziej schrypniętym głosem, wydzierał się Owsiak na środku, gdzie przewijał się tłum ludzi, gdzie pojawiali się – im bliżej wieczora, tym częściej – wysłannicy z różnych sztabów z puszkami, gdzie… Gdzie można powiedzieć, że… To jest taka dygresja. Pamiętam, że jak jechałem na jeden ze swoich pierwszych rajdów TransCarpatia, pamiętam, że weszliśmy do takiego namiotu, gdzie mieliśmy odebrać pakiety startowe, no i tam był taki rozgardiasz na środku stołu. No i zapytaliśmy kogoś z obsługi, jak się z tym połapać? Czy tu jest jakiś porządek? I on powiedział, że tak. Że to jest porządek chaotyczny. I w studio, na Woronicza, panował właśnie porządek chaotyczny. Bo to wszystko było w ramówce. Wszystko było w czasie. Wszystko się działo. Wszystko było świetnie skatalogowane, nazwane. No bo jednak mówimy o pieniądzach. I to dużych. A jednocześnie był to taki twórczy, niczym nieskażony, pełen emocji chaos. Pełen krzyku, werwy. No coś niesamowitego, coś obłędnego. Nie miałem niestety tej okazji, żeby być w tych finałowych licytacjach, kiedy ceny tych serduszek już zaczynały rosnąć niebotycznie. Ale pamiętam parę takich rozmów. Nie pamiętam kwot, bo cyfr nie zapamiętujemy. Zapamiętujemy emocje. Ale pamiętam parę takich rozmów, gdzie ja czułem stróżkę potu płynącą po plecach i drżenie rąk, jak słyszałem w ogóle o jakich kwotach my zaczynamy rozmawiać za, bądź co bądź, mały kawałek metalu, gdybyśmy mieli na to popatrzeć tak… Słowa mi zabrakło.

[Ania] Materialistycznie i konkretnie, tak?

[Maciek] O, dziękuję Ci bardzo, dokładnie. Gdyby nie chodziło o to, że to jest ten kawałek…

[Ania] Dokładnie.

[Maciek] …metalu, z taką ideą za nim. Także miałem takie epizody. Ale jak sobie teraz opowiadam o tym i myślę, to najwięcej emocji serduszko z białymi literami Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy wywołało we mnie, kiedy zobaczyłem je na aparacie do badania przesiewowego słuchu, które to badanie mój młody, tuż po narodzeniu, mógł mieć zrobione. Waśnie dzięki temu, że taki sprzęt się pojawił. I tutaj klamra się tak zaczęła domykać. Z takiej zabawy „Dobra, chodźmy na wino i na koncert.”, poprzez „Włączmy się, bo warto pomagać.”, poprzez stanie się w jakiś sposób, na szczęście – i tutaj opatrzności jestem bardzo wdzięczny – w taki sposób no bardzo profilaktyczny, a nie… No wyobrażam sobie, że jest dużo historii, gdzie no tutaj dramatyzm jest dużo większy. I tym lepiej, że ten sprzęt jest. Ja byłem takim beneficjentem, no mówię – profilaktycznym, żeby młody mógł mieć ten słuch przebadany. Ale to jest taki obraz, który – no zresztą Ty najlepiej wiesz o tym, jak obrazy potrafią zapadać w pamięć – właśnie tego urządzenia z tym serduszkiem. A pamiętam, że jak młody przychodził na świat to ja miałem na sobie koszulkę z taką przeróbką loga Intel Inside. To ja miałem taką przeróbkę Punk Inside. Czyli jeszcze gdzie ta taka pozostałość się tliła. No i dlatego ta klamra tak się pięknie domyka. To serduszko było na sprzęcie. A Ty? Bo ja się rozgadałem. Bo wiesz, ja mogę długo. Ale ciekaw jestem, jak u Ciebie?

[Ania] Wiesz co? No mój syn się jeszcze nie załapał na przesiewowe badanie słuchu. Młoda rzeczywiście w książeczce ma wlepkę. I to jest taki nasz jedyny moment kontaktu z pomocą ze strony WOŚP w związku z przesiewowym badaniem słuchu. I dla mnie to jest taki namacalny dowód, jak wiele zostało zrobione. Bo to, co dla mnie jest niesamowite, tak? Wielopoziomowo. Po pierwsze, że to już tyle lat. W przyszłym roku to będzie 30 lat, kiedy ludzie, zaczynając od organizatorów, którym ostatnimi czasy lekko nie było, przez tych, którzy są zaangażowani czyli wolontariuszy, ale też tych, którzy wyjmują – i z brodowe z błota i jakąś tam obrączkę po babci, żeby potem przetopić na to serduszko, i tych, którzy wyskubują te ostatnie grosze, żeby do tej puszki się dorzucić. W ogóle, z wrzucaniem do puszek to ja Ci się przyznam Maciek, ja miałam takie potężne uczucie wdzięczności dla wszystkich wolontariuszy, którzy marznąc chodzili po ulicy. Ich też było niejednokrotnie bardzo wielu. Czyli jak się szło, nie wiem, na taki półgodzinny czy godzinny spacer, to tych wolontariuszy spotykało się nie jednego…

[Maciek] Wychodziłaś z domu w czarnej kurtce, wracałaś w czerwonej.

[Ania] Właśnie.

[Maciek] Bo tam już wszędzie były te serduszka.

[Ania] I wiesz, że ja tych serduszek nie przyklejałam? Ja miałam jedno serduszko zawsze wklejone w portfel. Dlatego, że zauważyłam, że kiedy mam przyklejone to serduszko, to kolejni wolontariusze do mnie nie podchodzą. A ja miałam taką potrzebę, żeby ich wszystkich jakimś tam przysłowiowym, wdowim groszem wynagrodzić. Takie poczucie naprawdę potężnej wdzięczności, że oni w ten mróz chodzą i tupią i zbierają, i że im się chce, że oni oddają ten swój czas. Więc ja miałam jedno, symboliczne serduszko, które miałam schowane tak, że go w zasadzie nie było widać. Wklejone w kalendarz albo do środka portfela. Nigdy się nie obwieszałam. No ale to takie moje przeżywanie wspólnoty. Natomiast to, o czym zaczęłam mówić, to ja pamiętam pierwsze finały pokazywane w telewizji i Agatę Młynarską i Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników. I mojego tatę, który nigdy nie nosił pióropusza i nie zatańczyłby na platformie w Rio albo na paradzie równości. I on z takim przekąsem patrzył na to, co się dzieje w tym telewizorze, wtedy marki Rubin, i mówił: „Co za świr. Co to się wyprawia w ogóle? Co to za oszołom?” – używał takiego słowa. A pamiętam, jak w zeszłym roku przybiegł do nas w czasie finału i powiedział: „Słuchajcie, już tyle zebrali! No fantastyczne. Po prostu, co za człowiek?!”. I tak sobie pomyślałam „Tato, żebyś Ty siebie pamiętał sprzed tych dwudziestu paru lat, jak widziałeś tego świra.”. My żeśmy przywykli do tego. Ja sobie nie wyobrażam polskiej rzeczywistości bez Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Że to się tak pięknie rozwinęło. I to też zobacz Maciek, bo zaczynało się od styczniowych koncertów, od tej letniej zadymy w środku zimy, a potem pojawił się ten piękny odruch wdzięczności, organizacji koncertów latem. I tu już wiem, że też byłeś. I to całkiem niedawno, nie? Dwa lata temu byliście z Magdą?

[Maciek] Dwa czy trzy? Jejciu, już nie pamiętam. Ale tak.

[Ania] Chwilę temu.

[Maciek] Wybraliśmy się po latach potaplać w błocie. Wiesz co? Nie pamiętam roku, ale to był ostatni konc… To był ten, powiem Woodstock, ale on już wtedy Woodstockiem nie był. Ale myślę, że dla wielu na zawsze będzie już Woodstockiem. Kiedy Katarzyna Nosowska śpiewała Arahję Kultu. I zaśpiewała tak, że te dziesiątki tysięcy ludzi tam zgromadzone po prostu płakały. No bo kurde ktoś próbował postawić barierki i wmówić nam, że jesteśmy agresywni. A okazuję się, że w tym tłumie, w którym naprawdę w pewnym momencie ugrzęźliśmy – ja wyszedłem z wprawy, kiedyś dla mnie koncerty były codziennością – ugrzęźliśmy w takim naprawdę konkretnym tłumie, bo tu mówimy o masach ludzkich, i mnie się włączył odruch ochronny. To znaczy mieć Magdę przede mną, no bo moja, bo Magda, bo kochana, bo dwa razy mniejsza ode mnie. Ale tam nie było takiej konieczności. Dlatego, że tam w każdej  chwili wybrzmiewał nagle krzyk ludzi, którzy mówili „Dobra, stajemy.”. Bo ludzie doskonale wiedzieli, że ten tłum da się rozładować. Tylko, że to trzeba zrobić powoli. Jak każdy będzie napierał, to nic z tego nie wyjdzie. I taka… No wiesz, patrzysz na rozwydrzoną dzisiejszą młodzież, pomazaną błotem. Owszem no, czujesz w oddechach wszechobecne piwo dookoła. I doświadczasz tak niesamowitej pewnego rodzaju… Nie pewnego rodzaju. Tak niesamowitej samodyscypliny i odpowiedzialności. Jakiś urzędas Ci chrzani, że masz ustawić barierki przed koncertem? Bo to jest niebezpieczne miejsce? No więc byłem na tym i tego doświadczyłem, i tego posłuchałem. Tego wykonania, jednej z moich ukochanych piosenek skądinąd, no wykonywaną teraz przez jedna z moich ukochanych artystek. To połączenie było… No to jest jedno z takich wspomnień skatalogowanych do końca życia.

[Ania] Mhm. To ja się uczepię tych barierek, o których powiedziałeś. Tych ograniczeń, które się pojawiają. Że to jest, zobacz, dokładnie to, o czym my mówimy, kiedy uczymy ludzi tworzyć historie. Że tak długo, jak coś idzie, no tak po prostu lekuchno, to nie ma opowieści, nie ma super-bohaterów, tak? Dopóki nie pojawiają się barierki, schody, przeciwności losu, no to dopiero wtedy te wszystkie super-moce pt. wzięcie odpowiedzialności za siebie i za ludzi, którzy mnie otaczają, że to z nas wychodzi. I dla mnie to jest też niezwykłe. Jak obserwuję to, jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy się rozwija. Im więcej przeciwności, więcej potrzeb, tym no myślę, że rośnie w siłę. I też pozwala nam jako ludziom, którzy się w to angażują te swoje super-moce rozwijać. Bez zakładanie majtek na trykot. No ale chociaż zimą… Już zimy nie takie, ale już nie trzeba się tak ciepło ubierać.

[Maciek] A jak teraz? Z perspektywy minionych lat? Już jesteś…

[Ania] Starsza.

[Maciek] …no taką 18-letnią, dorosłą kobietą.

[Ania] Słuchaj, płaczę tak samo.

[Maciek] Teraz, z perspektywy, jak patrzysz na to wszystko? Wychodzicie? Kwestujecie? Znaczy dajecie? Chodzicie na spacery, wrzucacie do puszek? Jak to teraz wygląda?

[Ania] Ponieważ mieszkamy na wsi i u nas nikt nie chodzi z puszką, to jeździmy w takie miejsca, w których do tych puszek możemy się dorzucić. A korzystamy też z możliwości płatności bankowych. Bo to jest potężne ułatwienie. I wiesz co? Uczestniczymy zawsze aktywnie w takim znaczeniu, że dokładamy swój grosik. Ale ja jeszcze o jednej rzeczy chciałam powiedzieć. Kiedy ta Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w tym moim i naszym zawodowym życiu mocno zagrała.

[Maciek] No to teraz zyskałaś moją atencję.

[Ania] Była noc. Był rok 2016. Było już po finale. Po kolejnym rekordzie, jeżeli chodzi o zbiórkę. I my malowaliśmy wtedy naścienną opowieść w siedzibie firmy Mastercard, która jest wieloletnim partnerem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I malowaliśmy tam obrazem, opowiadaliśmy historię loga. Rebranding’u Mastercardu. I kończyliśmy ostatnim obrazkiem. Na tej potężnej, malowanej na ścianie szkic-notce był Jurek Owsiak. I ja pamiętam moja drżącą rękę, czy na pewno będzie widać, że to jest Jurek Owsiak? No oczywiście…

[Maciek] Rozpięta koszula i czerwone spodnie wystarczą.

[Ania] No dokładnie. Wyrazisty świński ryjek. Tak powiem. Ci, którzy nas znają, byli u nas na szkoleniach, to wiedzą czym na wizualizacjach ten świński ryjek jest. Ci co nie byli, niech przyjdą. To się dowiedzą, czego świński ryjek…

[Maciek] Dlaczego Jurek Owsiak ma świński ryjek.

[Ania] Dokładnie. I pamiętam ten moment. Takiego przejęcia i takiego współtworzenia też historii. Znalezienia się gdzieś między finałem, potężną firmą Mastercard, naszą działalnością i też tym poczuciem, że swoją złotówkę dołożyłam do tego kolejnego rekordu.

[Maciek] To ja, nie wiem czy spuentuję, ale moją część historii spuentuję w ten sposób, że mój młody – zaryzykuję i tak powiem o nim, chociaż nie wiem, ostatnio się mierzyliśmy i jest półtorej centymetra niższy ode mnie, więc…

[Ania] Ale mówisz młody, a nie mały, więc to wiesz. Myślę, że ciągle…

[Maciek] W wieku ciągle siedemnastu, prawie osiemnastu lat, jak Cię nazywają „młody” to możesz też się buntować. Ja w tym wieku byłem i też pamiętam mi się wydawało, że jestem dorosły. Skądinąd młody, nie wiem czy ojca słuchasz, czy nie – jak nie słuchasz na żywo to chociaż w podcaście – fajny facet z Ciebie. I młody od dwóch lat aktywnie uczestniczy, zbiera, kwestuje, chodzi z puszką albo udziela się w sztabach. I pamiętam taki moment, że zobaczyłem kiedyś jego zdjęcie właśnie z tymi serduszkami, w tej kweście, no to był taki moment właśnie… Nie chcę powiedzieć ojcowskiej dumy, bo to już jest ukształtowany facet, to ja już tu nic nie zrobiłem. Sam to czyni, to jego życie. No to jest tak, jak się doczytuje ostatnią stronę dobrej historii, ale się naprawdę dobrze kończy, składa, logicznie z siebie wynika, to takie uczucie, że właśnie ta historia – ten rozdział tej historii – się fajnie puentuje. I jak patrzę, jak młody się w to angażuje, wychodzi na ten mróz – jeżeli jest mróz – albo na tą chlapę, co jest częściej i bierze w tym udział, no to to jest… Nie, to nie jest puenta. No ale to jest super moment historii.

[Ania] No to ja nie będę go zagadywać.

[Maciek] To co? To przypomnimy tylko to, co najważniejsze? Że zachęcamy Was do zbierania na to, na co w tym roku WOŚP zbiera. Nie będę sobie łamał języka. Na co by nie zbierał, moim zdaniem warto się dołożyć. My zachęcamy tylko, żeby zrobić to przez sie pomaga.pl/podcastydlawosp. Zapraszamy Was 31., jak wrócicie zziębnięci ze spaceru po obdarowaniu puszeczek albo przed wyjściem, żeby włączyć na Facebook’u five podcastowy. Też Podcasty dla WOSP, tak znajdziecie ten live bez problemu. Żebyście posłuchali podcasterów, którzy no w ten sposób włączają się do akcji. Ja myślę, że będę godził chodzenie ze słuchawkami i słuchanie, co mówią inni tego dnia. Bo my nie jesteśmy takim długo trwającym podcastem, więc my, śmiało mogę powiedzieć, że tam się podłączamy pod tuzy w tej dziedzinie u nas. Więc to też jest takie przyjemne. Zachęcamy, zapraszamy. 31. od rana do wieczora. My o godzinie 19:00, oczywiście historie o historii. Cóż tutaj jeszcze z rzeczy ważnych? No jak nie będziecie mieli okazji posłuchać, nie zagna Was na adres sie pomaga.pl/podcastydlawosp i w jakikolwiek inny sposób wesprzecie tą akcję to wielkie, serdeczne dziękujemy. I tyle.

[Ania] I razem tworzymy piękne rzeczy. Mamy tę super-moc jako ludzie, jako Polacy.

[Maciek] Ojoj.

[Ania] Podcasty dla WOŚP.

[Maciek] Tak jest, podcasty dla WOŚP. A na ten moment żegnamy się z Wami, mówiąc do usłyszenia już niebawem. Już w takim normalnym, cyklicznym odcinku.

[Maciek] Anna Kędzierska.

[Ania] I Maciek Cichocki, razem. Opowiedz.to.

[Maciek] Do usłyszenia – i zobaczenia wyjątkowo – 31 stycznia na Facebook’u.

Jak słuchać naszego podcastu:

Możesz nas słuchać praktycznie wszędzie. Siedząc przed komputerem, jak również będąc w ruchu, za pośrednictwem Twojego telefonu. Mówiąc krótko kiedy chcesz i tak jak lubisz.

Recenzuj nasz podcast

Kiedyś w sklepach na konopnym sznurku wisiał brulion, z którego okładki wielkimi literami krzyczał tytuł książka skarg i zażaleń.
Teraz mamy recenzje. Niekoniecznie tylko ze skargami. Jeśli masz jakieś przemyślenia, wnioski albo rekomendacje dla innych słuchaczy napisz nam recenzję. Będziemy wdzięczni i zmotywowani do dalszej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarze