#018 | Po co nam emocje w komunikacji i wystąpieniach publicznych?

9 września 2020

Emocje w komunikacji i wystąpieniach publicznych. Temat trudny, bo… emocjonalny.  

Do czego nam potrzebne emocje w komunikacji i wystąpieniach publicznych? Co na ten temat mówi nauka? Które z nich (tych emocji) są dobre a które negatywne? Czy taki podział w ogóle ma sens? Czy można ludzi straszyć? Co daje smutek i do czego prowadzi? Jak żonglować emocjami i po co to robić? 

To pytania, na które szukamy odpowiedzi w jak zwykle luźnej, pełnej osobistych przemyśleń rozmowie. A wszystko zaczęło się od zestawienia 7 scen z filmów PIXARa, które wzruszyły nas do łez. 

Zapraszamy

Posłuchaj

Obietnice z odcinka

Filmy o których mówimy:
7 wspaniałych – sceny z filmów Pixara, które wzruszyły nas do łez | W celu inspiracji i wzruszenia
eTalks – The Secrets of Food Marketing: Kate Cooper | Do obejrzenia. Koniecznie!!!

Powiązane podcasty:
#005 | Jak zaprzyjaźnić się z Panią Tremą?
#011 | Jedno co w życiu pewne to zmiana. Jak to się ma do prezentacji i wystąpień publicznych?
#017 | 7 książek dla tych, którzy występują publicznie i mówią do ludzi

Inne takie:
Poruszyć serca dziennikarzy | Relacja z prezentacji Ani dla dziennikarzy
Cztery podstawowe emocje | Pakiet szkoleniowy (film + prezentacja + grafiki) dostępny w naszym sklepie

Odcinek do poczytania

Oto podcast Odpowiedz.to odcinek 18, w którym zmierzymy się z emocjami. 

[Maciek] Nie takimi emocjami, które targają nami, jak wchodzimy na scenę, bo to już było. W odcinku piątym pod tytułem pt. “Jak zaprzyjaźnić się z panią tremą?” Ania opowiadała o tym i radziła jak sobie z tym radzić. Dzisiaj na tapet weźmiemy emocje, które mogą nam pomóc albo przeszkodzić oczywiście, ale skupimy się na tym, że mogą nam pomóc w efektywności naszego wystąpienia, w tym, żeby ono było inne, żeby zapadło w pamięć i żeby zrobiło robotę. Będzie inspiracja, która nas zachęciła do tego, żeby nagrać taki odcinek, będzie garść wiedzy, takiej naukowej nawet można powiedzieć. Będą przypadki konkretnych wystąpień, które chcemy rozebrać na czynniki pierwsze naszych i nie tylko. To wszystko po to, żeby zastanowić się, czy warto się tymi emocjami przejmować, czy są emocje dobre albo złe, czy w ogóle można taki podział wprowadzić i jak żyć z tymi emocjami, zwłaszcza jak żyć na scenie z tymi emocjami. 

[Ania] A na wszystkie powyższe pytania odpowiedzą Anna Kędzierska. 

[Maciek] I Maciek Cichocki. Tradycyjnie wspólnie opowiedz.to. Aniu, jak Twoje emocje teraz, w tej chwili? Pamiętam, że w poprzednim odcinku mówiłeś, że… Nie, to dwa odcinki mówiłaś, że jesteś zestresowana, wyjątkowo stałaś na baczność. Stoisz na baczność, siedzisz, leżysz, jak emocjonalnie przed tym odcinkiem?

[Ania] Stoję i się kiwam, dlatego że targają mną emocje, bo z jednej strony merytorycznej mam przekonanie, że ten temat jest bardzo ważny i wiem, że jak wejdę meretorykę to u mnie tych emocji będzie zdecydowanie mniej, a jednocześnie mam świeże w pamięci wspomnienia i pewnie uczestnicy naszych szkoleń ze storytellingu też. Kiedy pokazujesz Maciek, na tym szkoleniu reklamę i za każdym razem ona wyciska łzy z moich oczu. Przyznam szczerze, że z pewnym takim niepokojem spogląda na scenariusz naszego dzisiejszego odcinka, co Ty tam mi zafundujesz za wyciskacz łez, bo ja jestem z tych miękkich i emocjonalnych bardzo, więc ja jestem emocjami targana. Tak  bujam się przód, tył, czego mam nadzieję, że nie słychać, a Ty Maciek? Na luzaczka, tak widzę.  

[Maciek] Bo się nie bujam, to na luzaczka? Emocje są. Ja kiedyś sobie powiedziałem, że w momencie, kiedy przestanę czuć… To są emocje związane trochę z taką, nie lubię słowa stres, bo ono się negatywnie kojarzy, ale taką ekscytacją związaną z tym, że otwieram paszczę i zaczynam gadać, czy to w tej chwili do mikrofonu, od pół roku coś nowego, czy wychodząc na salę szkoleniową, czy na scenę. To będzie taki bardzo jednoznaczny i ostateczny sygnał, że pora zmienić zajęcie. Czuję te emocje, czuję mieszaninę odpowiedzialności ekscytacji i lekkiego drżenia niektórych zakończeń ciała, ale to znaczy, że jest dobrze, bo traktuję to jako mobilizator i mam nadzieję, a przynajmniej lubię tak myśleć, że wtedy mój umysł chodzi na szybszych obrotach, więc będzie to dobra robota.  

[Ania] Czyli rozumiem Maciek, że jak poczujesz siadając przed mikrofonem, albo przed ludźmi, że emocje są jak na grzybach, to pójdziesz zbierać grzyby, a nie będziesz opowiadał? 

[Maciek] Można tak to ująć w słowa. To taki mój wewnętrzny wskaźnik. 

[Ania] Okej, dość o nas, bo ludzie przyszli tutaj po merytorykę i ona jest, chociaż nie jest oderwana od tego, że Ty coś poczułeś i dlatego dzisiaj o tym rozmawiamy. To właśnie ten temat się pojawia.  

[Maciek] Na początek inspiracja. Inspiracja, która była dla nas i zachęciło nas do tego, żeby zmierzyć się z niełatwym tematem emocji. Może też będzie inspiracją dla Was. Będzie podlinkowana na dole pod odcinkiem. Już zmierzam do konkretów. To było dwa tygodnie temu, wracałem pociągiem z okolic Bieszczad do Warszawy i grzebiąc sobie w telefonie znalazłem na serwisie Film web jeden z nowych odcinków takiej serii “Siedmiu wspaniałych”. Oni tam wybierają 7 scen, które się tematycznie łączą i omawiają, że to jest 7 najlepszych postaci superbohaterów w filmach albo siedem najlepszych scen kaskaderskich w filmach. Teraz mówię z głowy, czyli z niczego. Nie do końca wiem, czy takie tytuły są, ale taka jest intencja tego programu. Ten odcinek, na który ja trafiłem to były “Siedmiu wspaniałych”, czyli 7 scen, a dokładnie sceny z filmów Pixara, które wzruszył nas do łez. Ponieważ jestem olbrzymim fanem, miłośnikiem filmów Pixara i tak, wzruszam się na tych filmach do łez, to oczywiście obejrzałem sobie to zestawienie. Może nie wzruszyłem się do łez, ale gdzieś te łzy po kręciły na dnie oka, jak sobie to oglądałem, przypominałem filmy i to był taki sygnał dla mnie, że te emocje są ważne. Nic odkrywczego, ale tak naprawdę, że jeszcze nie zmierzyliśmy się z tym tematem, żeby opowiedzieć, jak ważne są te emocje i jak można z nich korzystać w kontekście efektywności komunikacji, a zwłaszcza tego przypadku scenicznego, czyli wystąpień publicznych. Stąd pomysł, żeby się z tematem zmierzyć. Podzieliłem się myślą z Anią, a jak na Anię pada pomysł emocji, to jest tak zwany żyzny grunt, to co Ci Aniu wykiełkowało, jak powiedziałem, że zmierzmy się z emocjami? 

[Ania] Wykiełkowała mi pierwsza taka myśl, że natychmiast rzuciłam się do obejrzenia tego filmu, o którym powiedziałeś “Siedem wspaniałych scen, które wzruszyły nas do łez”. To jest niesamowite w ogóle, bo to są bardzo krótkie fragmenty tych scen, które wzruszają, natomiast w pamięci pozostają okruchy tych scen, trochę tak jakby te łzy jeszcze były ciągle świeże. Sytuacja jest taka, że jak rzeczywiście ten film się ogląda, to tam gardło się zaciska i serce drży. Brakuje oczywiście, takiego momentu ciszy i milczenia. Tak sobie myślę, że to jest taka wielka broń, którą my możemy na scenie zastosować do tego, żeby ludziom dać przestrzeń do przeżywania emocji. Po prostu się zamknąć, bo jak my nie damy, to ludzie wreszcie coś mogą poczuć i pomyśleć. Pomyślałam też, że zabrakło mi jednej sceny, którą ja absolutnie kocham z “Potworów i spółka”. Miałam duży niedosyt, że nie ma tego momentu, kiedy Sully składa drzwi do końca, które wcześniej zniszczył i może wrócić do świata ludzi. Otworzyć je powiedzieć “Boo” i słyszeć w odpowiedzi “Kotek!” 

[Maciek] Jeśli dobrze pamiętam, tam jest jeszcze ta ostatnia drzazga, która jest tak wyeksponowana.  

[Ania] Tak, jest umieszczana na tabliczce, którą Sully ściskał w dłoniach  

[Maciek] Tak, to rzeczywiście “Potwory i spółka” w zestawieniu brakuje, chociaż jeżeli dobrze pamiętam to prowadzący ją autor tego zestawienia zaznaczył, że na tym filmie też się wzrusza i dodał, że ciężko było wybrać siedem filmów, bo akurat w jego subiektywnym zestawieniu “Potwory” się w tej siódemce nie zmieściły. Oczywiście, zawsze można z tym polemizować.  

[Ania] Gdyby nie to, że obudziły się we mnie emocje, kiedy tych potworów tam zabrakło, to ja bym w ogóle teraz się nie odzywała. Mam w ogóle takie przekonanie i wiedzę psychologiczną, bo to jest to, od czego ja zaczynałam swój zawodowy rozwój. To jest taka wiara, że bez tych emocji to w ogóle nie ma życia, więc jeżeli mówimy o dobrej komunikacji, dobrych wystąpieniach, to te emocje się znaleźć muszą. My potrzebujemy jako ludzie poczuć, żeby się zaangażować, nawet, żeby zrozumieć, żeby się zatrzymać, zacząć myśleć. Te emocje są najpierw, a potem dopiero cała reszta i Ty Maciek masz na to dowody naukowe, bo często cytujesz je na szkoleniach. 

[Maciek] Tak, ponieważ ja nie mogę się pochwalić wiedzą psychologiczną potwierdzoną papierami, to mogę się pochwalić… 

[Ania] Że masz doświadczenie. 

[Maciek] Mogę się pochwalić tym, że jestem automatykiem i robotykiem, co oznacza, że się świetnie znam na mózgu. Proszę nie pytać, jakie znalazłem połączenie między jednym a drugim, że to się przydaje, ale przechodząc do tego, co Aniu wywołałaś, ja też zapowiedziałem na początku, tak troszkę też takiej naukowej budowy. Nie za dużo, od razu uspokajam. Czemu to emocje warto mieć z tyłu głowy? Pierwsza rzecz to jest coś, co pokutuje od czasów starożytnych, od momentu, kiedy Arystoteles wspomniał, że retoryka, przekaz, komunikacja ma te trzy części składowe, czyli logos patos i etos. Dla tych, którzy z grecką są trochę mniej na bieżąco podobnie, jak ja, to dodam, że chodzi o fakty, logikę i właśnie wspomniane emocje. Takie trzy elementy, które budują historię i tenże autor Arystoteles w czasach, kiedy uknuł to stwierdzenie, nie bardzo miał jakiekolwiek narzędzie, które pozwalało mu sprawdzić wpływ emocji na przekaz, więc podobno, bo oczywiście to wszystko, co mamy, to jakieś domniemania historyków, użył nawet takiego zwrotu, że emocje są niestabilne, być może będą przeszkadzały, to lepiej zostawmy je z boku, czyli skupmy się na faktach i na logice. Ja tutaj widzę bardzo duże połączenie z tym, czego uczą też w szkołach, bo jak pamiętam wypracowania, które pisałem i też zachęcam, teraz odgrzebcie w pamięci wypracowania, które Wy pisaliście. Ty Aniu też, bo na pewno takowe w różnych szkołach pisałaś. Jak wracała do mnie moja praca, która na marginesie miała sporo napisanych na czerwono uwag. Większość tych uwag w moim przypadku dotyczyła interpunkcji. To był element przewodni, ale koncentrowała się na odpowiedniej proporcji wstępu, do rozwinięcia, do zakończenia i oczywiście błędach. Nie kojarzę natomiast, żeby dostawał uwagi dotyczące nie stylistyki, ale właśnie takiego podkładu emocjonalnego, które historia, którą napisałem, niosła. Żyjemy w czasach bardziej przebadanych niż żył Arystoteles, więc mamy badania nad ludzkim mózgiem. Te badania jednoznacznie pokazują, że mózg ma swoją konkretną budowę. Ze względu na tę budowę emocje w historii, bez względu na to, czy to będzie wypracowanie, czy wystąpienie, czy komunikacja podsumowująca półrocze, a nawet sprzedażowa rozmowa z klientem, są potrzebne. Są potrzebne z bardzo prostego powodu. Na samy początku, jeżeli trafia do naszego mózgu jakaś informacja, to pierwszy ośrodek naszego mózgu, który się uruchamia, to jest tak zwany gadzi mózg. Najbardziej pierwotna część naszego mózgu, która umówmy się, nie jest zbyt bogata w strategię postępowania.  

[Ania] Taka mało inteligentna można powiedzieć w dużym skrócie.  

[Maciek] W zasadzie można to tak nazwać. Nie bez kozery nazywa się gadzim mózgiem. Ona ma utrzymać nas przy życiu. To jest ta część, która odpowiada za to, żebyśmy przeżyli, a jak przeżyjemy, to być może kiedyś sobie o czymś pomyślimy. Najpierw mamy przeżyć i w tym celu ma dwie, może trzy sprawdzone, bezbłędne strategie działania: uciekaj, atakuj, ewentualnie udawaj nieżywego, co też jest tak naprawdę pewnego rodzaju formą ucieczki, tylko nie aktywnej, raczej biernej.  

[Ania] I budzi emocje u obserwatora.  

[Maciek] Tak. To są wszystkie zachowania, które widzimy u innych gatunków zamieszkujących naszą planetę. Wiele zwierząt jest przystosowanych do tego, żeby zamierać w bezruchu i udawać martwe, albo bardzo szybko uciekać itd.  

[Ania] Swoją drogą tak sobie teraz pomyślałam, jakby to było, gdyby u nas, u ludzi ciągle taka strategia była aktywna. Teraz wyobrażam sobie taką sytuację, np. ludzie ze sobą rozmawiają i pojawia się jakiś niewygodny temat, albo wystąpienie publiczne i ktoś dostaje takie pytanie prosto w splot słoneczny, pada na scenę i udaje nieboszczyka. To by było cudowne! 

[Maciek] Ja pomyślałem, jak zaczęłaś o tym mówić, bo od razu mi się odpalił efekt dźwiękowy, skoro zaczęliśmy od bajek ze “Strusia pędziwiatra”. Ktoś zadaje mi trudne pytanie, a ja wydaję ten charakterystyczny dla niego dźwięk i już mnie nie ma.  

[Ania] To się ładnie wiąże z marketingiem sensorycznym, o którym mówiliśmy w 17 odcinku. Wracając do merytoryki i do mózgu, bo nie wiem, w której części mojego mózgu teraz jestem, ale Ty byłeś w gadzim.  

[Maciek] Tak, ja byłem i nadal jestem w gadzim. Dociera do nas jakaś informacja, odpala się w nas gadzi mózg, chcę uciekać albo atakować. O tym też więcej mówiliśmy w takim odcinku, gdzie zajmowaliśmy się całym mechanizmem zmiany, jako pewnej podstawy do dobrego wystąpienia publicznego. Oczywiście, odcinek podlinkujemy. Nam zależy na tym, żeby nasz słuchacz nie został na poziomie prostych instynktów, żeby nie zamarł nam na scenie, nie uciekł ze sceny albo z widowni, tylko żeby wziął pod uwagę to, o czym do niego rozmawiamy, czy to będzie decyzja zakupowa, czy decyzja, że w firmie jest wdrażana zmiana i ja teraz muszę coś inaczej robić, np. po wielu latach przyzwyczajeń zmieniają mi teraz system rekrutacji, w którym mam działać. Nie podoba mi się to. Było fajnie, było dobrze, nie chcę. To są naturalne instynkty właśnie z gadziego mózgu. My chcemy, żeby uruchomiła się kora nova, czyli to, co nas różni od innych ssaków i gatunków zamieszkujących planeta ziemia, czyli ten element naszego mózgu, który pozwala nam logicznie myśleć, wyciągać wnioski, przemyśleć tę zmianę, która przychodzi i stwierdzić, że okej, szału nie ma na początek, ale warto spróbować. To jest już dużo. Warto spróbować, to już jest duży efekt osiągnięty z perspektywy komunikacyjnej i żeby wyjść jako impuls, który wpadł do naszego mózgu. Z tym impulsem, który wpadł na gadzi mózg, chcemy pójść dalej do kory nowej, to mamy jeszcze element pośredni. Mam tak zwany układ limbiczny, który właśnie odpowiada za emocje. Tutaj już właściwie możemy zacząć się cieszyć, mamy ją tylko my. Ssaki mają go w zalążku, a inne gatunki zamieszkujące naszą planetę nie koniecznie. To nas wyróżnia. To jest ta wiedza, którą mamy, a nie miał jej Arystoteles, mamy przebadane ponad wszelką wątpliwość, że impulsy w mózgu podróżują od środka do zewnątrz, czyli najpierw jest gadzi mózg, myślenie nawykowe, odruchowo prymitywne. Potem wchodzą do akcji emocje i dopiero po emocjach jesteśmy w stanie podjąć racjonalną decyzję. To jest o tyle ciekawe, że wiele osób myśli i mówi o sobie, że są racjonalnymi jednostkami, chociaż wszelkie badania pokazują, że my wszelkie decyzje podejmujemy na fali emocji, a potem, żeby było wygodniej, sami dla siebie je relacjonujemy. Kupuję samochód najczęściej dlatego, że mi się spodobał, dlatego że sąsiad taki ma. To kiedyś świetnie sprawdzało się, jak sprzedawało się anteny satelitarne. Najlepszą metodą na sprzedanie anteny było “przecież sąsiad ma taką na balkonie”, “to ja też poproszę, a jest większa?” To sobie tak działało, czyli najpierw są emocje, a dopiero potem, jak już opowiadam o tym znajomym, to przecież nie mówię im, że kupiłem samochód, bo sąsiad ma, albo nie mówię, że kupiłem samochód, bo ma fajny odcień czerwieni, nie myślałem, że kolor zagra rolę, tylko mówię, że przeanalizowałem spalania, wrzuciłem je w tabelkę, pojeżdżę dwa lata, to będzie się bardziej opłacało, jeszcze gaz ma fabrycznie założony… Wyciągam logiczne argumenty. 

[Ania] Słuchaj, a czy Ty przypadkiem opowiadasz teraz historię mojego męża? 

[Maciek] To jest duży facet, więc nie będę chciał się z nim konfrontować. Przyjmijmy, że mówię o hipotetycznej osobie.  

[Ania] I ma czarny samochód, a nie czerwony. Kochanie to nie o Tobie było. (Śmiech) 

[Maciek] W każdym razie badania pokazują, że bardzo często podejmujemy decyzję emocjonalnie, a potem je relacjonizujemy. To już wychodząc z naszej zabawy słowem i mężami jest chyba jeden z głównych powodów, dla którego warto pomyśleć o wzbudzeniu emocji u słuchaczy, w kontekście przygotowania dobrego wystąpienia. Na razie na tym zostawię. Oczywiście, w dalszej części się tym zajmiemy, jak i jakich emocji. Jeszcze drugi, szybki przykład, nazwijmy to ten naukowy. Aniu, Ty w poprzednim odcinku polecałaś książkę “Gupi muzg”, ja to polecenie wziąłem sobie do serca i byłem łaskaw ją przeczytać. W tejże książce jest takie stwierdzenie, które mocno zapadło mi w pamięć, bo właśnie pamięci dotyczy. W książce jest napisane, że jesteśmy w stanie zapamiętać wszystko i jako dowód jest przedstawione coś takiego, że ludzie płytkich albo głębszych stanach hipnotycznych są w stanie odwołać się do wspomnień z bardzo wczesnego dzieciństwa.  

[Ania] Nawet prenatalnych podobno.  

[Maciek] Tak, podobno. Jednocześnie kłopotem jest to, że mimo że nasz, nazwijmy to w dużym uproszczeniu, nasz mózg przechowuje wszystkie wspomnienia, to my nie potrafimy się do nich odwołać. Ich jest tak dużo, że mamy problem z odnalezieniem ich. To jest trochę tak i teraz będą dwie metafory. Jedna dla pokolenia naszego, druga dla młodszego. Dla pokolenia naszego: pewnie pamiętacie sytuację, kiedy przychodziliście do miejskiej czytelni? Cisza, charakterystyczny zapach papieru wymieszanego z kurzem i z pastą do podłogi, bo tam zawsze były fantastycznie wypastowane i wypolerowane podłogi. 

[Ania] Tak! 

[Maciek] Bo się chodziło na takich suknach. One były na wysoki połysk.  

[Ania] Ależ to, co opowiadasz Maciek, jest multisensoryczne.  

[Maciek] Naszym zadaniem było znaleźć w olbrzymiej ilości półek z książkami, tę konkretną książkę, po którą przyszliśmy, a ponieważ to były czasy młodzieńcze, czas gonił, bo były inne, ciekawsze rzeczy do zrobienia, niż siedzenie w czytelni. Z pomocą przychodziły nam tak zwane indeksy, czyli takie drewniane szafeczki, które często stały koło wejścia z szufladkami. Wertowało się karteczki, znajdowało się odpowiednią karteczkę, szło się z nią do pani i pani, albo pan, którzy pracowali w tym przybytku, już byli pomocni, żeby nam dostarczyć książkę. To są właśnie emocje. Ten indeks to są właśnie emocje dla naszego magazynu wspomnień. My jesteśmy w stanie zapamiętać wszystko, natomiast mamy kłopot z dokopaniem się do odpowiedniego wspomnienia, a emocje pozwalają to znaleźć. Szybka metafora dla tych, co nie bywali w czytelni. To jest tak, jak indeksowanie danych na dysku twardym w komputerze. Tam jest wszystko, ale jeśli wyłączymy indeksowanie w systemie, to przy pomocy okienka z lupką nie znajdziemy nic, bo komputer nie będzie wiedział gdzie, co leży. Tym są emocje dla naszego mózgu, takim wskaźnikiem, gdzie szukać wspomnienia. Już Aniu kończę i się zamykam, bo wiem, że dużo mnie było… Czemu to jest ważne w kontekście wystąpień publicznych? Bo jeżeli chcemy zrobić dobrą robotę, osiągnąć efekt, to po pierwsze musimy zostać zapamiętani, żeby uniknąć takiego efektu, że kończy się nasze wystąpienie, ktoś powie “fajne było, a o czym mówił, mówiła?” “A wiesz? Nie wiem”. Tu zmian nie będzie. Musimy zostać zapamiętani i pomogą nam w tym emocje.  

[Ania] To jest dokładnie to, co ja chciałam podkreślić. Te emocje sprawiają, że my w ogóle zapamiętujemy nawet neutralne treści. Jeżeli będziemy się uczyć ciągu znaków matematycznych, które nie mają absolutnie żadnego sensu i merytorycznie nie są w stanie się nam do niczego przydać, chyba że jest to rachunek bankowy, to wtedy może być użyteczny. W eksperymentach psychologicznych sprawdzano, kiedy ludzie lepiej pamiętają, czasami rzeczy bez sensu i okazuje się, że wtedy, kiedy do tych treści, nawet bez sensu, przyklejone są jakiekolwiek emocje, to my mamy większą zdolność zapamiętania tych treści, więc niechaj to będzie niezbity dowód na to, że te emocje są nam w życiu potrzebne. My za chwileczkę będziemy opowiadali o tym, do czego konkretne odczucia, emocje są przydatne w życiu i że bez nich tak naprawdę by się nie dało. Mam takie przekonanie Maciek, popraw mnie też ciekawa jestem, ciekawi jesteśmy zdania naszych słuchaczy, że my intuicyjnie wiemy, że te emocje w wystąpieniach są ważne. Często jak przygotowujemy ludzi do wystąpień, to przychodzą do nas klienci z takim zapytaniem, ja chcę, żeby było miło, żeby ludzie byli zadowoleni, chcę, żeby się zachwycili, żeby powiedzieli mi “tak” i żeby byli na koniec pełni uwznioślenia i zaangażowania. To jest stan emocjonalny, to nie jest matowe, jeśli chodzi o uczucia. Potem zderzamy się z tematem, który stoi za danym wystąpieniem i okazuje się, że ktoś będzie np. opowiadał, o problemach w organizacji, albo o wdrożeniu czegoś nowego, co jest dla ludzi trudne, zaskakujące, a przede wszystkim nowe, co z automatu budzi emocje wcale nie związane z tym, że ludzie mówią “hura”, tylko raczej pokazują, jak Ty to mówisz Maciek, mentalny gest Kozakiewicza. Teraz, żeby ugryźć temat, to co mam do opowiedzenia, to przyjęcie takiego założenia, że w ogóle z emocji podstawowych, które naszą psychologiczną rzeczywistość budują, my doświadczamy w życiu czterech. Na bardzo podstawowym poziomie byłaby radość, smutek, złość i strach, lęk. Te cztery zmiksowane w różny sposób pozwalają nam euforię i potężną nienawiść, totalne zaangażowanie, zachwyt, lęk, który nas paraliżuje albo wściekłość, która doprowadza do tego, że jesteśmy w stanie wywrócić świat do góry nogami. One oczywiście mają różną intensywność. My jesteśmy w stanie tymi emocjami zarządzać, zwłaszcza jeśli występujemy na scenie, to czasami słuchacze budzą w nas emocje, czasami temat wzbudzi w nas emocje i często są to te emocje, które my nazywamy negatywnymi, dlatego że zwykło się mówić, że negatywne emocje, to jest smutek, strach, lęk i złość, a pozytywna jest tylko radość. Wtedy można byłoby powiedzieć kurcze, jakie to nasze życie jest ubogie, że my tylko w trzech czwartych w negatywie, w tych kłopotach tkwimy i nie specjalnie jest z czego wybierać. Tymczasem okazuje się, że one są negatywne, bo one są przez nas odbierane, jako przykre. My nie lubimy się złościć, to nie jest miłe doznanie. Jak sobie pomyślimy, czy lubię się smucić? To stwierdzimy, że nie, wolimy się cieszyć, a bać się? Niespecjalnie lubię ten moment, kiedy zaciska mi się żołądek i drżą mi kolana, wolę się cieszyć. Tyle tylko, że gdybyśmy tych trudnych i specjalnie nie używam już słowa negatywnych, gdybyśmy tych trudnych emocji nie odczuwali, to wyjścia byłyby dwa, albo byśmy się cały czas cieszyli, wtedy byśmy byli w manii i przebywalibyśmy w jakimś przyjemnym zakładzie psychiatrycznym. Moglibyśmy się tam cieszyć do woli. Pewnie ktoś próbowałby nas pacyfikować, tym nie mniej przyzwolenie na permanentną radość byłoby większe, albo drugi wybór, jeżeli wykluczylibyśmy z naszego życia strach, to błyskawicznie narazilibyśmy się na sytuację, która zagraża naszemu życiu, dlatego że strach odczuwamy po to, żeby uniknąć samounicestwienia. Gdybyśmy wykluczyli z naszego życia złość, to prawdopodobnie nigdy by nasz pra, pra, pradziad nie wkurzyłby się na to, że jego brata właśnie zeżarł tygrys szablozębny i nie oswoiłby ognia, nie wynalazł narzędzi kamiennych, więc siedzielibyśmy sobie teraz w manii radośnie w jaskiniach i może byłoby fajnie. Gdybyśmy wykluczyli z naszego życia smutek, to okazałoby się, że nie potrafimy podejmować decyzji, że nie umiemy się zatrzymać na chwilę, zagłębić w tym refleksyjnym smutku, żeby przeanalizować doświadczenie, że wtedy nasi przodkowie, którzy przy ognisku snuli opowieści, nie umieliby tego robić, bo nie wyciągnęliby wniosków z całej swojej przeszłości związanej z tym, co danego dnia się wydarzyło i co warto opowiedzieć kolejnym pokoleniom. Te emocje złość, strach, smutek, chociaż na pierwszy rzut ucha, chyba że się mylę i teraz drodzy słuchacze wyprowadźcie mnie z błędu, ale mam takie przekonanie i obserwacje, że na pierwszy rzut ucha wolimy tych emocji w ludziach nie budzić, czyli dać jednak wystąpieniem tę radość, to one są potrzebne. Jak my nie damy naszemu audytorium przestrzeni do tego, żeby chociaż na chwilę się zasmucili, żeby oni, chociaż na chwilę się przestraszyli, albo się wkurzyli, to oni będą albo siedzieć w jaskini, albo w domu psychiatrycznym.  

[Maciek] To ja potrzebuję wprost zapytać, bo słuchałem Cię, mam wrażenie bardzo pilnie. Prześlizgnęłaś się po radości, traktując ją, jako zupełnie oczywistą i rzeczywiście mamy tutaj wręcz wpisujące się techniki. Na scenie odśmiechujemy publiczność po to, żeby złapała dystans, wzięła oddech, czyli krótko mówiąc, mogła być dłużej skoncentrowana. Bardzo często jako dobre wystąpienia wymieniane są te, w których żart, pojawiał się jeden za drugim, można było się pośmiać, więc tutaj sprawa jest oczywista. Sam uśmiech, sama radość myślę, że nie wymaga komentarza. Jest dobrym orężem w kontekście dobrego wystąpienia publicznego, ale jeśli dobrze słyszałem, to Ty wprost zachęcałaś do tego, żeby czasami może nawet wkurzyć, żeby czasami zasmucić, a nawet czasami przestraszyć.  

[Ania] Absolutnie, słuchałeś mnie bardzo dokładnie. To jest to, co chciałam powiedzieć. Tak, zachęcam do tego, żeby nie bać się trudnych emocji, które budzimy u naszego audytorium.  

[Maciek] To ja Aniu, mam przygotowane pytanie, żeby przejść do konkretu. Zaraz zapytam Cię, jak to robisz na przykładzie jakiegoś Twojego wystąpienia, żebyśmy nie pozostali na poziomie balony, ale najpierw pozwolę sobie odwołać się znowu do Pixara. On często przewija się w naszym podcaście i będzie się przewijał, bo jak się uczyć, to od najlepszych. Jest taka porada Pixarowa, “pozwól sobie opowiedzieć historię”. Myślę, że tutaj zaczynają pojawiać się dwa tematy w tym obszarze, czy to jest np. gotowość do poruszenia trudnego tematu, który może zasmucić, przestraszyć. Przez wiele lat pracowałem z liderami. Obserwowałem coś takiego, że w momencie, kiedy rolą lidera powinno być zakomunikowanie trudnej decyzji w organizacji, to on instynktownie przechodził na język, który zrzucał z niego odpowiedzialność, podjętą decyzję. To powoduje, że ten przekaz się rozmywa. Rolą takiej osoby, jest wziąć odpowiedzialność za swoje słowa, w końcu jest liderem, ale paradoksalnie w momencie, kiedy taka osoba mówi, że to nie będzie proste, ale ja się zastanowiłem i wchodzę w to, nadaje temu dużo większą rangę, niż to gdyby powiedział “góra podjęła decyzję”. To jest taki bezjajeczny lider. Kiedyś nawet popełniłem taki artykuł, porównując liderów do makaronu, że są dwujajeczny, czterojajeczny i bezjajeczni. Nie chcę mówić o proporcji ilu jest jakich, ale to rozmywanie odpowiedzialności się tam pojawia. Do czego zmierzam? Bo dygresje mi się namnożyły. Pozwól sobie opowiedzieć historię, czyli bądź gotowy powiedzieć o rzeczach wprost. Bądź gotowy wytrzymać samemu emocje, które zaczną się malować na twarzach odbiorców.  

[Ania] Dokładnie.  

[Maciek] Bo jeśli nie ma tej gotowości, to nie rób tego, ponieważ sobie zrobisz kuku. To może być zbyt trudne wyzwanie. To tak jeszcze, żeby łączyć te tematy z Pixarem. Oczywiście, my nie zachęcamy do tego, żeby tylko straszyć, tylko zasmucać, tu wszystko jest kwestią balansu i myślę, że najlepszą odpowiedzią będzie pewne wystąpienie, do którego chcemy się odwołać na koniec, ale zanim ono, to wracam do tego, o co Ciebie zapytałem. Skoro powiedziałaś, że czasami warto zasmucić, może nawet przestraszyć, to masz jakiś przykład swojego wystąpienia, gdzie z premedytacją tak je zbudowałaś, żeby pograć na emocjach. Tylko zwrot “zagrać na emocjach” kojarzy mi się też poirytatywnie, takie granie na emocjach dla zabawy, żeby wykorzystać emocje do tego, żeby zwiększyć efektywność ważnej treści, którą przekazujesz? 

[Ania] Ja bardzo wierzę w ludzi i w to, że jesteśmy istotami bardzo empatycznymi, że nawet w zaganianym świecie potrafimy zobaczyć perspektywę drugiego człowieka. Kiedyś zostałam poproszona o wygłoszenie wykładu, to chyba za dużo powiedziane, ale o opowiedzenie o psychologicznej perspektywie osób, które cierpią na rzadką chorobę przewlekły wyprysk rąk.  

[Maciek] Tutaj pojawia się taka gwiazdka, przepraszam, proszę, zajmijcie się czymś z boku, będzie moja prywatna rozmowa z Anią. Aniu, polecam Ci taki odcinek “Słowa, które robią robotę”, tam w takim podcaście Opowiedz.to, mówili, że nie warto deprecjonować samemu swoich osiągnięć. Czy na tym “chyba” wykładzie była publiczność? 

[Ania] Tak. Nie chciałam używać słowa “wykład”, bo wykład dla mnie jest takim monologiem, że ktoś wychodzi, coś wyłoży, potem się odwraca i ma to w nosie, a to było spotkanie, to była opowieść i publiczność w postaci dziennikarzy. Dziennikarzy, którzy zostali zaproszeni do wysłuchania danych statystycznych, bo zostały też zrobione bardzo konkretne badania i też kawałka psychologicznego na temat tego, jak funkcjonują ludzie z przewlekłym wypryskiem rąk. Tak, była publiczność.  

[Maciek] Czyli podsumowując, stosunkowo trudna grupa odbiorców, którzy mają gotowość zadawać dociekliwe pytania. Tak identyfikuję dziennikarzy. Temat pod tytułem “Przedstaw dane statystyczne tak, żeby nie zasnęli już przy pierwszej cyfrze”.  

[Ania] To ja podniosę poprzeczkę, bo było jeszcze trudniej. To był moment, kiedy po pierwsze mówiliśmy o chorobie rzadkiej, chyba dotyczyło 2% populacji, więc umówmy się, kto z nas ma w rodzinie albo zna człowieka, który taki przewlekły wyprysk rąk ma? A trzecia rzecz była taka, że to był okres około świąteczny, więc dziennikarze wtedy ganiali z konferencji na konferencję, bo właśnie dodawali czekoladki, a tu stojak pod choinkę, a tutaj papier do pakowania i wszędzie było fajnie. Potem przyszli na taką konferencję, gdzie mówili o łuszczącej się skórze, ranach, paskudnie wyglądających rękach. Było bardzo przyjemnie! Tak świątecznie.  

[Maciek] Przyjmijmy, że wszyscy mamy wyobraźnię. Dobra, to mamy kontekst z moją drobną niezgodą na to, żeby go umniejszać, natomiast zdradzę sekret, znam tę historię i wiem, że to była po prostu fenomenalnie wykonana robota, stąd ten mój protest. Co użyłaś, co tam zrobiłaś, żeby popracować na tych emocjach, jaką poradę możesz dać?  

[Ania] Były dwa etapy tego mojego wystąpienia. Jak powiedziałam na początku, ja bardzo wierzę w ludzi, w to, że są oni empatyczni i są w stanie poczuć emocje tych dwóch procent populacji, która cierpi na rzadką chorobę, nawet wtedy, kiedy są pochłonięci kupowaniem prezentów i planowaniem, czy potraw 12, czy 24 na wigilijnym stole, a być może w ogóle wyciąć dzidę i wyjechać w ciepłe kraje. Postanowiłam zakotwiczyć ludzi z emocjami i z myśleniem na tu i teraz o temacie, o którym będziemy rozmawiać, rozdając im na samym początku rękawiczki, które zakładali sobie na dłonie, a do tych rękawiczek były przyklejone kartki imitujące  dłoń osoby, która jest chora na przewlekły wyprysk rąk. Ludzie, którzy doświadczają tej choroby, mają kłopot polegający na tym, że po pierwsze ich ręce są bardzo wrażliwe, a po drugie z racji tego, że ta skóra jest sucha, popękana, piekąca, z sączącymi się ranami, oni nie są w stanie wykonywać bardzo podstawowych czynności. Można było powiedzieć dziennikarzom “Proszę Państwa, ludzie, którzy cierpią na… mają tak i tak”. Mnie chodziło, żeby oni poczuli emocje związane z tym, że są ludzie, którzy pewnych rzeczy nie mogą i po rozdaniu im tych rękawiczek oklejonych imitacją chorej skóry, poprosiłam, żeby wykonali kilka podstawowych czynności, żeby wyjęli telefon z kieszeni, żeby weszli na dowolny portal, gdzie będą mogli kupić prezenty Bożonarodzeniowe dla swoich bliskich, żeby napisali kartkę z życzeniami świątecznymi, bo to taki czas, że ludzie sobie te życzenia składają, albo, żeby podali dłoń osobie, która siedzi obok, życząc im wszystkiego dobrego w Nowym Roku. To był taki moment, kiedy oni po raz pierwszy się zatrzymali, kiedy zobaczyli, że pewne rzeczy są niedostępne, że o to doświadczają dyskomfortu, żeby wykonać podstawowe czynności. Niektórzy się na mnie wkurzyli, że to jakieś głupie, prymitywne eksperymenty i że to przecież jest oczywiste, więc postanowiłam pociągnąć temat dalej i opowiedziałam zamiast o konkretnych wynikach, ogólno – populacyjnych historię Basi. Basi, która zachorowała na przewlekły wyprysk rąk. Basi, która ma dwójkę dzieci Zosię i Pawła, którzy się jej wstydzą, dlatego że kiedyś usłyszeli, jak jedna z koleżanek po zebraniu opowiada o tym, że mama brzydziła się podać Basi rękę na zebraniu i o depresji, która się pojawia, o mężu, który odchodzi i o bezsennych nocach, bo ta skóra tak bardzo piecze i swędzi i o totalnej pustce, która się pojawia, bo Basia, która z zawodu jest asystentką stomatologiczną, traci pracę i jest bezrobotna. Tak naprawdę cały świat wywraca się jej do góry nogami. To trwało, było wizualizowane prostymi rysunkami, na których dominowały komunikaty związane z emocjami, wszystko po to, żeby potem zakończyć dłuższym milczeniem i pokazaniem, że jest rozwiązanie. Tyle tylko, że potrzebujemy najpierw zrozumieć perspektywę ludzi, którzy chorują, bo oni są i czują. Potem pojawiły się emocje, ale u mnie. To jest z perspektywy dzielenia się doświadczeniem, myślę Maciek bardzo ważny moment. My powiedzieliśmy, że emocje w wystąpieniach są ważne, ale Ty wspomniałeś o tym, że też my, jako mówcy musimy te emocje wytrzymać i to był zarąbiście trudny moment, kiedy ja zdając sobie sprawę z emocjonującej opowieści, kiedy ludzi zapraszałam do błyskawicznej zmiany perspektywy i empatycznego wczucia się w sytuację osoby chorej, kiedy raptem spojrzałam na nich i miałam wrażenie, że oni tam zniknęli. We mnie natychmiast pojawiła się niepewność, co się dzieje. Czy to jest tak, że skutecznie zaprosiłam ich do tej refleksji, czyli pojawił się ten smutek, w którym oni są w stanie wyciągnąć wnioski, podjąć decyzję, powiedzieć ok, chcę napisać artykuł, żeby powiedzieć światu szerzej o tym, co się dowiedziałem na konferencji? Czy też jest tak, że tych emocji jest tak dużo, że oni powiedzieli, mam w nosie te 2% populacji? Właśnie szykuję się do Wigilii i to jest dla mnie tak naprawdę ważniejsze. To jest balansowanie na krawędzi, a jednocześnie po raz kolejny za kilka chwil miałam niezbity dowód na to, że zaproszenie ludzi do niewygodnych emocji w czasie wystąpienia, kiedy opowiada się im jakąś historię, daje szansę, otwiera drzwi do tego, żeby się zatrzymali, podjęli decyzję, a potem zaczęli działać. Mam przekonanie, że bez tego nie byłoby ich aktywności, która nastąpiła po tej konferencji prasowej.  

[Maciak] Tak słucham i pierwsze słowo, które przychodzi mi do głowy to jest “odważnie”. 

[Ania] I to ja, wiesz, ja, co boję się emocji i to Ty mnie uczysz, żebym nie była Matką Teresą z Kalkuty i wszystkich przytulała do serca. Zobacz, jak ja się uczę, widzisz? 

[Maciek] Jestem pod nieustającym wrażeniem! 

[Ania] Miszczu!  

[Maciek] Myślę sobie z tych dwóch perspektyw. Po pierwsze zafundować komuś coś takiego? Można powiedzieć z boku, że na chwilę zepsułaś im nastrój.  

[Ania] Tak, myślę, że tak się wydarzyło.  

[Maciek] Ale jeżeli dobrze wychwyciłem to, co mówisz, to znaczy wiem, że dobrze wychwyciłem, znam efekt, znam Ciebie, że to nie jest zepsucie nastroju dla zepsucia nastroju. To jest takie, trzeba sobie zrobić miejsce u kogoś w głowie, żeby w to miejsce móc dać mu coś nowego. Mamy tak dużo tego tempa, tych prezentów, listy zakupów, artykułów do dokończenia, konferencji i czekoladek do zjedzenia, bazując na przykładach, o których powiedziałaś, że tam jest ścisk. Wydaje mi się, że emocje są takim narzędziem, które pozwala nam zrobić trochę miejsca na to nowe, które my chcemy dać. To tak, jakbyśmy nie wyjęli jednej cegły z muru, a próbowali wcisnąć inną. Owszem, przy tytanicznej pracy da się upchnąć jedną kosztem drugiej, tylko prawdopodobnie popękają sąsiednie.  

[Ania] Albo nie starczy czasu.  

[Maciek] Albo dokładnie w ten sposób, a emocje są takim narzędzie, które powodują, że ktoś ze swojej ściany coś wyjmuje, robiąc przestrzeń dla nas. Potem oczywiście sam zdecyduje, z czym zostanie, bo na to nie mamy wpływu, ale z tego, co pamiętam efekt i o tym też wspomniałaś i ilości pytań, bo dziennikarze podeszli do Ciebie po konferencji. Pytania, które do Ciebie zostały skierowane, pokazały, że otworzyli się na temat, a to już w kontekście zmiany nie raz mówiliśmy i powtarzam z uporem maniaka, jest bardzo dużo. To, że ludzie się na coś otworzą, to już jest dużo.  

[Ania] Oni zapamiętali, zostali zaczepieni, zadrapani. Gdzieś ta alabastrowa powierzchnia, lśniąca została naruszona, więc jest szansa, że kolejne tematy w zakresie tej wyjątkowej choroby przenikały do jej wnętrza. To się wydarzyło, a Twój przykład Maciek? Bo jestem przekonana, że coś przygotowałeś.  

[Maciek] O swoim powiem krótko, bo zależy mi na tym, żeby zewnętrznym, nie naszym domknąć ten odcinek, ale też dlatego tym zewnętrznym domknąć, że podlinkujemy wystąpienie. Łatwiej będzie, myślę sobie z perspektywy dobrania merytoryki z tego odcinka. Po to, to robimy i liczymy, że tę merytorykę weźmiecie i ona się przyda. Myślę, że łatwiej będzie obejrzeć jakieś wystąpienie i zostawić z tym, o czym mówimy.  

[Ania] Czyli rozumiem, że chcesz naszych słuchaczy zaprosić do tego, żeby oni zobaczyli i poczuli, zamiast opowiadać, że coś można poczuć? 

[Maciek] Obraz wart więcej niż tysiąc słów. Mamy dodatkowy kanał, który generuje emocje. Uciekam się do takiego rozwiązania jako i Ty się uciekasz do tego rozwiązania. Myślę, że czai się nam odcinek o wykorzystaniu gadżetów w komunikacji i w wystąpieniach publicznych, bo to nie jest nadal codzienne, że ktoś na konferencji proponuje ludziom, żeby wzięli do ręki gadżet i założyli np. rękawiczki. Ty tak zrobiłaś i to już robi świetną robotę. Na razie zostawiam taką zajawkę, co być może nas czeka. Wracam do Twojego pytania, a przewrotnie zacznę odpowiedź na nie od cytatu, jeżeli dobrze zapamiętałem zdanie z tych “Siedmiu wspaniałych”, z tego filmu, którym otwieraliśmy odcinek. Tam, jak był prezentowany jeden z siedmiu filmów, które wycisnęły łzy Pixarowskich, to na pierwszy ogień poszedł film “W głowie się nie mieści”, który de facto jest o emocjach. Jest o tym, że wszystkie emocje są ważne. Bez smutku sama radość nie ujedzie, czyli jest dopełnieniem tego, o czym Aniu mówiłaś, przedstawiając cztery emocje i ich role, powiem szerzej, nawet nie tylko w wystąpieniach publicznych, ale po prostu w życiu. Prowadzący ten odcinek opisywał jedną scenę z tego filmu i użył takiego zdania, że najpierw zaczyna się wielki pościg, a scena kończy się głęboką melancholią. Myślę, że to jest definicja, chociażby tego, co zrobiłaś, bo ludzie zakładają rękawiczki, jest szum, jest coś nowego. Dobra, jest trochę niewygody. Z rozruszania takiej zabawy, w refleksję, melancholię, która pozwala im zrobić sobie miejsce na treści merytoryczne, które przynosisz. Ja bardzo podobnie pracowałem, jak stanęłam przed wyzwaniem dla mnie dużym, dlatego że audytorium, do którego szedłem, było to blisko 300 osób w wieku przedmaturalnym. O ile myślę dość dużym spokojem, chociaż mówiłem też o tym na początku emocjami do osób dorosłych, to cały czas bardzo nisko chylę czoła do osób, które pracują z młodzieżą, bo mam przekonanie, że to nie jest proste i ja nie czuję się tam tak dobrze, jak w pracy z dorosłymi. Dla mnie było to olbrzymie wyzwanie stanąć przed takim audytorium. Chciałem im opowiedzieć o takim doświadczeniu, które sobie w życiu zafundowałem, już je tutaj wymieniałem, wyprawa osób niepełnosprawnych z Fundacją Jaśka Meli  dlatego, żeby ich doprowadzić do wniosku, który moim zdaniem jest wartościowy i tym się chciałem z nimi podzielić, że bardzo często zadajemy sobie różne pytania. Ta konferencja miała miejsce w małym mieście, tutaj jest bardzo częste pytanie, jakie ja mam możliwości, mieszkając w małym 50 tys. miasteczku, żeby starać się zmieniać pytanie “czy”, na pytanie “jak”. Nie, “czy mam możliwości?”, tylko “jak mam to zrobić?”, ale żeby zaczęli słuchać, to szukałem elementu, który najpierw przykuje uwagę, zainteresuje, a ponieważ mam fantomy w domu, czyli młodzież w podobnym wieku, to zacząłem się zastanawiać, co oni najchętniej i najczęściej robią. To był moment, kiedy do kin, co chwila wchodziły filmy o superbohaterach. Taka moda kinowa zrobiła się jakiś czas temu, do tej pory trwa i tych filmów o superbohaterach jest mnóstwo. Pomyślałem sobie, że chcę im przedstawić superbohaterów. Zacząłem żartobliwie od analizy superbohatera, od stroju, od tego, że Superman nosił majtki na trykocie, że to go wyróżnia, po to, żeby zaczęło się zabawnie, ze śmiechem, wesoło, a potem powiedziałem im swoją historię, jak ja chciałem poznać superbohatera, jak szukałem na ulicy tego bohatera w majtkach na spodniach, jak nie znalazłem, może to i dobrze, a jak wiele lat później poznałem superbohaterów i tam przedstawiłem uczestników wyprawy, którzy w moim rozumieniu są superbohaterami. To właśnie było takie zaczęcie od zabawy, od śmiechu i stopniowe wprowadzanie w refleksję, czyli te emocje związane ze smutkiem, które powodują, że jesteśmy gotowi coś przemyśleć. To tyle z mojego przykładu, bo na koniec chcę Was zachęcić do tego, żebyście poświęcili 5 do 7 minut i obejrzeli sobie film, który będzie podlinkowany pod tym odcinkiem. Będzie parę linków, ale ten łatwo poznać, bo to będzie wystąpienie Pani Kate Cooper, która w moim przekonaniu wykonuje kawał niesamowitej roboty, jeśli chodzi o pracę emocjami, ale też balansowanie pracy emocjami. Przychodzi mi do głowy taka metafora, kiedyś usłyszałem ją od Marka Różalskiego, że jeżeli zapiecze się trzpień w jakiejś obejmie metalowej, to nie wyjmuje się go w ten sposób, że się go na raz mocno uderza, tylko wyjmuje się go w ten sposób, że się lekko ostukuje obudowę, żeby powstały drgania, częstotliwość rezonansowa, dla tych, którzy bliżej fizyki i dzięki tej częstotliwości jesteśmy w stanie praktycznie bez wysiłku wyjąć. To jest dla mnie metafora wystąpienia i to fenomenalnie robi Pani Kate Cooper, która mówi o temacie bardzo ważnym, ale nie robi jednego uderzenia, tylko ostukuje nas, jako publiczność, aż stopniowo dochodzimy do bardzo ważnego wniosku. Na co zwróćcie uwagę w tym filmie? Nie chcę opowiadać, o czym on jest, bo to będzie jak mówi młodzież spolierowanie, natomiast zachęcam Was do tego, żebyście zwrócili uwagę na pewne elementy konstrukcyjne. Pierwsze to jest zaczęcie z lekkiego, luźnego poziomu żartu, z wesołością, z żartami, ale jednocześnie z pokazaniem, że znam się na tym, o czym mówię, bo to są żarty i dykteryjki z jej branży, czyli z branży marketingu żywności. O tym jest to wystąpienie. Potem pojawia się moment, że świat nie jest taki różowy, jak marketerzy go przedstawiają i ten marketing służy do tego, żeby maskować, czasem wręcz bestialskie metody hodowania zwierząt, żebyśmy później mieli jajka, mięso, czy inne rzeczy, które niektórzy z nas spożywają. Tam robi kolejną fenomenalną dla mnie rzecz, dlatego że wiedząc, że zaczyna pokazywać rzeczy, które ludzi mogą złościć, irytować, smucić, część winy za te emocje bierze na siebie. Nie wprowadza ludzi w zbyt zły stan. Ona wręcz używa takiego zwrotu, “zobaczcie, to ja się tym zajmuję, ja jestem od tego, żebyście Wy mieli czyste ręce” 

[Ania] To nie Wasza wina, że w to idziecie, tylko moja wina, że ja to stosuję.  

[Maciek] Właśnie robi to w niesamowity sposób. Naciska i puszcza, tak bym to nazwał. Okrasza to żartem. Widać po minach ludzi, jak są przebitki na publiczność, że to niesamowicie działa, że ludzie są coraz głębiej w swoich przemyśleniach, a perełka jest oczywiście na końcu, kiedy jak sama wcześniej mówiła, że pokaże Wam dwie techniki marketingowe, oraz trzecią, supertajną broń, jak my marketingowcy to robimy. Ta supertajna broń, to jest coś, z czym ludzi zostawia. Moim zdaniem jest to już głębokie, mocne doświadczenie, które zafundowała odbiorcom. Mam głębokie przekonanie, że gdyby to zrobiła na wstępie, na dzień dobry, czyli po prostu by tak uderzyła, to spotkałaby się z gigantycznym oporem.  

[Ania] Absolutnie.  

[Maciek] Natomiast ona się skrada, bawiąc się emocjami w formule trochę śmiechu, trochę smutku, trochę wręcz strachu, ale tu nie chodzi o to, żeby ludzi przerazić, albo zasmucić. Wtedy tym śmiechem budujemy dysocjację, odsuwamy ludzi od trudnych emocji, a znowu w skrajnie trudnych emocjach my nie myślimy logicznie. My się chcemy zakopać w ściółkę, schować, w związku z czym wyzwanie polega na tym, żeby te emocje się pojawiały, ale żeby to nie było jednostajne, bo to nie sztuka jest, żeby ludzi wpędzić w stan, żeby ryczeli, jak bobry na scenie. Naprawdę przy dobrym doborze słów jesteśmy w stanie opowiedzieć taką historię, że najtwardsi się popłaczą, ale to nie o to chodzi. Jak będą ryczeli, to nie będą w tym momencie myśleli logicznie, tylko taka zabawa w naciśnij, odpuść, czyli skacz po emocjach. Jak miałbym to spuentować, a do tego zmierzam, to rzecz, którą na końcu chciałbym powiedzieć, tak jak mówiliśmy o tym, że rolą dobrego wystąpienia, to jest zastanowić się, z czym chcemy, żeby ludzie zostali po wystąpieniu, więc jak się zastanawiałem, z czym chcę, żebyście zostali po tym odcinku, oczywiście, to jest moje życzeniowe myślenie, ale zobaczymy, jak będzie, to jest taka myśl, że nawet jeżeli zdecydujecie się, do czego zachęcamy dopuścić do swojego wystąpienia szerszą gamę emocji niż tylko radość, dlatego to naukowo powiedzieliśmy, podparliśmy przykładami, oczywiście decyzja jest zawsze Wasza, to czasami wpada się w taką pułapkę, żeby było trochę mniej zabawne, trochę bardziej smutno, bardziej gdzieś pośrodku. To nie o to chodzi. Pośrodku zgodnie z przysłowiem, jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Zabawa polega na tym, żeby skakać tak, jakbyście mieli chodzić z nogi na nogę. Lewa noga ma być wesoło, przystępuje na prawą nogę, ma być refleksyjnie. Naszą rolą jest uruchomić ludzi, a uruchomienie polega na tym, żeby ostukać, żeby pojawiła się częstotliwość rezonansowa, która ułatwi im wyjście z okowy ich własnych nawyków, tego, co mają już poukładane w głowie, a metodą jest właśnie skakanie. Trochę tej emocji, trochę tej i cisza, bo cisza daje przestrzeń do pomyślenia.  

[Ania] Anna Kędzierska.  

[Maciek] Maciek Cichocki, Opowiedz.to. Do usłyszenia za dwa tygodnie! 

[Ania] Dziękujemy! 

 

Pokaż więcej

Jak słuchać naszego podcastu:

Możesz nas słuchać praktycznie wszędzie. Siedząc przed komputerem, jak również będąc w ruchu, za pośrednictwem Twojego telefonu. Mówiąc krótko kiedy chcesz i tak jak lubisz.

Recenzuj nasz podcast

Kiedyś w sklepach na konopnym sznurku wisiał brulion, z którego okładki wielkimi literami krzyczał tytuł książka skarg i zażaleń.
Teraz mamy recenzje. Niekoniecznie tylko ze skargami. Jeśli masz jakieś przemyślenia, wnioski albo rekomendacje dla innych słuchaczy napisz nam recenzję. Będziemy wdzięczni i zmotywowani do dalszej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *