#013 | Jak dobrze występować publicznie? – 15 podpowiedzi z życia wziętych.

1 lipca 2020

Jak się przygotować do wystąpienia publicznego? Co jeść, pić i ile spać przed prelekcją? Co robić z rękami i w co się ubrać na scenę? Stać czy chodzić? Na kogo patrzeć i co w nim widzieć? A także o zaklęciu z Hogwartu, które doda animuszu nawet początkującym magikom wystąpień publicznych.

Godzinny, piekielnie merytoryczny odcinek – poleca się Wam do słuchania.

Posłuchaj

Obietnice z odcinka

Wspominane książki:

“Wykorzystaj swoje silne strony” – M. Buckingham | Model silnych stron
“Po pierwsze: złam wszelkie zasady” – M. Buckingham, C. Coffman | Silne strony w zarządzaniu

Wspomniane podcasty:

#002 | Czego uczą nas Pornhub, Fakty TVN i Walmart? | Kiedy i jak się przedstawić?
#003 | Wystąpienia w stylu Wiedźmina Geralta z Rivii | O tym, że warto być wcześniej i (jak) to wykorzystać.
#005 | Jak zaprzyjaźnić się z Panią Tremą? | Ułani, ułani… czyli o rozgrzewce aparatu gębowego. I nie tylko.

Odcinek do poczytania

Oto podcast Opowiedz.to, odcinek 13, w którym wychodzimy na scenę.  

[Maciek] Będziemy zastanawiali się nad tym, jak się przygotować do takiego wyjścia na scenę. Mówiąc scena, mam na myśli albo rzeczywiście dużą, oświetloną reflektorami scenę, z dużym audytorium w garniturach, albo małą scenę w pokoju konferencyjnym, albo gdzieś u klienta na spotkaniu biznesowym. Czyli jak się przygotować do takiego wyjścia na scenę, jak takie wyjście przeżyć, jak się przy tym dobrze bawić i jak z godnością przyjąć należne nam oklaski na stojąco po naszym wystąpieniu. To są trzy główne obszary: jak się przygotować, jak być na scenie, jak zakończyć i odebrać to, co nam się słusznie należy? Jak zwykle w duecie. Aniu, powiedz, że jesteś. 

[Ania] Anna Kędzierska.  

[Maciek] O! Anna Kędzierska, Maciek Cichocki, razem Opowiedz.to i zapraszamy Was razem z nami na scenę.  

Aniu, podpowiedz mi, jak mam wyjść na scenę, co byś rekomendowała, z tego pierwszego obszaru “przygotuj się przed wystąpieniem”, na co stawiasz, co jest najważniejsze? 

[Ania] Nie potrafię odpowiedzieć, czy jest taka jedna rzecz najważniejsza, bo powiedziałabym, że przygotowanie się i bycie na scenie, to jest składowa bardzo wielu rzeczy i to do czego ja zachęcam, my zachęcamy, to żeby takie drobnostki kolekcjonować i stopniowo wcielać w życie. Nie sztuką jest zrobić rewolucję i potem na tej scenie polec. Sztuką jest uzbierać te drobiazgi, wyjść w światła reflektorów i czuć się dobrze, więc to, do czego ja Ciebie Maciek zachęcam za każdym razem, jak mamy ważne wystąpienia, to żebyś się wyspał. Nie wiem, czy nasi słuchacze wiecie, że nasz mózg potrzebuje minimum 6 godzin snu po to, żebyśmy byli później w stanie wszystkie te mądre słowa, które mamy poukładane w głowie, które sobie przygotowaliśmy do naszej fantastycznej prezentacji, żeby te mądre słowa były w stanie wyjść z naszych ust w sposób płynny. Jestem ciekawa, czy Ty Maciek, miałeś taką sytuację, ja na pewno, ale ciekawa jestem Twoich doświadczeń, że chcesz coś powiedzieć, masz to na końcu języka, masz to poukładane, natomiast ten aparat gębowy nie specjalnie współpracuje, a to się literki przekręcają, a to się nam głoski zmieniają, a to obcinamy ogonki… Zdarza Ci się? 

[Maciek] Chciałbym powiedzieć, że nie, nigdy, absolutnie, ale bym skłamał, a wyrosłem już z kłamania, więc zdarza się i rzeczywiście widzę takie połączenie ze zmęczeniem. Są dwie sytuacje, kiedy ja doświadczam takich rzeczy, chyba bardziej je spinam ze szkoleniami, niż z wystąpieniami na naprawdę dużych scenach, bo do tych dużych scen, zgodnie z Churchil-owską teorią, że jak masz krótki czas na wystąpienie, to powinien być dużo dłuższy czas na przygotowanie, dbam tam o ten wypoczynek wcześniej. Czasami zdarzają się, nie będę ukrywał maratony szkoleniowe, gdzie jest siódmy, ósmy dzień na sali szkoleniowej, często z przejazdami między tymi szkoleniami, więc ten sen jest ograniczony, zmęczenie się kumuluje i wtedy rzeczywiście, jak ja to mówię, jestem zardzewiały, to jest skrzypiące. Myśl jest, wolę pozostać w tej myśli, że ona jest lotna, jak zawsze, natomiast nielotna jest artykulacja tej myśli. Rzeczywiście gdzieś na tym styku między myślą a aparatem gębowym coś się gubi i jak słyszę, co mówię, to sam sobie w myślach zadaję pytanie, czy aby na pewno jestem w dobrym miejscu i w dobrym czasie, więc tak, potwierdzam, zmęczenie wpływa na plątanie języka.  

[Ania] Właśnie, to jest taki drobiazg, którego my często nie doceniamy, dlatego że im mocniej się stresujemy, przynajmniej część z nas uruchamia w sobie taki mechanizm, że im bardziej się stresujemy, tym dłużej do późnej nocy przygotowujemy się do wystąpienia, które mamy następnego dnia. Niewątpliwie to przygotowanie jest ważne. Na co zwrócić uwagę? O tym słów kilka za chwilę, tym niemniej ten sen, jest bardzo istotny. Drugi drobiazg to jest dobre nawodnienie i zjedzenie posiłku, który da nam energię, dlatego że ten stres, którego doświadczamy wychodząc na scenę, sprawia że bardzo dużo energii jest wyżerane z nas, więc jeżeli chcemy być skuteczni i lotni w tej myśli, o której Maciek mówiłeś, to nakarmmy, zadbajmy o swoje ciało i mózg na poziomie fizjologicznym, dostarczając mu posiłku, który wystarczy na cały czas wystąpienia. Nie jedzmy batonika tuż przed zwłaszcza klejącego, jakiegoś Snickers’a z karmelem… 

[Maciek] Z toffi! 

[Ania] Z toffi, dokładnie, to już jest masakra, bo wtedy cały nasz… 

[Maciek] Albo najlepiej weźmy całą garść Krówek ciągutek!  

[Ania] Koniecznie i do tego woda gazowana! 

[Maciek] Trzeba pójść na łatwiznę! 

[Ania] Tak, do tego woda gazowana i jesteśmy królami sceny, bo nie dość, że jesteśmy sklejeni, język do podniebienia i cała paszcza w środku, to jeszcze bąbelki mają tendencję do tego, żeby wracać w najmniej odpowiednim momencie. 

[Maciek] I kierunku. 

[Ania] Tak, jeżeli chcemy podłożyć sobie kłody pod nogi to tak, Krówki ciągutki, dwie godziny snu tuż przed wystąpieniem i woda gazowana. Przydałaby się jeszcze jakaś świetna prezentacja, która nam skutecznie utrudni wystąpienie. Ty Maciek w tej kwestii masz jakąś podpowiedź? Czym się posiłkować, żeby się dobrze wywalić?  

[Maciek] Jedna rzecz, która przyszła mi do głowy, jak powiedziałaś o tej wodzie gazowanej, to jak już napijemy się tej wody gazowanej przed wystąpieniem, to wejdźmy w podskokach na scenę, żeby od razu zadziałać jak syfon! Tak, jeszcze kontynuując tę myśl, co do prezentacji. Mamy jeszcze na szczęście kanony rzeczy, które nas ratują, jeśli byśmy na pewno nie chcieli wypaść dobrze. Może być dowolna prezentacja, ważne, żebyśmy stanęli na linii rzutnik-ekran, żeby połowa tych napisów wyświetlała się na nas, bo to na pewno rozbawi publiczność i odbierze im szansę przeczytania tego, co tak naprawdę jest tam napisane.  

[Ania] I będzie dobrze widać, jak właśnie rozklejamy się z tych Krówek.  

[Maciek] Tak! 

[Ania] Wtedy będziemy właściwie oświetleni. 

[Maciek] Tak, jak już dbamy o coś takiego, to nie zostawiajmy tego w półcieniach. Rozkręcamy się, ale chyba nie w tę stronę, którą sobie założyliśmy. 

[Ania] Uważam, że nasi słuchacze są inteligentni i są w stanie wyciągnąć z tego dobre wnioski, wiesz? 

[Maciek] Po tak wypowiedzianym zdaniu pozostawiasz w domyśle, że ja uważam inaczej i teraz nie bardzo wiem, jak wybrnąć z tej pułapki, to wrócę do merytoryki. Przewinęło się, ale jest z rzeczy fundamentalnych, jednocześnie praca z osobami, które wychodzą na scenę pokazuje, że ponieważ niektóre rzeczy są fundamentalne, to najczęściej o nich zapominamy. Tak dobrze o nich wiemy, że my przecież nie musimy ich robić. Podsumowując, jak najbardziej napić się, ale niegazowanej wody. 

[Ania] I nie alkoholu, bo jak powiedziałeś napić się, to od razu zadrżałam.  

[Maciek] Dobra, czyli tak, nie żadne herbaty, nie żadne kawy, czyli nie takie rzeczy, których często dużo bywa na konferencji, tylko zwykła niegazowana woda, bo ona nas nawodni i posmaruje śluzówkę, jakkolwiek to nie zabrzmi i nie będziemy mlaskali, bo nic się nie będzie sklejało. Wspomniałaś o jedzeniu, czyli rozumiem, że coś kalorycznego, ale niekoniecznie pchamy w siebie cukier, którego gwałtowny spadek, wzrost może spowodować zmianę naszego samopoczucia. Tutaj można dotykać o sportowe rzeczy, co najlepiej by zjeść, żeby na dłużej starczyło. Nie zawsze da się zjeść owsiankę tuż przed wejściem na scenę. Mamy te dwie rzeczy, czyli sen, powiedziałaś 6 godzin, także mamy konkretną liczbę, żeby się wyspać, co często bywa w opozycji. Rzeczywiście czasami do ostatniej chwili walczymy o przygotowanie merytoryczne. Moje zdanie jest takie, że bardziej będzie widać niewyspanie się, niż nieprzygotowanie idealne, jeśli chodzi o wyszukane słowa. Jednak mówienie płynne, którego gwarantem jest, muszę to powiedzieć, żeby było to słychać w moim głosie. Mam podgląd na to, co robi Ania w trakcie tego nagrania, a Ania właśnie gania muchę… 

[Ania] Żeby tutaj nie bzyczała w tle. 

[Maciek] Więc słychać jak mój głos odpływa, bo obserwuję, co robi Ania. Wyspanie się, odpoczynek, to są takie trzy główne rzeczy, jeśli chodzi o przygotowanie. Myślę, że to nie wszystko, bo poza wyspaniem się, odpoczynkiem, zjedzeniem, jeszcze parę rzeczy możemy zrobić, które dadzą nam wewnętrzny spokój, że jesteśmy dobrze przygotowani.  

[Ania] Jak najbardziej, bo jak będziemy piękni i najedzeni, to jeszcze nie oznacza, że zrobimy dobre show.  Niewątpliwie istotna jest merytoryka. My zawsze zachęcamy uczestników naszych szkoleń, ludzi, których wspieramy w przygotowaniu do wystąpień, żeby występowali tylko i wyłącznie w tematach, w których się znają i to jest drobiazg, który niejednokrotnie, zwłaszcza w korpo świecie zgrzyta, bo słyszymy “no dobra, ale jak ja mam wystąpić z prezentacją x, kiedy ja się kompletnie nie znam, a kolega, który miał to zrobić, zachorował i ktoś musi”. Wtedy pojawia się potężne wyzwanie, niemniej jednak mamy na nie odpowiedź. Jeśli nie ma takiej możliwości, że występujesz w temacie, w którym jesteś ekspertem i znasz się tak, że w nocy, o północy deklamujesz merytorykę z zamkniętymi oczami, to niewątpliwie bazuj na swoich mocnych stronach, związanych z tym, jak budujesz relację z publicznością, co Cię niesie w takich chwilach. Dla jednych to będą informacje, które mają bardzo dobrze ustrukturyzowane. Teraz ja wymyśliłam trudne słowo- ustrukturyzowane, ułożone w odpowiedniej kolejności. Dla drugich to będzie poczucie humoru i anegdoty, ktoś inny będzie wspaniałym gadaczem, opowiadaczem i to mu da to staropolskie “flow”. Warto poszukać, co my takiego mamy, co ma każdy z nas. To jest pierwszy krok, od którego my zaczynamy nasze myślenie o przygotowywaniu prezentacji, prawda Maciek? Żeby sprawdzić, co Ty człowieku możesz wnieść na scenę ze swojego doświadczenia, z wiedzy, z umiejętności, z talentów, z pasji, z tego wszystkiego, co masz w środku, w brzuchu.  

[Maciek] To myślę, że można zdradzić, że kiedyś nad Zalewem Zegrzyńskim szukaliśmy modelu, który by porządkował myślenie o przygotowaniu prezentacji, myśleniu o prezentacji, a ponieważ nie znaleźliśmy, stwierdziliśmy, że czas stworzyć swój, bo jak jest model, to łatwiej jest się czegoś uczyć. Okazało się, że najlepszym modelem w naszym rozumieniu myślenia o przygotowaniu do prezentacji i prowadzeniu jej, jest właśnie słowo “prezentacja”, z tym że odpowiednio rozczłonkowane i czytane od tyłu. Jakby na to nie spojrzeć “prezentacja” kończy się na “ja” i to “ja”, jest absolutnie kluczowe. Moje silne strony, moje przygotowanie, moje doświadczenie, mój system wartości, jeśli wystąpienie wymaga tego, żeby poruszać kwestie związane z wartościami i to jest to, co Ty Aniu często mówisz, a ja cytuję, to jest gwarantem tego, że będziemy mówili z brzucha, a jak mówimy z brzucha, to jesteśmy dużo bardziej przekoujący, bo jak słychać u ludzi pasje, albo zaangażowanie, to mają siłę porywania ludzi za sobą. Nie lubię słowa “porywania”, bo ma wydźwięk trochę przemocowy, ale takie mówienie z brzucha, ma siłę skłaniania do refleksji, zapraszania do tego, żeby rzeczywiście się przyjrzeć temu, co ja do nich mówię. Jeżeli chodzi o silne strony, bo użyłaś tego zwrotu, to myślę, że warto tutaj dopełnić i podlinkować pod tym odcinkiem, być może dla przypomnienia, być może jako coś nowego, literaturę Marcusa Buckinghama, który pod egidą Instytutu Gallupa, prowadził wieloletnie badania w obszarze silnych stron. W książkach, które podlinkujemy, są takie wskazówki, jak pomóc sobie zidentyfikować w sobie te silne strony w jakimś obszarze i może to być właśnie ten obszar związany z byciem na scenie, mówieniem do ludzi, sprzedawaniem, prowadzeniem projektów, to zależy w jakim kontekście te prezentacje robicie. Książki Marcusa Buckinghama znajdą się podlinkowane pod odcinkiem, który właśnie nagrywamy.  

[Ania] W takim razie Maciek, ja mam taką propozycję, żeby podlinkować jeszcze jedną rzecz, bo ten model prezentacji, o którym opowiadasz, nasz model, przez nas wymyślony i opracowany, jest czymś, co my pokazujemy na czterogodzinnych warsztatach, które są warsztatami Sumplingowymi, bezpłatnymi dla dowolnej grupy, również online. 

[Maciek] Tutaj z taką małą gwiazdką nad “bezpłatnymi”. Robiłem ostatnio przelicznik, udział w takim warsztacie kosztuje mniej niż parę kilo cukru i jest o tyle lepszy, że krzepi, a nie szkodzi. 

[Ania] Cudownie, w każdym razie podlinkujemy też taką propozycję. Gdybyście chcieli się z nami spotkać, pogadać o modelu “prezentacja” i posprawdzać, co krok po kroku, zaczynając się od przyjrzenia się swoim mocnym stronom, jeżeli chodzi o wystąpienia małe i duże warto zrobić, co my proponujemy, to jesteśmy tutaj do dyspozycji i rzeczony tutaj Pan Marcus Buckingham. 

[Maciek] Dobra, to będąc w tym obszarze przygotowania: wyśpij, napij, zjedz, przygotuj się merytorycznie, pomyśl o swoich silnych stronach i doświadczeniach, które wesprą to wystąpienie. Wspomniałaś Aniu o humorze, który może być silną stroną, to ja tutaj dorzucę, żeby mi nie uleciało, bo to w zasadzie powinno być w tej części “na scenie”, ale już w przygotowaniu warto na to położyć nacisk, jest coś takiego, jak odśmiechiwanie publiczności. To jest dość dobrze słyszalne na wszelkiej maści wystąpieniach TEDEX-owych. Jeżeli ktoś słucha, to tam można to łatwo wychwycić. Nawet jakbyśmy słuchali wystąpienia TEDEX-owego w nieznanym nam języku, gdzie nie możemy dać się porwać treści, bo jej po prostu nie rozumiemy, to jesteśmy w stanie wychwycić, że w taktach co 5,6,7 minut publiczność się śmieje. To nie jest przypadek, to jest celowe działanie służące temu, żeby odśmiechiwać publiczność, ponieważ śmiech będzie doładowaniem dla umysłów, będzie dla nich momentem odpoczęcia i doładowaniem energii, po to, żeby ci ludzie mogli dalej w skupieniu słuchać naszego wystąpienia, więc jeśli macie taki dar, żeby bawić żartem, to jest świetny oręż do wykorzystania w wystąpieniach. Jeśli nie macie tego daru lub czujecie dyskomfort związany z tym, żeby mówić żarty podczas wystąpień, to też nie będę mówił, że należy to robić za wszelką cenę. Możemy tutaj ratować się kwestią prezentacji, bo to w prezentacji, co ileś merytorycznych slajdów, może pojawić się satyryczny rysunek, czy coś na zasadzie puszczenia oka do publiczności, co wywoła może niekoniecznie salwę śmiechu, ale chociażby chwilowy uśmiech i rozluźnienie atmosfery. Dla porównania chodzi tutaj o to, żeby na naszą prezentację zabrać osła ze “Shreka”. Osioł w “Shreku”, przyjaciel głównego bohatera poza tym, że mu doradzał i pomagał, to pełnił też rolę, która jest bardzo potrzebna widzowi oglądającemu półtoragodzinny film. On wprowadza właśnie żart i śmiech, dzięki któremu my możemy oderwać się na chwilę od głównej linii fabularnej, która w “Shreku”, owszem to jest bajka, ale jest w jakiś sposób poważna, bo to są poważne zmagania głównego bohatera, który chce odzyskać swój “święty spokój”. Któż z nas by tego nie chciał? Osioł daje takie humorystyczne podejście. Jeśli nie chcecie zabierać ze sobą osła, bo boicie się, że może Wam w trakcie wystąpienia powiedzieć, że macie “zainwestować w Tic Taki, bo Wam jedzie”, co nie jest najlepszą interwencją na scenie, to można mieć w pamięci rybkę z “Gdzie jest Nemo?” Rybkę Dori, albo Doris, dokładnie  nie pamiętam, ale usprawiedliwiam się tym, że ona też nie miała pamięci krótkoterminowej i pełniła dokładnie tę samą rolę odśmiechiwania publiczności. Warto to sobie zaplanować w ramach przygotowania. Też zdejmie nam ciężar gatunkowy z barków przygotowanie takiej rzeczy.  

[Ania] Czyli już jesteśmy najedzeni, wyspani, dobrze przygotowani. Mamy prezentację, wszystko dobrze poukładane, wiemy, gdzie leżą nasze mocne strony i czym możemy zabłysnąć, to najwyższy czas, żeby tak idealnie przygotowani zastanowić się, co się może rypnąć. 

[Maciek] A zgodnie z prawami Murphy’ego, na pewno coś się rypnie.  

[Ania] Oczywiście! Ja jestem mistrzynią, ja przyciągam, jeśli chodzi o rypanie się różnych rzeczy przed wystąpieniem, więc chętnie się podzielę różnymi kwestiami. Mam tutaj na myśli wszelkiego rodzaju technikalia, bo część z nas korzysta ze swoich własnych komputerów, potem okazuje się, że na rzutnik nie ma takiej wtyczki, jak byśmy sobie życzyli, że nie mamy ładowarki, a właśnie laptop nam się rozładowuje, albo że nasza prezentacja zrobiona w PowerPoincie jakoś inaczej wygląda na komputerze konferencyjnym, więc to są takie rzeczy, które warto mieć z tyłu głowy. Na szczęście na znakomitą część z nich można odpowiedzieć innym przygotowaniem, czyli wziąć to pod uwagę, pod rozwagę i być przygotowanym. Mieć koło ratunkowe, żeby prezentacja się nie rozjechała, wrzucamy ją do PDF-a, żeby nie okazało się, że nam się komputer rozładuje albo że mamy inną wtyczkę, to warto mieć zawsze te rzeczy ze sobą, dlaczego? To opowiem swój niechlubny przykład Maciek, mogę? 

[Maciek] Ależ naturalnie! Jak niechlubny, to ja z przyjemnością posłucham. 

[Ania] Szkolenia, na którym pokazywałam ludziom i rozmawialiśmy o tym, jak się przygotować i przeprowadzić wystąpienie publiczne. Ja jako trener, czyli ktoś, który jakby trochę się zna na temacie.  

[Maciek] Krótko mówiąc, cała na biało.  

[Ania] Dokładnie tak i pod pachą mój komputer, znaczy MAC. Ja wiem Maciek, że Ty zaraz będziesz tu ze mnie drwił, ale zrób to, bo powiem Ci, że tym razem Twoje słowo zamieniło się w ciało. Okazało się, że rzutnik, który jest na sali szkoleniowej, na której miało się odbyć szkolenie z wystąpień publicznych, nie ma wejścia HDMI, takiego wyprowadzonego tak nisko do biurka, na którym ten mój rzeczony komputer można sobie postawić, tylko ma takie stare VGA, ale są przejściówki, a Pani mówi “nie, nie, to będzie działało”. MAC, że tak powiem, to jest taka franca, że jak mu się za dużo nawtyka, za dużo ma do przejścia tych mostków, to mówi: “ale ja ślepy jestem, nie widzę i nie będę działać”. Pomyślałam sobie, że prezentacja jest mi potrzebna z różnych względów, część mogę na Flipcharcie z dużą radością, ale pewne rzeczy, zwłaszcza nagrania uczestników z tego szkolenia, to ja muszę pokazać. Okazało się, że jest to do zrobienia tyle, tylko że na środku stała drabina, na tej drabinie stałam ja, podłączając już wtedy bezpośrednio do rzutnika kablem HDMI mój komputer i wszystko działało. Tyle tylko, że wymagało to ode mnie biegania góra-dół i pewnej woltyżerki, a ja oprócz prądu boję się również wysokości i tak jak spoglądam na rzeczywistość z dwóch metrów, to przyznam szczerze, było mi dosyć ciepło i nie spokojnie przez ten cały dzień, kiedy musiałam biegać po tej drabinie. Warto mieć z tyłu głowy, wszystko to, co techniczne spieprzyć się może, bo na pewno jedna rzecz, chociażby tak dla sportu wpadnie nam do koszyczka i będziemy nią żonglować i się zastanawiać.  

[Maciek] Idąc tym tropem, skoro mówisz o niechlubnych wpadkach i tak jak powiedziałaś o tym skakaniu po drabinie, pozwolę sobie dodać, tak ze swojej perspektywy, żeby nie było tak, że tylko z Ciebie będzie można się śmiać po tym odcinku, ze mnie oczywiście też. Taką rzeczą, której doświadczyłem na scenie, która myślę, że często się nie zdarza, ale zdarzyć się może, to było w momencie, kiedy wykonywałem ekwilibrystyczny skłon, tudzież przykuc przy Flipcharcie, bo też z Flipchartem pracowałem. Nie był to warsztat, ale szkolenie dla dużej ilości osób. Usłyszałem bardzo charakterystyczny odgłos, tu znowu uśmiech dla naszego dźwiękowca, żeby go dodał w trakcie, żebyście mogli skojarzyć, o jaki odgłos chodzi i był to odgłos pękania spodni od szlufki tej, która jest z tyłu pleców w spodniach, aż po charakterystyczny szew w kroku, który łączy w sobie cztery kierunki szycia spodni. Dlaczego o tym mówię w tym momencie? Bo być może warto pomyśleć o tym, żeby strój miał trochę luzu, zwłaszcza jeżeli chcemy tak jak Ania, skakać po drabinie na scenie, żeby sobie nie dołożyć kolejnej rzeczy. Poważnie mówiąc, nad strojem też się warto zastanowić i teraz wejdę na grząski dla mnie grunt. To jest doświadczenie ze szkoły trenerskiej. Dlaczego mówię, że to jest grząski grunt? Jak jest się trenerem prowadzącym zajęcia dla przyszłych trenerów, to najważniejszą rzeczą, jaką powinienem i mogę dla nich zrobić, to jest udzielić im pełnej, rzeczowej informacji zwrotnej. Zdarzają się takie sytuacje, że warto komuś powiedzieć coś, co może być dla mnie, jako osoby udzielającej informacji zwrotnej krępujące. Zresztą już pewnie słyszeliście, że owijam w bawełnę. Zamiast powiedzieć wprost, o co chodzi, to szukam słów, żeby to ukryć. Jak już sobie rozgrzałem aparat gębowy, to powiem wprost. Zdarza się, że stres związany z wystąpieniem, jest nie tylko manifestowany przez drżenie rąk, przez drżenie głosu, ale pojawiają się np. przebarwienia. Mówiąc wprost, czerwone plamy na ciele. Miejscem, gdzie one bardzo często są widoczne i bardzo często wychodzą, jest szyja i dekolt. O ile rzadko widzę mężczyzn na scenie ubranych we Włoskim stylu z koszulą rozpiętą prawie do pępka i z gobelinem na wierzchu, o tyle często zdarza się, że panie mają dekolt, przeciwko któremu absolutnie nic nie mam i jednocześnie, jeżeli wiesz, że wystąpienie może Cię stresować, i wiesz, że się rumienisz w czasie wystąpienia, to w ramach przygotowania, warto pomyśleć dobierając strój, zapinając, albo rozpinając guzik. Zdjąć sobie z barków tę myśl, że “będzie po mnie widać, że jestem zestresowana”, więc to tak w obszarze stroju, nie tylko pod kątem wypada – nie wypada, pasuje – nie pasuje, ale też pod kątem komfort, bo jak będzie mnie piła pod pachą marynarka przez całe wystąpienie, to na pewno wpłynie to na jakość tego wystąpienia. Druga rzecz, czy ten strój nie odkrywa czegoś, co pokazuje moje zdenerwowanie, np. tą wprost nazwaną czerwoną plamę.  

[Ania] Ja się ogromnie cieszę, że Ty o tym mówisz, bo ja do tego stroju dołożę jeszcze trzy grosze, bo Ty powiedziałeś o marynarce, która pije pod pachą i to wpływa na jakość wystąpienia. My jesteśmy w stanie zafundować sobie całą masę rzeczy, które sprawią, że nie będziemy mieć 100% uważności na to, jak opowiadamy, tylko będziemy musieli się skupić np. na koszuli, która nam się wysuwa co raz ze spodni, czy spódnicy, na suwaku, który wiemy, że nam się rozpina i co raz sprawdzamy, czy przypadkiem właśnie nie dochodzi do jakiejś krępującej sytuacji. Na obcasach, na których nie chodzimy na co dzień i stoimy jak kaczka i trzęsą nam się nogi. Panowie na krawatach, w których, jeżeli nie występujecie na co dzień, to sprawdźcie, czy to jest konieczne i czy musicie sobie tę szyję ściskać. Cała masa drobiazgów, przyciasna koszula, bo chcemy wyglądać dobrze, smukło i wbijamy się w rzeczy, które są takie akurat. Wtedy pomijam już tę drabinę, po której ciężko będzie łazić, ale może się okazać, że w ogóle wykonanie takiego ruchu, który daje nam komfort. Ruch jest nam potrzebny, żeby rozładować napięcie, zbudować ten dobry ruch sceniczny, o którym za chwilę będziemy rozmawiać, więc jak się ubierzemy w coś po młodszej siostrze, albo po młodszym bracie, że tak powiem, coś, co tak, jak Maciek powiedziałeś, nie daje nam komfortu ruchu, to jest ryzyko, że będziemy się na tym tak bardzo skupiać i będzie nam tak bardzo niewygodnie, że naprawdę merytoryka i sposób jej przekazywania mogą tutaj ucierpieć.  

[Maciek] Ja dorzucę jeszcze jedną rzecz, choć mam takie poczucie, że powoli powinniśmy w tą scenę wchodzić, czyli wychodzić z tego obszaru przygotowywania, a wejść na scenę i odpowiedzieć na te egzystencjalne pytanie, “co zrobić z rękami podczas wystąpienia?” Ale jeszcze w kontekście przygotowania i to przygotowania związanego ze strojem. Z doświadczenia polecam wcześniejszy kontakt z organizatorami, o ile to jest jakaś większa konferencja, bo zakładam, że jak jedziemy na jakieś małe spotkanie do klienta, to my jesteśmy reżyserem, dźwiękowcem i wszystkim w jednej osobie, ale jeśli występujemy na większej konferencji, to warto sprawdzić, jak będzie realizowane nagłośnienie. Krótko mówiąc, czy dostaniemy mikrofon do ręki, czy dostaniemy mikrofon na głowę, czy będziemy mieli mikrofon krawatowy. Jeśli np. w naszym stylu mieści się i do konwencji wystąpienia pasuje T-Shirt, to warto wiedzieć, że mikrofon krawatowy kiepsko się przyczepia do T-Shirta i po pierwsze będzie to źle wyglądało, bo ta koszulka będzie się marszczyła, więc może nas to stresować. Po drugie, jest duża szansa, że to odpadnie, bo nie ma się specjalnie do czego tam przyczepić i tedy lepiej założyć koszulę, żeby ten mikrofon krawatowy, nazwany krawatowym, ale świetnie trzymający się na jednej z połówek koszuli. Jeśli to będzie mikrofon, który mamy trzymać w dłoni, to tym bardziej warto mieć luźną marynarkę, albo koszulę, żebyśmy byli w stanie ten mikrofon podnieść do ust, a nie musieli się kłaniać do niego, więc to są detale… 

[Ania] Ale z drugiej strony…  

[Maciek] Aż jestem ciekaw, co jest z drugiej strony łokcia? 

[Ania] Ale z drugiej strony, jak masz taką za ciasną marynarkę, albo koszulę, to nie ma problemu, co zrobić z rękoma, bo po prostu nie możesz nimi ruszyć, więc to może jest jakaś odpowiedź, na to odwieczne pytanie “co zrobić z rękoma na scenie?” 

[Maciek] W sumie tak, bo jeśli założymy wystarczająco ciasne, to nawet krew nie dopłynie, a takie obumierające członki, to nawet przestają drżeć, więc możemy to załatwić. Tylko może to być wtedy ostatnie wystąpienie. 

[Ania] Ale spektakularne! 

[Maciek] I nie wiem, czy z godnością przyjmiemy na koniec oklaski? Czy to oznacza, że jesteśmy na dobrej drodze, aby wejść na scenę, przejść płynnie do bycia na scenie, czy coś jeszcze Aniu z przygotowania? 

[Ania] Taki drobiazg z pomostu przechodzenia na scenę, bo to możemy sobie uczynić tuż przed wejściem na nią, to jest rozgrzanie aparatu gębowego. Jak wiadomo wyspany, więc będzie ładnie werbalizował to, co nam głowa pomyśli i jest takie zdanie, które warto wypowiedzieć kilkakrotnie. Mam wrażenie, że już je wspominaliśmy, chyba w odcinku o tremie, a Ty Maciek do niego wracałeś: “ułani, ułani, kolorowi ułani”, powiedziane z przesadnym grymasem twarzy sprawia, że nasze policzki, język, podniebienie, rozgrzeją się na tyle, że będziemy już w stanie z pełną, właściwą artykulacją wystartować wtedy, kiedy rozpoczniemy swoje wystąpienie, wejdziemy na scenę i powiemy “dzień dobry Państwu” 

[Maciek] To dorzucę jeszcze coś ze swojej perspektywy, o czym już też mówiliśmy, a moim zdaniem warto powtarzać. Być wcześniej! Być wcześniej po pierwsze, żeby stanąć w miejscu, na którym za chwilę będę stał, jako główny bohater, spojrzeć, może jeszcze na puste krzesła, ale żeby ocenić wielkość sali, żeby się na niej usłyszeć, żeby znaleźć sobie najlepsze miejsce na scenie. Upewnić się, że to nie jest na tej wspomnianej linii rzutnik-ekran, żeby potrzymać mikrofon, powiedzieć do niego dwa słowa, żeby się usłyszeć, żeby to później nie było dla mnie zaskoczeniem, bo wiadomo, że słyszymy się troszeczkę inaczej, niż nam się wydaje, że brzmimy.  

[Ania] Co więcej, niektóre mikrofony zbierają od przodu, a inne z boku, więc to też jest dobrze wcześniej zrobić, nie eksperymentować później, jak jest już publiczność, a my mówimy te pierwsze słowa, które mają zrobić dobre wrażenie na “dzień dobry”, na naszych słuchaczach.  

[Maciek] Mówiłem też trochę więcej o tym w spontanicznym odcinku “Prezentacje w stylu Wiedźmina, Geralta z Rivii”, to był chyba trzeci albo czwarty odcinek, też go podlinkujemy. Wspomniałem o tym, że jak jesteśmy wcześniej, żeby posłuchać występujących przed nami prelegentów, o ile tacy oczywiście są na konferencji i to nam może dać bardzo duży atut w postaci polinkowania tego, co oni mówili, a co my mówimy. To jest budowanie ciągów logicznych, a ciągi logiczne ułatwiają odbiorcy zrozumienie treści i zapamiętywanie, więc możemy wziąć pełnymi garściami iz tego, co zrobił ktoś przed nami, żeby uatrakcyjnić nasz przekaz i zwiększyć jego zapamiętywalność. To “przed” pewnie można by było dużo, ale patrzę na biegnącą linię czasu w nagraniu, a jeszcze nie weszliśmy na scenę, więc może po tych schodkach wejdźmy na scenę i zajmijmy się też paroma rzeczami, które są ważne na niej.  

[Ania] Jak są schodki wiodące na scenę, to zdecydowanie warto, jest być wcześniej i po tych schodkach kilka razy wejść i sprawdzić, gdzie się tam można potknąć, bo wiadomo, że to, co najmniej spodziewane i pożądane, to się niewątpliwie wydarzy, ale jak już wejdziemy na scenę, to warto się przedstawić, powiedzieć “dzień dobry”. To, co szalenie istotne, to poczekać, nawet na takie nieme, ale uzyskanie odpowiedzi od naszej publiczności, że oni też nam mówią “dzień dobry”. Mamy taką tendencję, nie wiem Maciek, jak Twoje doświadczenie pokazuje, że niejednokrotnie prelegenci wychodząc na środek, mówią: “dzień dobry, witam Państwa, nazywam się Jan Kowalski i moje wystąpienie będzie dotyczyło…” i pach jest prezentacja i prelegent ma nadzieję, że już wszystko, co złe jest za nim. Ten początek to “dzień dobry”, imię i nazwisko, które się pojawia, jest ważnym momentem, żeby ludzie nas zapamiętali, bo jak później będą chcieli do nas dotrzeć, to niewykluczone, że nasze imię i nazwisko będzie im pobrzmiewać w głowach. Jest dobrym początkiem, naszą wizytówką do tego, żeby zacząć i wejść w merytorykę. 

[Maciek] To ja dopowiem, że jak otwieramy szkatułkę od przedstawienia się i to przedstawienia takiego, żeby ono wybrzmiało, czyli krótko mówiąc, żeby po tym “Maciek Cichocki” była chwila pauzy, żeby odbiorcy mogli przetrawić, co właśnie usłyszeli, albo w panice uciekać z sali. Efekt też może być różny. Jeżeli tę klamerkę otwieramy “dzień dobry, Maciek Cichocki”, to domknijmy ją na koniec wystąpienia: “dziękuję bardzo – Maciek Cichocki”. Skoro to nasze imię i nazwisko ma być w tym wszystkim ważne, to też na koniec przypomnijmy, domykając w ten sposób tę strukturę i budując w ten sposób swoją markę osobistą, bo to też jest jeden z elementów. Łącząc wątki, które się pojawiały, mamy na swoim koncie odcinek pt. “Czego nas uczy PornhubWormart i Fakty TVN”. Też go podlinkujemy, bo właśnie Fakty TVN na przykładzie Pani Justyny Pochanke uczą nas, dlaczego warto się przedstawiać i jak to zrobić, żeby to miało ręce i nogi, więc tam można będzie sobie dopełnić ten wątek. Mamy przedstawienie się, co dalej Aniu byś rekomendowała na scenie? 

[Ania] I wtedy przychodzi ta fala przerażenia, bo za swoim imieniem i nazwiskiem ja niewiele pamiętam. Odbiera nam głos, nogi nam miękną i pojawia się pytanie, co z tym fantem zrobić? To, co zrobić można, to jest odwołanie się do metody przygotowywania do wystąpienia, kiedy po pierwsze my mając w głowie ułożone wszystko to, co chcemy powiedzieć, wcześniej sobie powiedzieliśmy na głos, bo niejednokrotnie bywa tak, że nasze myśli są poukładane, ale potem, jak próbujemy przełożyć to na słowa, już takie zwerbalizowane, to się okazuje, że sobie wymyśliliśmy “A cóż, że ze Szwecji” i np. nasza buzia nie chce tego wypowiedzieć tak, jak byśmy sobie tego życzyli, albo może się okazać, że nasza wypowiedź trwa zdecydowanie dłużej, niż to, co zostało w wystąpieniu zaplanowane, więc na etapie przygotowania przegadujemy sobie na głos, czasami dobrze jest to też nagrać, poprosić rodzinę o wsparcie, żeby nas posłuchali i powiedzieli, jak my z tym wszystkim brzmimy. To, co pomaga doskonale zwalczyć tremę, to jest nauczenie się, w pewnym sensie na pamięć, ale w takim znaczeniu, żeby to było takie bardzo nasze i bardzo naturalne, pierwszych trzech, pięciu minut naszego wystąpienia. To jest czas największej kumulacji stresu, największego zdenerwowania, więc jeżeli to przebrniemy, tu pójdziemy z filmu, jakbyśmy odtwarzali z nagrania, to wtedy jest nam dużo łatwiej. To, co bywa też pomocne, to jest podzielenie naszego wystąpienia na części i one niejednokrotnie są naturalne: wstęp, rozwinięcie i zakończenie, albo: problem, pomysł, skutek, w zależności od tego, jaką strukturę naszemu wystąpieniu nadamy i wyznaczenie sobie na scenie takich miejsc, do których przechodzimy po to, żeby nam się przypomniało, że teraz przechodzimy do tematu nr 2. Wyznaczamy sobie na scenie takie kotwice, punkty, w których zaczynamy nowy rozdział naszego wystąpienia. To nam gwarantuje po pierwsze ruch sceniczny, czyli nie stoimy na baczność i nie bardzo wiemy, co zrobić z rękami i nogami, po drugie gwarantujemy naszemu ciału przemieszczanie się, a to nam daje rozładowanie stresu, rozluźnienie mięśni, które w stresie się napinają, a po trzecie w naturalny sposób przypominamy sobie, co w naszym wystąpieniu konkretnie chcemy powiedzieć. Jeżeli okazuje się, że scena jest mała, albo jesteśmy za mównicą, to wtedy pozostaje nam ruch sceniczny w postaci pokazania trzech palców, czyli będę mówić o rzeczy pierwszej, drugiej i trzeciej. Potem robimy wędrówkę po naszej dłoni, odliczając, co ma się w naszej prelekcji wydarzyć.  

[Maciek] Jak tak Aniu o tym mówisz, to przypomina mi się jeszcze jedna rzecz, która być może będzie pomocna, bo cały ten obszar prowadzi do kotwiczenia sceny. Będąc w jakimś miejscu sceny i mówiąc o jakimś temacie, kotwiczymy to miejsce, z tym tematem i to też porządkuje odbiór dla naszego audytorium. Dobrą metodą przy takim wykorzystaniu przestrzeni i takim świadomym zaplanowaniu ruchu scenicznego, jest przypisanie jednej strony sceny lub jednej ręki gestykulującej do korzyści, a drugiej strony sceny, albo drugiej ręki, którą gestykuluję do ewentualnych zagrożeń albo strat, które mogą wynikać z niepodjęcia decyzji. Wtedy też chodząc po scenie, robiąc krok w lewo albo w prawo, ja porządkuję, pokazując, że teraz będzie o korzyściach i umysły odbiorców łatwiej sobie w ten porządek wprawiają. Warto mieć z tyłu głowy, że umysł ludzki uwielbia przebywać w stanie łatwości poznawczej i z przyjemnością chwyci wszystkie koła ratunkowe, podpowiedzi, które pozwalają mu płynniej przejść przez temat. Także świadomy ruch na scenie np. lewa strona korzyści, prawa zagrożenia, bo czytamy od lewej do prawej, więc idziemy w tę stronę do przodu, więc ta prawa kojarzy się z rozwojem, z korzyściami. Można świadomie wykorzystywać.  

[Ania] Pamiętając, że ludzie, jak na nas patrzą, to nasza prawa ręka, jest po ich prawej stronie, a nasza lewa ręka, jest do ich przyszłości. 

[Maciek] To jest kolejny argument, że warto stać tyłem do publiczności, przodem do prezentacji, którą mamy zrobioną, bo wtedy nie ma tego lustrzanego odbicia i wtedy na pewno się nie pomylimy.  

[Ania] Oczywiście. 

[Maciek] To można w różne sposoby rozwiązać.  

[Ania] I ta metoda, którą Ty proponujesz, sprawia że my się mniej stresujemy i nie widzimy tej publiczności, która jest w nas wgapiona. Miny świadczące o tym, że poszukują czegoś w swojej głowie, albo miny  świadczące o tym, że właśnie są zajęci robieniem listy zakupów, bądź mają telefony w rękach. Rzeczywiście, jak się odwrócimy od ludzi, to ten stres jest dużo mniejszy. Gdyby natomiast okazało się, że ktoś z naszych słuchaczy nie zechce jednak skorzystać z tej podpowiedzi, a zechce jednak stać twarzą w twarz. 

[Maciek] Frontem do klienta.  

[Ania] Tak, frontem do klienta, to też mamy podpowiedź, żeby jednak twarzą w twarz, a nie umrzeć ze strachu. Jest kilka takich rzeczy, które można zrobić. Pierwszą z nich usłyszałam od zaprzyjaźnionego dziennikarza, który prowadzi potężne międzynarodowe konferencje w temacie dla mnie bardzo trudnym, bo ekonomicznym. Piotr mówi, że niejednokrotnie się szalenie denerwuje, dlatego że w pierwszym rzędzie siedzą prezydenci państw, w związku z tym, tacy słuchacze, gdzie raczej wolimy wypaść dobrze, niż słabo. Piotrek mówi, że to, co on stosuje, to jest to, że na pewno jest wcześniej, na pewno jest dobrze przygotowany, wyspany i wszystko to, o czym wcześniej mówiliśmy. Wygląda sobie za kulis, spogląda na ten pierwszy rząd i na tych przerażająco dostojnych gości, wyobraża ich sobie, powiem to- na golasa! On mówi, że ten stres od razu mu schodzi, że generalnie ma takie poczucie, że ci goli prezydenci, to nie są tacy straszni, wręcz są zabawni. Wyobraża sobie te wszystkie krągłości, które tam się pojawiają, jak zdejmą te swoje drogie, dobrze dobrane garnitury. Gdyby ktoś nie chciał iść tak ekstremalnie, to wiem, że są metody i ludzie je stosują, ubierania tych przerażających gości w pierwszych rzędach w czapki krasnali, ewentualnie, sadzanie na nocnikach, czyli takie, nie chce powiedzieć deprecjonowanie, ale takie ubranie w wyobraźni tych słuchaczy, których się obawiamy tak, żeby oni byli mniej przerażający.  

[Maciek] Myślę, że to nie jest deprecjonowanie, a bardziej to, o czym mówiliśmy też w jednym z odcinków, podając metody Kurta Vonneguta pracy z kontrastem. Jeżeli skontrastujemy sobie tych poważnych ludzi albo wyobrazimy ich sobie w sytuacji niepoważnej, to zdejmujemy ciężar gatunkowy tego wydarzenia. Oczywiście czy nago, czy z czapką krasnoludka, czy na nocniku pełnym, pustym, to jest kwestia preferencji tego, kto, jak lubi. Do przetestowania, jest to jakaś metoda. Jeśli z jakiegoś powodu nie pasuje Wam ta zabawa z wyobraźnią, to i tak sugeruję powieść wzrokiem po tym pierwszym rzędzie, drugim, trzecim, bo te są najlepiej widoczne. Potem już się obraz troszkę rozmywa i dać podziałać naszym neuronom lustrzanym, naszej intuicji i wyłowić z tłumu te osoby, które uznacie za przyjaźnie nastawione. Mamy dużo takich mechanizmów, które powodują, że patrzymy na obcego nam człowieka i od razu wiemy, że to jest taki człowiek, konie z nim kraść, a patrzymy na drugiego i myślimy, że to jest taki, co najwyżej konie mu ukraść, więc raczej wybieramy tego, z którym konie kraść i w pierwszej części wystąpienia mówimy głównie do niego, bo to daje nam poczucie komfortu. Jeżeli trafię, a zazwyczaj nas neurony lustrzane i intuicja nie mylą, więc trafiamy, to jest szansa, że ta osoba się uśmiechnie, skinie głową, a takie małe gesty, bardzo mocno budują nasze poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście tu nie chodzi o to, żeby przez 30 minut mówić tylko do jednej osoby i tylko na nią patrzeć, natomiast omiatając salę wzrokiem, co jest naszym zadaniem, możemy raz na jakiś czas spocząć wzrokiem na tej osobie, czekając na jakiś niewerbalny znak wsparcia, a jak wydarzenie jest z kategorii ekstremalnych, to weźmy kuzyna, posadźmy go w drugim rzędzie i będziemy wiedzieli, że on ma zapłacone za to, że on ma kiwnąć głową, i zbudować naszą pewność siebie. W razie czego można korzystać z pomocy znajomych oni przychylniej spojrzą i pozwolą nam zbudować tę pewność, zwłaszcza tak jak Aniu powiedziałaś na tym pierwszym etapie, który jest takim przebijaniem przez spienione fale, a im dalej w las, tym bardziej wypływamy na suchego bezmiar oceanu i już sobie dalej żeglujemy z naszym wystąpieniem.  

[Ania] Im dalej z wystąpieniem, tym jest łatwiej, ten stres rzeczywiście jest mniejszy, tym niemniej bez względu na to, jak bardzo się stresujemy, to zawsze warto mieć podczas wystąpienia szklankę wody. Znowu wracam tutaj do tego, żeby ona była niegazowana, dlatego że stres powoduje, że nam zasycha w ustach. Mówienie też powoduje, że nasza śluzówka zasycha, więc zapewnić sobie komfort i nie stresować się tym, że w którymś momencie zabraknie nam słowa, albo zaschnie nam w ustach, że nie będziemy go w stanie z siebie wydusić, to warto mieć tę szklankę. 

[Maciek] Przepraszam, mogę jeszcze w temacie tej szklanki? 

[Ania] Jasne! 

[Maciek] Bo byłem świadkiem kiedyś takiego wystąpienia, zostało mi w pamięci. Nie oceniam, czy ono było dobre, czy nie, ale ponieważ było inne, utkwiło mi w pamięci. Pozostawię to do oceny Wam słuchacze i Tobie Aniu. Wyobraź sobie taką sytuację i Wy też sobie wyobraźcie prelegenta, który stoi przy stoliku, na którym rzeczywiście stoją dwie, trzy szklanki, leży jakiś pilot, on opowiada sobie swoje wystąpienie, na sali około 60-70 osób, już nie pamiętam, to chyba była taka skala wyzwania i po 10 minutach mówienia podnosi tę szklankę, która była na stoliku, bierze ją do ust, bo do tego szklanka z wodą służy i tak w pół ruchu zatrzymuje rękę i odstawia tę szklankę. Mówi dalej i po 2 minutach znowu bierze tę szklankę i podnosi ją znowu w pół drogi i znowu odstawia. Z tego, co pamiętam ten gest powtórzył z pięć, sześć razy i przy tym szóstym razie on sobie tę szklankę podnosi, stawia ją w pół drogi. Mówi cały czas o tych ważnych rzeczach, a z tylnych rzędów podnosi się ponury męski głos: “no napij się cholera wreszcie”. 

[Ania] Bo nie można było już się skupić! 

[Maciek] “Cholera” była zastąpiona innym słowem, ale nie chciałem już tak dokładnie cytować. Dlaczego o tym mówię i do czego zmierzam? Czasami słyszę, że osoby będące na scenie mają już dyskomfort wynikający z tego, że im sucho i że im się źle mówi, ale nie bardzo sobie wyobrażają, jak można napić się przed ludźmi.  

[Ania] Ustami! 

[Maciek] Po prostu wlać wodę do otworu gębowego. 

[Ania] Absolutnie! 

[Maciek] A jeśli budzi to dyskomfort, to można się z tego zaśmiać i tu są te wszystkie dobre metody przeramowania, żeby z tego ewentualnego “fouks-pauks”, mówiąc po staropolsku zrobić atut i powiedzieć “jak mówię o takich ważnych dla mnie tematach, w których się angażuję, tyle emocji, Państwo pozwolą, że się napiję”, więc nawet przy takiej rzeczy można pokazać, że to wynika z tego, że jestem bardzo zaangażowany, że to jest bardzo ważne. To samo świetnie się sprawdza w przypadku osób, które wiedzą, że w wyniku stresu zaczynają szybko mówić. Też można żartobliwie powiedzieć, że wiem, że jak się wkręcę w temat, który jest dla mnie niesamowicie ważny, to zaczyna mówić bardzo szybko, więc prośba, jakby ktoś wtedy poniósł, machnął ręką, to wtedy będę wiedział, że to jest sygnał, że mam zwolnić i dopasuję tempo. Nikt nie podniesie ręki, dlatego że ten owoc przestał być zakazany. Samo odczarowaliśmy tę ułomność, więc raczej nikt nie będzie miał ochoty w to gryźć, natomiast jeśli tego nie zrobimy, to potem może kuluarowo, rozejść się taka plotka “fajnie mówił, ale w takim tempie, że się nie dało słuchać”. To jest metoda na zdejmowanie sobie stresu z barków. 

[Ania] Jak tak słucham Maciek, tak jak mówisz o zdejmowaniu sobie stresu z barków, o takim mówieniu, że w pierwszym rzędzie siedzą ludzie na nocnikach, albo w czapkach Mikołaja czy krasnali, to przypomina mi się Harry Potter i zaklęcie “Riddikulus”, bo tak naprawdę to o to chodzi, żeby uczynić z tych potworów wyłażący z szafy, z tego stresu, z lęku przed napiciem się, bo przecież nie wypada przy ludziach sięgać po szklankę, z tego potwornego myślenia, że zrobimy to za szybko i co wtedy? Żeby to umniejszyć, żeby to przekuć na coś zabawnego, czyli różdżka i zaklęcie “Riddikulus”  

[Maciek] Bardzo mi się podoba, ja jestem miłośnikiem Harrego Pottera, także kupuję tę metaforę. 

[Ania] Specjalnie dla Ciebie to dzisiaj przygotowałam. 

[Maciek] Jestem zaszczycony! 

[Ania] A jesteś zaskoczony? 

[Maciek] Tak, jestem zaskoczony, a to zwiększa zapamiętywanie, bo wiem, do czego zmierzasz. Proszę, rozwiń wątek zaskoczenia, o co Ci chodziło z tym pytaniem do mnie? 

[Ania] Chodziło mi o habituację bodźca, nie wiem, czy to cokolwiek wyjaśnia. To jest taki przecudowny mechanizm, który ja absolutnie uwielbiam. On w sposób bardziej uproszczony nazywa się znieczuleniem. Znieczuleniem na to, że coś się wokół nas dzieje, bo jeżeli np. słyszymy kapiący kran z wodą, chociaż może nie będzie to przykład dla wszystkich, ale niektórzy tak mają. Kapie woda raz, drugi, trzeci, czwarty, piąty słyszymy, potem przestajemy. Mieszkamy w domu i gdzieś mamy niedomalowaną ścianę i pierwszy, drugi, trzeci tydzień, nawet siódmy nas to drażni, ale po roku okazuje się, że my już tej niedomalowanej ściany nie widzimy. Jak kupujemy perfumy, to pierwsze czujemy, drugie czujemy, trzecich nie i tak samo jest z wystąpieniami. Jeżeli one są do siebie podobne, a my np. jesteśmy kolejnym prelegentem i nasza publiczność doświadcza tego samego, tej samej plamy na ścianie, tej samej kapiącej wody, albo tego samego zapachu perfum, to oni naszej prezentacji już nie widzą. Są znieczuleni, w ogóle są w swoim świecie, jak Maciek mówisz, ich mózgi leniuchują. To jest zupełnie naturalny stan, więc żeby uniknąć takiej sytuacji, żeby to bycie na scenie było atrakcyjne warto zaskoczyć, a jak? 

[Maciek] To ja tutaj dodam jeszcze jedną rzecz, nie wiem, czy Ci tu wejdę w słowo, czy nie, bo ja się absolutnie podpisuję, to zaskoczenie jest bardzo ważne, jednocześnie kładłbym to zaskoczenie na jednej szali wagi, a na drugiej stronie, na drugiej szalce kładłby merytorykę i sprawdzałbym, czy nie ma gdzieś przechyłów w którąś stronę, żeby nie zrobiło się to “one man show”, które powoduje, że owszem, jest zaskakująco, ale potem wszyscy mówią: “kurczę zaskoczył, ale o czym mówił, już nie pamiętam”. Przykład, morfologia sprzedaży parę lat temu w Gdańsku konferencja, na której razem z Robertem Grzybkiem miałem okazję występować na scenie, a przed nami albo po nas już nie pamiętam, występował Pan Jacek Kotarbiński, który jak wszedł na scenę, to wykorzystując to, że ta stała taka, nie wiem jak to fachowo nazwać… Taki mebel, na którym można było przysiąść, który później miał służyć do tak zwanego panelu ekspertów, żeby na czymś mogli się tam zmieścić. Ja nie lubię tego mebla, bo ja byłem tam jedynym ekspertem, który się nie zmieścił. Mam takie zdjęcie, kiedy wszyscy siedzą na tym szezlongu, a ja kucam obok. Nie załapałem się, więc mam żal. Pan Jacek Kotarbiński położył się na tym wspomnianym szezlongu i zaczął w ten sposób, że “i tak za jakiś czas nie będziecie pamiętali, co było na tej konferencji, ale to, że Kotarbiński leżał na scenie, na pewno zapamiętacie”. Do czego zmierzam? Myślę, że na scenie można zrobić absolutnie wszystko, tylko pod warunkiem, że przewidzimy konsekwencje i potrafimy je ograć i jednocześnie, jeśli zrekompensujemy to zaskoczenie dobrą, wartościową merytoryką, żeby nie było zaskoczeń, bo gdyby Pan Kotarbiński się położył dla poleżenia, a potem nie powiedział nic wartościowego dla grupy parudziesięciu, paruset osób, które były na scenie, to myślę, że nie wyszedłby na tym dobrze, ale jeśli później spiął to z merytoryką i powiedział bardzo ciekawą prelekcję, która mówiła o tym, jak łączyć świat sprzedaży, ze światem marketingu, a metaforą tam był Tolkienowski świat i mariaż krasnoludów i elfów, które jako dwie rasy się nie lubią, ale powinny współpracować, to było bardzo wartościowe wystąpienie z zaskakującym początkiem i to jest dla mnie klucz do sukcesu. Krótko mówiąc, żeby leżeć na scenie, trzeba być Kotarbińskim. 

[Ania] I mieć co powiedzieć.  

[Maciek] Najpierw bądźmy Kotarbińskim, w sensie miejmy co powiedzieć, a potem bawmy się w zaskakiwanie, a potem odważne przełamywanie schematów.  

[Ania] No właśnie, powiedziałeś Maciek “klucz do sukcesu”, a jak sukces, to możemy zmierzać do końca wystąpienia, do tego momentu, kiedy w naturalny sposób… 

[Maciek] Moglibyśmy, ale niestety mam potrzebę wejść Ci w słowo, za co przepraszam, bo ja się wygadałem na początku tego odcinka, że też nawiążemy do tego legendarnego pytania “co robić z ręcami na scenie”. 

[Ania] Ustaliliśmy to. 

[Maciek] Więc byłaby to niespełniona obietnica…  

[Ania] Za ciasną koszulę! 

[Maciek] … Jakbyśmy do tego nie nawiązali. Tak, jedno rozwiązanie pojawiało się- skrępować się. Drugie rozwiązanie, wziąć mikrofon, ten trzymany w dłoni, bo siłą rzeczy wiemy, co robić z jedną ręką – musimy trzymać blisko paszczy, żeby ten mikrofon zbierał.  

[Ania] Tak. 

[Maciek] Osobiście nie lubię do tego stopnia, że jak jeżdżę na duże sale, to z własnym mikroportem, żeby mieć pewność, że będę miał wolne ręce, bo gestykulacja wpływa na jakość mówienia, więc wolę mieć te ręce luźne, ale to ja, to nie znaczy, że tak trzeba. 

[Ania] Czasami też jest tak, że czasami nie jest aż tak duża scena, więc nie możemy sobie tego mikrofonu włożyć, więc nie ma tego zapełniacza i wtedy pojawia się pytanie “co z tymi ręcami zrobić?” To ja powiem, co z rękoma na pewno nie, mogę od tego zacząć? 

[Maciek] Dobrze zaczniemy od tego, a ja to spuentuję historią. 

[Ania] Dobrze. Na pewnie nie splatamy rąk za sobą, czyli nie jesteśmy dziećmi, które deklamują wierszyk na szkolnej akademii, bo wtedy sprawiamy takie wrażenie, jakbyśmy coś ukrywali, plus nie gestykulujemy, więc nasza mowa nie jest płynna, spontaniczna, tak dobrze wyartykułowana, kiedy gestykulujemy. Mam nadzieję, że teraz słyszycie, że te gesty się u mnie pojawiają. Nie splatamy też rąk, tak jak robią to piłkarze, grając w piłkarskim murze. Jest to okropna pozycja. 

[Maciek] Czyli nie zasłaniamy części… 

[Ania] Intymnych, tak jest! 

[Maciek] Wrażliwych. 

[Ania] Absolutnie nie. Jest taka tendencja, która sprawia, że w stresie poszukujemy dla naszego ciała jakiegoś ruchu. Popatrzcie sobie nawet na polityków. Nie wiem, kto ich przygotowuje do różnych konferencji, ale oni właśnie bardzo często stoją, trzymając ręce splecione na podbrzuszu i jak zaczynają mówić, gestykulują, tak jakby ich dłonie leżące na rozporku były drzwiczkami od zegarka z kukułką. Te dłonie podskakują i nie sposób nie zwrócić na to uwagi, zwłaszcza że ci ludzie często są w ciemnych ubraniach, a ręce są jasne. Nasze oko szuka tego, gdzie jest kontrast kolorystyczny. Jak już się zobaczy kogoś, kto robi “kuku-kuku” poniżej linii swojego pasa, to chyba trzeba być Kotarbińskim, żeby umieć wyjść z tego z twarzą. Co zrobić z rękoma? Gestykulować w sposób naturalny tak, jak to robisz, rozmawiając ze zwykłymi ludźmi. Możesz sobie wyobrazić, że nawet wystąpienie przed dwutysięczną publicznością, jest rozmową jeden na jeden, gdzie patrzysz człowiekowi w oczy i wtedy nie zastanawiasz się, czy ruszyć prawą ręką, czy lewą, tylko po prostu to robisz. Jedni z nas będą robić to dużo intensywniej, inni będą mieli tę gestykulację ograniczoną, bo mamy różne temperamenty, różną energię, różną potrzebę poruszania rękoma, więc to, co warto zrobić, to o tych rękach w ogóle w cholerę zapomnieć i po prostu wyjść i opowiadać. Jeżeli mamy takie poczucie, że nie bardzo będziemy potrafili sobie z tymi rękami poradzić, to można sobie wziąć do ręki kartkę, na której mamy ściągawkę ze spisanymi punktami, albo nawet małą tabliczkę, co istotne, jeśli kartka ze ściągawką, to nie A4, żeby to nie było coś wielkiego, co nam będzie trzepotać w dłoni, tylko A5, albo nawet… Dobrze Maciek mówię, im większa cyferka, tym mniejsza kartka? Pół kartki A4. 

[Maciek] Dobrze. Nie zasłaniamy się płachtą A3, A2 albo A1, bo wtedy nie będzie nas widać, raczej minimalizujemy. 

[Ania] Dokładnie tak. Nawet taka kartka, która mieści się nam w dłoni. Ona dla naszej publiczności jest zupełnie naturalna, bo przecież mamy prawo spojrzeć na ściągawkę, jaki kolejny temat poruszamy. Można wziąć do ręki pointner, można wziąć długopis, tylko uważajcie, żeby to nie był długopis klikany, żeby to nie był flamaster, który ma skuwkę, dlatego że nerwowe ruchy mogą nas doprowadzić do tego, że będziemy robić “klik-klik”, albo będziemy skuwkę zamykać, otwierać. Potem człowiek nie trafia w tę skuwkę, a to się umaże, a to sobie tę koszulę przyciasną, którą sobie przygotował, umaże tym markerem. 

[Maciek] Same szkody. 

[Ania] Same szkody. Zapomnij o tym, że masz ręce. Wyjdź do ludzi, opowiadaj i ruszaj tymi rękoma tak, jak jest Ci wygodnie, tak jak to robisz na co dzień.  

[Maciek] Ja to kiedyś sprawdziłem w praktyce, absolutnie przez przypadek, znaczy, przez przypadek tam się znalazłem, a sprawdzałem w praktyce celowo. Trochę już lat minęło, ale zadzwoniła do mnie znajoma z taką propozycją, czy bym nie poprowadził jako konferansjer, konferencji Kobiet Biznesu w Poznaniu w Starym Browarze. Wiadomo, zgodziłem się, wsiadłem w pociąg, wziąłem garnitur, bo w sumie mam, to czemu by raz na jakiś czas nie wziąć. Pojechałem do Poznania, żeby poprowadzić tę konferencję i jak już się w ten garnitur przebierałem, przygotowany, powtarzałem sobie w głowie kolejność prelegentek i o czym będą mówiły, żeby z głowy, czyli z niczego, a nie z kartki zapowiadać. Powtarzałem to w głowie, bardziej na głos powtarzałem “ułani, ułani kolorowi ułani”, żeby rozgrzać aparat gębowy i zadzwonił telefon, tuż przed tym, jak go wyciszyłem. Zadzwoniła do mnie ta znajoma z takim pytaniem, że skoro już jestem na miejscu i zapowiadam, to czy nie poprowadziłbym za nią jej wystąpienia, bo jej coś wypadło, to znaczy w tym czasie rodziła. Zapytałem, z czego wystąpienie, ona odparła “mowa ciała”. Myślę sobie, mówić umiem, ciało mam, pozostawiam to, z jakim przymiotnikiem je opisać, ale posiadam, to biorę. Trzeba, to trzeba, zrobię to. Oczywiście sytuacja była niekomfortowa, bo sam siebie musiałem zapowiedzieć. Konferencja się zaczęła, ja zadbałem o to, żeby wszystko było dla mnie idealne. To znaczy, na sali było około 300 pań, ja i jeszcze dźwiękowiec, więc zadbałem o to, żeby on był za kulisami i nie robił i konkurencji, więc byłem sam przed tym audytorium 300 pań. Zapowiadałem kolejne prelegentki, szło to, jak szło, nie mnie to oceniać, aż przyszedł moment, kiedy musiałem zapowiedzieć siebie samego. Udało się też jeszcze przez to przebrnąć z uśmiechem, tylko pojawiła się ta część, kiedy nagle z konferansjera stałem się prelegentem. Miałem mówić między innymi o tej komunikacji niewerbalnej, więc włożyłem rękę do kieszeni i tutaj zaznaczam, dlaczego jechałem do tego Poznania  z garniturem. Nie chodzi o przechwalanie, że takowy posiadam. Mam ten jeden komunijny, cały czas pasuje i mi to bardzo leży, tylko chodzi o to, że jak się włoży rękę do kieszeni, będąc w marynarce, ta marynarka nie jest za ręką, to ona tak jakby się przelewa, zakłada na ręce, przez co dużo bardziej widać, że ręka jest w kieszeni. Ja z premedytacją włożyłem rękę do kieszeni i o czymś opowiadałem. Dajmy na to, że to była moja specjalizacja, czyli pielęgnacja tipsów akrylowych. Temat w tym momencie nieistotny. Opowiadałem to, przez dajmy na to 5 minut, żeby po tych pięciu minutach zrobić “stop klatkę” i zapytać: “drogie Panie, skoro jesteśmy w temacie komunikacji niewerbalnej, to jak odbieracie moją rękę w kieszeni, którą mam od 5 minut w tejże kieszeni?” Sala podzieliła się w dyskusji, gdzie brzmiały głosy, że to raziło, że to było nie okej, że jest to wręcz bez szacunku dla osób, do których mówię, ale po drugiej stronie były głosy, że wreszcie naturalnie, że to było na luzie, że wreszcie nie wyreżyserowane, że nie było sztuczne, że skoro tak masz, to tak miej. Dla mnie to było o tyle na rękę, że ja sobie spocząłem na zydelku i spokojnie słuchałem tej dyskusji, a czas mojego wystąpienia leciał, żeby dojść do konkluzji, której do tej pory będę bronił, jak niepodległości, bo wydaje mi się, że jest jedyną słuszną. Skoro grupa 300 kobiet, którą można by było już nazwać grupką reprezentatywną, nie była w stanie podjąć jednoznacznej decyzji, czy moja ręka w kieszeni była okej, czy nie była okej, czy była brakiem szacunku, czy była wyrazem luzu i zaangażowania, to moim zdaniem, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Odpowiedź, którą wytworzyłem dla siebie i myślę, że to może być taka puenta dla tego, co powiedziałaś, a zakończyłaś, że nie pomogłaś, bo moim zdaniem bardzo pomogłaś, dorzuciłbym jeszcze jedno zdanie. Moim zdaniem, tak jak Aniu powiedziałaś, “zapomnij, że masz ręce”, rób to, co robisz zazwyczaj, jednocześnie, jeżeli z jakiegoś powodu nie żre, nie idzie po Twojej myśli, to bądź świadom tego, co jest Twoim naturalnym gestem. W moim przypadku naturalne jest wkładanie ręki do kieszeni. Jeśli widzę, że nie idzie po mojej myśli, to dopiero wtedy wyjmuję ją z kieszeni i pilnuję, żeby tam nie była. Dlaczego dopiero wtedy? Mam takie podejście, że jeżeli wychodzę przed ludzi, to jestem im winien 100% mojej koncentracji i mojego bycia dla nich. Jeśli już na dzień dobry założyłbym, że muszę walczyć z moim naturalnym odruchem, to powiedzmy sobie, zabrałbym 20% tej koncentracji na pilnowanie tej ręki, czyli już tym ludziom daję 80%, a ja chcę im dać sto i jeśli nie idzie, to wtedy dopiero dokonuję tego bilansu zysków i strat, zaczynam pilnować ręki, żeby nie była w kieszeni, bo już jest sytuacja alarmowa, natomiast jak to płynie, jak jest to staropolskie “flow”, jak to działa, mówiąc kolokwialnie “żre”, to jestem absolutnie za tym, żeby być sobą, a nie nikim innym na scenie, żeby zachować się w maksymalnie naturalny sposób. To tak kończąc temat ręki, na pewno nie z tyłu, na pewno nie poniżej pasa, to są rzeczy kardynalne, warto mieć je z tyłu głowy, a resztę naszym zdaniem, naszym Opowiedzowym zdaniem stawiamy na naturalność. Naturalność z wyłączonym klikaniem długopisu to też jest na “nie”, Ty o tym Aniu wspominałaś.   

Spróbuję ten bardzo długi odcinek do tego momentu podsumować, żebyśmy przeszli do zakończenia. W ramach przygotowania mówiliśmy o 6 godzinach snu, napiciu się wody niegazowanej, zjedzeniu czegoś, co doda nam energii, ale nas nie zaklei i nie będzie powodowało tego, że język nam się przyklei do podniebienia, przygotowanie zarówno merytoryczne, jak i w kontekście odśmiechiwania publiczności. Autodiagnoza silnych stron, czyli na czym zbudujemy swoją wyjątkowość, jako prelegenta. Tu przypominam, podlinkujemy książki. Kwestie rozgrzania aparatu gębowego: “Ułani, ułani, kolorowi ułani”. Bycie wcześniej, żeby usłyszeć się na sali, zobaczyć salę i spiąć to z poprzednimi wystąpieniami. Będąc na scenie, nie wstydźmy się, nie bójmy się ściągawek, tylko niech to nie będzie płachta A3 tylko mała kartka, a jeśli kartka A3, cz A4, to na tabliczce, żebyśmy nerwowo nie zaczęli gnieść, bo to też źle wpłynie na jej wygląd. Bawmy się przestrzenią. Można zrobić sobie w ten sposób, że jak mamy wstęp, rozwinięcie, zakończenie, to są to miejsca na scenie, przez które ja przechodzę, porządkując to dla odbiorców. Co robić z rękami albo jak wolicie ręcami? My stawiamy na naturalność, ale oczywiście jesteśmy otwarci na dyskusję w tym obszarze, chociażby w komentarzach. Jeżeli chodzi o stres, wybierzmy sobie sprzymierzeńca albo rozbierzmy sobie publiczność. Kierunek też pozostawiamy Wam.  

Bardzo mi się spodobało to, co powiedziałaś Aniu, że jak mówimy do dużej grupy, to warto myśleć, że mówimy do jednej konkretnej osoby rozmawiamy twarzą w twarz. To też powoduje, że jesteśmy mniej prelegentem, a bardziej rozmówcą, czyli lepiej budujemy relację. Można napić się w czasie wystąpienia, byle wody, a nie czegoś innego, o tym też już rozmawialiśmy i szukajmy zaskoczenia, zwłaszcza w tej pierwszej fazie. Tutaj pojawił się przykład Pana Jacka Kotarbińskiego, który leżał i jednocześnie specjalnie ten przykład, ponieważ to zaskoczenie nie może przewyższać merytoryki, którą ze sobą przynosimy. To za nami do tej pory, czyli przygotowanie i bycie na scenie, natomiast każdy show nawet najlepszy dobiega w pewnym momencie do końca i jak śpiewał klasyk, warto z tej sceny zejść niepokonanym. Co Aniu rekomendujesz na końcówkę, jaka podpowiedź? 

[Ania] Żeby nie uciekać ze sceny. Ja jak pracuję z uczestnikami szkoleń, jak my pracujemy z uczestnikami szkoleń z wystąpień publicznych, to obserwuję taką tendencję, że ludzie jak kończą swoje wystąpienia, to mówią “dziękuję” i wycinają dzidę. 

[Maciek] I już ich nie ma. 

[Ania] I ich nie ma. 

[Maciek] Bo to jest tak, jak na szkoleniach. Zwróciłaś uwagę, że zawsze uczestnicy szkoleń, którzy są przysyłani przez firmę, mają pociąg do domu najpóźniej o 15:30? 

[Ania] Tak, to prawda.  

[Maciek] Późniejsze nie jeżdżą. 

[Ania] Tak, ci, którzy kończą wystąpienia o 15:45, to są już spóźnieni i zupełnie ich rozumiem, że tak się dygają nóżką i uciekają, nie czekając na oklaski. Pamiętajcie, że publiczność oddaje Wam ważny kawałek swojego życia, 15,20, czasami półtorej godziny ze swojego czasu, które mogliby spożytkować na coś zupełnie innego. Oczywiście w zamian dostają od Was i show i merytorykę, tym niemniej jeśli nagradzają Was oklaskami, to warto też to odwzajemnić. Dajcie sobie i im czas, na poświętowanie tego sukcesu, na doświadczenie tego momentu, że fajnie, że to wszystko jest już za nami, że stres może już odpuścić, że nogi robią się miękkie, bo poziom adrenaliny nam spada, a jednocześnie, żeby chłonąć z tej publiczności, bo ona nas nagradza tymi oklaskami. Dajcie się tym nacieszyć, zwłaszcza kiedy Wasze wystąpienie było dobre niech będzie ten moment, kiedy możecie przez tę chwilę poświętować i powiedzieć tak, to była dobra robota, bo jak zejdziecie ze sceny, to jak najbardziej warto poddać analizie to, co się wydarzyło. Jeżeli macie taką możliwość obejrzenia nagrania albo nawet z premedytacją postawienia telefony na scenie, żebyśmy potem mogli zobaczyć, jak na tej scenie się zachowywaliśmy, to ja serdecznie zachęcam. Nic tak dobrze nie pozwala nam doskonalić naszej umiejętności wystąpień publicznych jak oglądanie siebie. Tutaj, żeby nie być gołosłowną, pamiętam jak w 2007 roku, po raz pierwszy odebrałam telefon z TVN z zaproszeniem do Faktów, żeby skomentować jakieś wydarzenie i cała przejęta, tak w zasadzie z marszu pognałam do tego studia. Było to dla mnie zupełnie nowe wydarzenie, coś tam o wystąpieniach publicznych wiedziałam, wiedzę merytoryczną posiadałam, a potem obejrzałam. Merytorycznie jak to się kleiło, twarz, jak najbardziej podążająca za rozumem i pokazująca emocjami zaangażowanie we wszystko to, o czym opowiedziałam. Był tylko jeden problem, też miałam wątpliwość z tym, co zrobić z rękoma, więc elegancko złożyłam je przed sobą, od czasu do czasu gestykulowałam. Siedzieliśmy przy sławnym, szklanym stole i ponieważ moje ciało potrzebowało gestykulować, a moje dłonie były nad stołem złożone, to wyglądała na tym nagraniu jak kura, która porusza skrzydełkami. Coraz odrywałam łokcie od swojego tułowia, a potem wracała, odrywałam i wracałam. 

[Maciek] Kaczuszki tak się tańczyło kiedyś. 

[Ania] O to, to, dokładnie. To mniej więcej taka kura, kaczuszka, coś z drobiu w każdym razie. 

[Maciek] Widzę to oczyma wyobraźni.  

[Ania] Widzisz to? 

[Maciek] I od tej pory jesteś wegetarianką.  

[Ania] To trochę później. Od tej pory oglądam swoje nagrania, czasami łapię się za głowę i mówię: “o matko jedyna, jakie to było słabe”, ale jednocześnie dzięki temu, że mogę to zobaczyć, że mogę przeanalizować takie mikro ruchy, które sprawiają, że jestem mniej przekonywująca, albo buduję mniejsze poczucie spokoju, czy bezpieczeństwa u moich słuchaczy, to dopiero oglądając nagranie, jestem w stanie to modyfikować, na tym pracować. Nawet jeżeli zdarzy się Wam takie wystąpienie, przy którym klaszczą tylko i wyłącznie z grzeczności, które macie przekonanie, że “dzięki Ci Panie losie przeżyłem, przeżyłam”, to i tak dobrze, że to wystąpienie było, bo to jest fantastyczna lekcja. Możemy po analizie tego, co zadziałało, bo zawsze są takie mikro rzeczy, zwłaszcza jeżeli cała publiczność nie wyszła z sali, w której się spotykaliście, nie wszyscy są aż tak grzeczni, żeby zostać. Analiza każdego wystąpienia pozwala nam po pierwsze ocenić, w czym jesteśmy dobrzy i co możemy robić częściej, bo to działa. Po drugie i to właśnie w takiej kolejności, sprawdzić, co nie zadziałało, czego nam zabrakło i co na przyszłość zrobimy inaczej, a potem znowu już oklaski. Wystąpienia publiczne są fajne.  

[Maciek] Ja się pod tym podpisuję. Dodam jeszcze taką rzecz, której ja się uczę. Warto dać publiczności po celebrować, warto pocieszyć się brawami, warto wyciągnąć wnioski z nagrania, jeżeli takowe jest, warto udzielić sobie samemu informacji zwrotnej i warto siebie samego docenić za to, co zostało zrobione. Ja powiem o sobie. W ferworze obowiązków, z pędzenia, może nie z jednej sceny na drugą, żeby tutaj nie tworzyć obrazu, że wiecznie występuje na wielkich scenach, bo zdarzają się też mniejsze, ale zdarzają się też przestoje bez wystąpień, natomiast z racji tego, że jest dużo do zrobienia, łapię się na tym, że zapominam, żeby sobie na 5 minut przystanąć, powiedzieć: “dobra Cichy to była dobra robota. Okej to można było zrobić lepiej, to można było zrobić lepiej, tu sam sobie zaimponowałem. Naprawdę dobra robota, możesz teraz otworzyć sobie zimne piwko, wypić na poczet tego, że zrobione”, a po tym zimnym piwku nie ma co powtarzać, bo to grozi jakimś zgubnym nałogiem, tylko wziąć się do roboty i szukać następnej rzeczy. Po celebrować docenić siebie za włożony trud i wysiłek, może niekoniecznie efekt. Za trud i wysiłek, bo efekt nie tylko od nas zależy, czasami nie zgramy się chemicznie z publicznością. Czasami przychodzimy z merytoryką, która jest tak niepopularna, że nie porwiemy tych tłumów, bo dla nich np. motyw konkurencyjny w postaci zrobienia modelu sprzedażowego na koniec kwartału, jest ważniejsze niż słuchanie nas. Mogą być różne przyczyny, ale doceniajmy się za zaangażowanie, pomysł i trud, który włożyliśmy w to, żeby to wystąpienie było inne niż wszystkie i naprawdę na wysokim poziomie. 

[Ania] Tyle! 

[Maciek] Czy to brzmiało jak puenta? Widzę, że kręcisz głową, czy to może być podsumowanie tego odcinka, czy coś jeszcze warto dodać? 

[Ania] Jedną rzecz… Anna Kędzierska. 

[Maciek] Maciek Cichocki. 

[Ania] Opowiedz.to. Dziękujemy za dzisiejsze spotkanie, zapraszamy do śledzenia kolejnych odcinków, do lajkowania, do komentowania, bo jesteśmy zawsze szalenie ciekawi, co sobie bierzecie z naszego opowiadania. Jesteśmy dla Was na SoundCloud, Apple Podcast, na Spotify i oczywiście na naszej stronie www.opowiedz.to w zakładce podcast.  

[Maciek] I tutaj jeszcze dodam, że jeżeli na podstawie tego, co już tutaj nagrane, jak mówić, jakich słów używać, jakie modele nam pomagają, ewentualnie jak być na scenie, pojawiają się jakieś pytania, które w tym obszarze byłyby dla Was ważne, istotne, zostawcie komentarz, albo na stronie, o której wspominała Ania, albo w Social Mediach. Z przyjemnością pochylimy się nad tym tematem, jeżeli tylko będziemy mieli przekonanie, że mamy merytorykę, którą możemy się podzielić, to będziemy mieli temat na następny odcinek.  

[Ania] A on za dwa tygodnie! 

[Maciek] Tak, słyszymy się za dwa tygodnie, jak zwykle w środę. Dziękujemy za uwagę i do następnego razu! 

[Ania] Do usłyszenia! 

 

Pokaż więcej

Jak słuchać naszego podcastu:

Możesz nas słuchać praktycznie wszędzie. Siedząc przed komputerem, jak również będąc w ruchu, za pośrednictwem Twojego telefonu. Mówiąc krótko kiedy chcesz i tak jak lubisz.

Recenzuj nasz podcast

Kiedyś w sklepach na konopnym sznurku wisiał brulion, z którego okładki wielkimi literami krzyczał tytuł książka skarg i zażaleń.
Teraz mamy recenzje. Niekoniecznie tylko ze skargami. Jeśli masz jakieś przemyślenia, wnioski albo rekomendacje dla innych słuchaczy napisz nam recenzję. Będziemy wdzięczni i zmotywowani do dalszej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *