#005 | Jak zaprzyjaźnić się z Panią Tremą?

26 lutego 2020

Nieodłączny element wystąpień publicznych to trema. I chyba nikt jej nie lubi! Na szczęście można się z nią zaprzyjaźnić. Skąd się bierze, dlaczego jest nam potrzebna i jak nią zarządzać – posłuchaj naszych odpowiedzi na te pytania. W odcinku znajdziesz również konkretne ćwiczenia, które pomogą Ci uspokoić i wyciszyć przez prezentacją.

Posłuchaj

Podcast do poczytania

Oto podcast Opowiedz.to. Odcinek piąty, w którym zapraszam Was na spotkanie z nieodłączną towarzyszką wystąpień publicznych – Panią Tremą. Wspólnie przyjrzymy się temu, skąd się bierze, po co jest i jak nią zarządzać, żeby grała z nami w jednej drużynie.

Nazywam się Anna Kędzierska i nie obawiam się wystąpień publicznych. Absolutnie nie oznacza to, że nie mam tremy, ale moje wieloletnie doświadczenie z występowaniem na mniejszych i większych scenach, prowadzenie szkoleń, współpraca z mediami, bycie przed kamerą, przed mikrofonem radiowym sprawiły, że dzisiaj mogę powiedzieć, że potrafię tą tremą zarządzić tak, żeby ona mi pomagała w wystąpieniu, a nie paraliżowała. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić nauką płynącą z tych doświadczeń.

Ciekawa jestem, czy zauważyliście, że wtedy kiedy mówimy o tremie, mówimy o lęku przed wystąpieniami publicznymi, nie strachu, a lęku dlaczego? Jako psycholog spieszę z odpowiedzią. Lęk i strach to są emocje, które my w ciele czujemy bardzo podobnie. To jest ten moment zaciskającego się żołądka, trzepoczącego niczym gołąb w klatce piersiowej serca, przyspieszonego pulsu, spłyconego oddechu, wilgotnych dłoni, które stają się zimne, miękkich nóg, drżących kolan, suchości w ustach, mroczków przed oczami. Pewnie wszyscy jesteście w stanie przywołać sobie takie momenty, kiedy właśnie ten stan czujecie. Jest on zupełnie naturalny, a nawet nam potrzebny, wtedy kiedy występuje w sytuacjach realnego zagrożenia, wtedy kiedy odczuwamy strach. Strach jako emocje, dane nam przez naturę, po to, żebyśmy mogli uchronić się przed samounicestwieniem. Gdyby poszukać przykładu- Wyobraź sobie, że wychodzisz na ulicę, widzisz pędzącą ciężarówkę, przestraszasz się i dzięki temu możesz odskoczyć i uchronić się przed wypadkiem.

Zupełnie inaczej sprawa ma się w sytuacji doświadczania lęku, czyli w ciele, tak jak wspomniałam, odbierany jest przez nas bardzo podobnie, natomiast ma zupełnie inne źródło. Wtedy, kiedy odczuwamy lęk, nie występuje realne zagrożenie. Płynie ono natomiast, z naszej wyobraźni. My snujemy, tworzymy czarne scenariusze odnośnie tego, co się może wydarzyć.  Gdybyśmy mieli wrócić do naszego przykładu z ciężarówką, to byłaby to taka sytuacja w której – Siedzisz w domu, wyobrażasz sobie, że jeżeli wyjdziesz na ulicę, to może Cię potrącić ciężarówka i ten lęk jest na tyle silny, a scenariusze na tyle przerażające, że decydujesz się pozostać w czterech ścianach, nie wyściubiać nosa poza próg swojego mieszkania. To jest fobia, to jest silny patologiczny lęk i to się leczy!

Co takiego podpowiada nam nasza wyobraźnia, jakie snujemy scenariusze, kiedy mówimy o wystąpieniach publicznych? Bardzo chętnie w komentarzach pod tym odcinkiem, poczytam, jakie myśli pojawiają się w Waszych głowach, jakie Wy macie scenariusze związane z wystąpieniami publicznymi? A teraz chcę Wam przytoczyć kilka takich, które kolekcjonuję z różnego rodzaju spotkań z naszymi klientami albo ze szkoleń związanych z wystąpieniami publicznymi.

 Czego można się obawiać, wygłaszając prelekcję albo prezentując prezentację? Po pierwsze tego, że się zapomni, co się miało do powiedzenia, albo że człowiek się pomyli, język stanie kołkiem i nie będziemy w stanie wydobyć z siebie głosu, że się zbłaźnimy, nie zadziała coś związanego z technikaliami, nie wyświetli się prezentacja, kabelek nie będzie stykał, rzutnik nie zadziała, że zabraknie prądu, nie będzie wystarczającej ilości miejsc, pojawią się trudne pytania albo, że publiczność nie będzie nam przychylna, wręcz wroga, bądź też na drugim krańcu, że po stronie publiczności nie będzie absolutnie żadnej reakcji. Ja to nazywam “muminkami” siedzącymi na krzesłach, które, absolutnie nie pokazują, żadnego zaangażowania w treści, o których opowiadamy, lub że wyjdziemy na scenę i po drodze się potkniemy, przewrócimy, że nie pokażemy się jako eksperci z danego tematu. Tych negatywnych myśli, które jesteśmy w stanie wyprodukować, jest bardzo szerokie spectrum i każdy z nas może być specjalistą od tworzenia tego typu scenariuszy. Pojawia się teraz pytanie, po co my to wszystko sami sobie robimy?

Lubię myśleć o tremie jako o takim emocjonalnym garniturze, który zakładamy na siebie i w zależności od tego, jak go zaplanujemy, dopasujemy i uszyjemy, tak dobrze będziemy w nim wyglądać. To, że podczas wystąpienia publicznego pojawiają się emocje, jest sytuacją absolutnie naturalną. Zdecydowana większość z nas ma gdzieś z tyłu głowy obawę związaną z sytuacją, w psychologii nazywamy to ekspozycją społeczną, czyli takiego momentu, kiedy inni ludzie patrzą na nas, a to oznacza, że będą nas oceniać.  Wydaje mi się zupełnie naturalne, że jednak wolimy, jak ludzie myślą o nas lepiej, niż gorzej. Jest taki moment zwrotny, taki krój tego emocjonalnego garnituru, który może spowodować, że my się w nim czujemy dobrze, dobrze w nim wyglądamy, bądź okazuje się, że mamy przyciasną marynarkę, zbyt mocno zawiązany krawat, spodnie, które nam się bez przerwy rozpinają, za krótkie nogawki, w których czujemy się idiotycznie.

W takim razie co zrobić, żeby ten emocjonalny garnitur i ta trema nam pomagała, a nie przeszkadzała?

Technik jest kilka. Na początek warto przyjąć sobie takie założenie, że trema to jest dar. Dar od natury, od losu, który sprawia, że my mając z tyłu głowy, że przyszłym tygodniu, będziemy występować publicznie, mobilizujemy się, żeby do tego wystąpienia się dobrze przygotować. Gdyby przyjąć teraz, że trema nie istnieje, wszystko jest na lajcie, podchodzimy free stylowo do tych wydarzeń związanych z wyjściem na scenę, mogłoby się okazać, że dla niektórych z nas powoduje to, totalne rozluźnienie sytuacji. Kiedy mówimy sobie: “Jakoś to będzie, jakoś pogadam, coś tam powiem. Przecież w sumie na temacie się znam, a ludzie to znowu nie są tacy straszni, krzywdy mi nie zrobią”, mogłoby się wówczas okazać, że zwłaszcza przy wystąpieniach, które wymagają od nas dyscypliny czasowej, nie zdążymy powiedzieć tego wszystkiego, co w danym temacie jest ważne. W dedykowanym nam czasie nie zdążymy pokazać się jako eksperci w danej dziedzinie, a niejednokrotnie to budowanie wizerunku, jest dodatkowym celem, który podczas wystąpienia sobie stawiamy.

Zatem wracam do pytania, cóż możemy uczynić, żeby ten garnitur emocjonalny skroić sobie tak, aby czuć się w nim dobrze i wyglądać dobrze? Dla mnie absolutnym priorytetem jest tutaj dobre przygotowanie. Po pierwsze zachęcam i może ta wskazówka zabrzmieć głupio, ale bardzo często nie jest ona brana pod uwagę, dopóki ludzie nie zdadzą sobie sprawy, że potężną pułapką, związaną z tremą i narastaniem tego wielkiego niepokoju w związku z wystąpieniem publicznym, który w sobie czujemy i dodatkowo w nas rośnie, a my dolewamy oliwy do ognia, jest występowanie w tematach, na których się nie znamy, bo kolega nie mógł, koleżanka się nie przygotowała, a akurat my byliśmy pod ręką. Zachęcam Was bardzo serdecznie, jeżeli nie czujecie się dobrze w jakimś temacie, sprawdźcie, czy to rzeczywiście Wy macie, w tym temacie się prezentować. Niejednokrotnie nie zadajemy pytania: “Czy to jest potrzebne, żebym to był/była ja” i pchamy się na scenę w paszczę Lwa. Wtedy choćbym nie wiem, jak bardzo się starali, to ten garnitur będzie, nas cisną, będzie nas dusił, nie będziemy czuli się w nim dobrze i nie będziemy w nim dobrze wyglądać.  Jeśli z różnych powodów, to właśnie my jesteśmy oddelegowani do zrobienia wystąpienia w temacie, w którym nie pływamy jak ryba w wodzie, to absolutnie niezbędne jest dobre przygotowanie. Zaplanowanie scenariusza wystąpienia tak, żebyśmy wiedzieli, po co mówimy, do kogo mówimy, jakie mamy dane do zaprezentowania, jaki cel chcemy osiągnąć. Wypadkową tej diagnozy jest prezentacja, której jak wynika z moich doświadczeń, ludzie często się obawiają, że zapomną w trakcie przedstawienia jakiejś informacji, to dobrze jak ta prezentacja jest opowieścią. Opowieścią nie o KPI-ach, danych statystycznych, cyferkach, numerkach i datach, tylko opowieścią o tym, że pewien zespół, w pewnej organizacji dostał zadanie do zrealizowania, wpadł na pewien pomysł, zaplanował te rozwiązania, potem je testował w działaniu, okazało się, że nie wszystko było od samego początku dobrze, więc postanowili, że będą szukali innych możliwości osiągnięcia celu, który został przed nimi postawiony i koniec końców dowieźli wyniki projektu na takim poziomie, na jakim możemy je teraz zaprezentować. Dużo trudniej jest zapomnieć historię, w której się uczestniczyło, przygodę, której się doświadczyło, niż dane statystyczne i cyferki, numerki, których się naczytaliśmy, a potem mamy o nich opowiadać. Storytelling przychodzi nam z fantastycznym kołem ratunkowym wtedy, kiedy naszą obawą napędzającą tremę jest to, że zapomnimy co mamy do opowiedzenia. Historię jest trudniej zapomnieć.

Jeżeli naszą obawą jest reakcja ze strony publiczności, związana z pojawieniem się trudnych pytań, to serdecznie zachęcam, żeby te wszystkie trudne pytania sobie wypisać i znaleźć na nie odpowiedzi, żeby być przygotowanym na ewentualną sytuację kryzysową, która może wystąpić. Nigdy, do końca nie możemy być pewni, jak nasza publiczność zareaguje, więc warto mieć przygotowane odpowiedzi na pytania, które mamy przekonanie, że mogą się pojawić. Jeżeli obawiamy się tego, że nasza publiczność będzie wrogo do nas nastawiona, że będą warczeć, gwizdać, rzucać pomidorami… No cóż, zachęcam wtedy, żeby zastanowić się, na ile jest prawdopodobne, że ci, co nas słuchają, przychodzą na spotkanie z nami, w ten sposób się zachowają. Warto sprawdzić, ile razy w przeszłości, podczas naszych poprzednich wystąpień zdarzyło nam się, że ludzie byli agresywnie nastawieni, gwizdali, rzucali pomidorami i próbowali nam udowodnić, że opowiadamy głupoty. Wtedy, kiedy na moment zatrzymamy te nasze myśli, okazuje się, że prawdopodobieństwo wystąpienia tego czarnego scenariusza, jest znikome, a jeżeli jest jednak jakiś tego procent, to warto się zastanowić, co w takiej trudnej, ekstremalnej sytuacji jesteśmy w stanie zrobić. To do czego ja zachęcam i wiem z doświadczenia, że się sprawdza, to jest podejmowanie rękawicy, czyli wtedy, kiedy pojawia się ze strony publiczności negatywna reakcja, jest potwierdzenie tego, że widzimy to co się dzieje: “Widzę, że mają Państwo wątpliwości”. Co więcej warto swoją publiczność docenić, że te wątpliwości i kontr pomysły zgłasza. Dopiero ujawniając tę trudną sytuację, wyjmując karty na stół, my jesteśmy w stanie obsłużyć potrzeby naszej publiczności. Z dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że jeżeli ludzie są w kontrze do naszego pomysłu, do prezentowanych przez nas treści, to nie robią tego sobie amuzo, chyba że mamy na sali zbiorowisko psycho i socjopatów, ale prawdopodobieństwo takiej publiczności jest niewielkie. Prawdopodobnie oni będąc w kontrze, nie mogą czegoś zrozumieć. Ciężko jest im przyjąć to nowe, z czym do nich przychodzimy. Prowadząc z Maćkiem szkolenia z prezentacji i wystąpień publicznych pokazujemy coś, co nazywamy pętlą zmiany. Zapraszając ludzi do tego, żeby nas wysłuchali, tego, co mamy im nowego do powiedzenia, zapraszamy ich często do zmiany zachowań, do zmiany opinii na dany temat, a naturalne jest to, że niechętnie w tę zmianę idziemy. Maciek mówił o tym w czwartym odcinku naszego podcastu, że na początku, kiedy mówimy ludziom o tym, że zróbmy coś inaczej, to oni mówią: “Serio? A komu to jest potrzebne? Do tej pory robiliśmy jakoś i to było jakieś, więc dajmy sobie spokój, nie wymyślajmy jakiś niestworzonych rzeczy, tylko róbmy tak, jak się do tego przyzwyczailiśmy. Przecież jakoś jest!”. Ten opór i zaprzeczanie temu, o czym mówimy, jest zupełnie naturalną tendencją.

Jak uporać się z tą upiorną myślą, że się pomylimy, nie będziemy w stanie wydobyć z siebie głosu, że nam język stanie kołkiem? Przyznam szczerze, że jestem absolutną miłośniczką, tejże myśli, bo jesteśmy w stanie uporać się z nią bardzo szybko. Zachęcam, żeby zadać sobie takie pytanie: “Co najgorszego może się wydarzyć, jeżeli podczas wystąpienia publicznego pomylisz się i przejęzyczysz? Co najgorszego może się wydarzyć, jeżeli nagle stojąc na scenie, zapomnisz słowa, którego chciałeś/chciałaś użyć? Co się może wydarzyć?”. Nic! To zupełnie naturalne, że my jako ludzie przejęzyczamy się, zapominamy, mówimy coś nie tak wyraźnie, jak byśmy chcieli, albo zrobiłby to pierwszoplanowy aktor w swojej oscarowej roli. To zupełnie naturalne, że jesteśmy niedoskonali. U nas jako mówców pojawia się taka myśl, że mamy wypaść perfekcyjnie, wszystko mamy powiedzieć absolutnie wyraźnie, w dobrym tempie, ludzie mają nam klaskać i wtedy to będzie sukces. Z mojego doświadczenia wynika, że sukces jest zawsze wtedy, gdy zrobisz swoje wystąpienie, najlepiej jak możesz w danym momencie. Być może czegoś zapomnisz, przejęzyczysz się, być może język stanie ci kołkiem i Twoje usta nie złożą się do pewnych słów tak, jakbyś tego chciał albo chciała, ale nic złego, związanego z tym nie może się wydarzyć. Moja siedmioletnia córka mówi: “Świat się nie skończy”, bo rzeczywiście świat się nie skończy, co więcej okazuje się, że jako mówcy, jesteśmy dużo bardziej wiarygodni i ludzie słuchają nas częściej wtedy, kiedy jesteśmy nieidealni, a dlaczego? Dlatego, że ludziom, którzy są podobni do swoich słuchaczy, czyli właśnie niedoskonali, z przejęzyczeniami, z jakimiś niedoskonałościami wierzymy bardziej. Oni są dla nas bardziej ludzcy. To nie są plastikowe lalki Barbie bądź Ken, którzy są perfekcyjni niczym Pani Domu, tylko to są kumple z sąsiedztwa, ludzie, których chcemy słuchać, w których potrafimy zobaczyć nie tylko eksperta, specjalistę w danej dziedzinie, ale człowieka, z którym mamy ochotę usiąść, wypić przysłowiową kawę i pogadać na określony temat. Tacy w cudzysłowie “sprzedawcy”, bo my będąc prezenterami różnych idei, pomysłów,  też je sprzedajemy. Tacy “sprzedawcy” są dużo bardziej skuteczni, więc czarną myśl, że przejęzyczysz się, zapomnisz słowa, które było na ten moment zaplanowane, odłóż na bok, bo jeżeli nawet to się wydarzy, to powiedziałabym: “Całe szczęście!” Staje się to okazją, żeby do naszej publiczności puścić oko i powiedzieć: “Tak bardzo zależy mi na tym, żeby to wystąpienie dzisiaj było dla Was jak najlepsze, żeby opowiedzieć o wszystkim, co na dzisiaj mam przygotowane, że aż te emocje sprawiają, że niektóre słowa ulatują z mojej głowy.” Czy podczas takiego komunikatu coś się wydarzy? Czy publiczność nas wygwiżdże, rzuci pomidorem i stwierdzi: “Eh, ta Kędzierska jest w ogóle do bani, nie zna się, przyszła tu nie wiadomo po co.”? Mam spore podejrzenie, że nie, że puszczą do nas z powrotem oko, powiedzą: “Okej, opowiadaj dalej, widzę, że Ci zależy.”

Na koniec chcę Wam opowiedzieć o pewnych ćwiczeniach, które warto zrobić, żeby to nasze “bycie”, podczas wystąpienia publicznego było przyjemniejsze i obarczone mniejszym cierpieniem w ciele. Często ludzie podczas wystąpienia publicznego, w związku z tremą, opowiadają, że to są kłopoty z oddychaniem. Przychodzi taki moment, kiedy zaczynamy oddychać coraz szybciej, bo jesteśmy w stresie, więc bierzemy coraz częściej oddechy, stają się  one coraz płytsze, dlatego że zupełnie zapominamy o tym, żeby wypuścić powietrze z płuc. Efekt jest taki, że w pewnym momencie łapiemy zadyszkę, nie mogąc złapać oddechu. Całą tajemnicą dobrego oddychania, oprócz tego, że fajnie jak jest ono przeponowe, czyli takie, które uruchamia potężny mięsień oddzielający nasze płuca od brzucha, bo wtedy oddech jest głębszy, jest to, żeby pamiętać o wydychaniu. To, co warto zrobić przed wyjściem na scenę, czy wejściem na salę konferencyjną, w której będziemy prezentować ważne dla nas kwestie, jest zrobienie trzech oddechów, w których pilnujemy, aby wydech był dwa razy dłuższy niż wdech. To jest tak jak z nurkowaniem. Bierzemy głęboki wdech, możemy policzyć sobie w myślach do trzech, a potem podczas wydechu liczymy sobie do sześciu, bo dzięki temu, kolejny wdech będzie dużo głębszy, a tym samym nasz oddech się unormuje. Spokojny oddech, też jest sygnałem dla naszego układu nerwowego: “Stary spokojnie, tu nic złego się nie dzieje.” Unormowanie oddechu, pamiętanie o wydechach, po to, żeby przygotować w płucach miejsce na kolejną porcję powietrza, jest doskonałym sposobem na to, żeby opanować tremę i żeby ochronić się przed sytuacjami, w których nie jesteśmy w stanie złapać oddechu, więc nie możemy wydobyć z siebie słowa. Powietrze podczas mówienia jest nam zwyczajnie potrzebne.

Ostatnia rzecz na koniec, powiedziałabym taki bonus. Zależy mi, abyście to zrobili, kiedy będziecie sami, w pokoju, będziecie mogli się skupić, na tym, do czego Was zaproszę. Otóż potrzebuję, żebyście wstali i krok po kroku, wykonywali to, o czym będę opowiadała.

Gotowi?

Stań prosto z nogami na szerokość bioder. Ugnij lekko kolana, zgarb plecy, dłonie wiszą luźno wzdłuż tułowia, a głowa jest opuszczona w dół i masz lekko przymknięte oczy. Pupę możesz wypiąć lekko do tyłu, stań w takiej luźnej pozycji wyrażającej zniechęcenie. Pobądź przez chwilę w ciszy w tej pozycji. Sprawdź, jak się czuje Twoje ciało. Sprawdź jakie emocje się w Tobie budzą. Możesz zrobić kilka kroków po okręgu, żeby poczuć się lepiej w tej pozycji.

Teraz nie zmieniając tej pozycji, nie rozmawiając, skupiając się cały czas na tym, co jest tu i teraz, spróbuj w tej pozycji odnaleźć gotowość do działania. Siłę, która się w Tobie budzi, poczucie mocy i gotowość do podejmowania nawet najtrudniejszych wyzwań. Okej? To teraz znowu stań z nogami na szerokość bioder, wyprostuj plecy, kolana, wciągnij brzuch, napnij pośladki. Plecy wyprostowane, pierś do przodu, ręce wzdłuż tułowia, broda lekko uniesiona do góry, uśmiech na twarzy. Uśmiechają się nie tylko usta, ale także oczy i w tej  pozycji poczuj znowu siebie, swoje ciało i sprawdź jakie emocje się teraz w Tobie budzą. W tej wyprostowanej pozycji, z lekko zadartą brodą porozglądaj się dookoła, wyjrzyj przez okno, spójrz na kolegów, którzy może w sąsiednim pokoju, za szybą siedzą przy biurku. Możesz zrobić kilka kroków po okręgu i nie zmieniając tej pozycji, poczuj zniechęcenie, poczuj lęk, strach.

Okej? I teraz pytanie, na które bardzo żałuję, że nie dostanę od razu odpowiedzi, mam nadzieję, że być może zechcecie się nimi podzielić w komentarzach do tego odcinka. Jak Ci było w tej pierwszej pozycji, z ugiętymi kolanami, opuszczoną głową, z rękoma wiszącymi wzdłuż tułowia i czy byłeś/ byłaś w stanie poczuć siłę do działania i gotowość do podejmowania nawet najtrudniejszych wyzwań? A jak było Ci w tej drugiej pozycji, z lekko uniesioną głową, wyprostowanymi plecami, z uśmiechem na twarzy i szeroko otwartymi oczami? Czy udało Ci się wtedy poczuć strach? Podejrzewam, że znam odpowiedzi na te pytania, bo to jest jedno z moich ćwiczeń, które wykonujemy podczas sesji relaksacyjnych, pracując z naszymi klientami, albo prowadząc szkolenie z wystąpień publicznych.

Okazuje się, że to, co my na co dzień pamiętamy i wiemy, to jest to, że nasze ciało jest przekaźnikiem emocji. Ono układa się tak, jak my się w danym momencie czujemy. To jest cała komunikacja niewerbalna. Zapominamy jednak o tym, że emocje układają się do naszego ciała. Jeżeli będziemy w pozycji zgarbionej, z ugiętymi nogami, ze spuszczoną głową, z marsem na czole, z ustami ułożonymi w podkówkę, nie ma szans, żeby poczuć się dobrze i poczuć energię do tego, żeby zdobywać świat.

Po co Wam o tym wszystkim opowiadam? Mam takie przekonanie i je praktykuję, sprawdzam w działaniu. Jeżeli przed wystąpieniem publicznym, które jest dla nas wyzwaniem, które postrzegamy jako trudne, kiedy dopada nas trema, zadbamy o to, żeby tuż przed wyjściem do naszego audytorium, tuż przed wejściem na spotkanie do sali konferencyjnej, wyprostować się, przyjąć pozycję zwycięzcy, człowieka, który jest świadomy swoich zasobów, który wie, na co go stać, jest dobrze przygotowany, zna się na temacie, wówczas energia emocjonalna, czyli ta trema i ten garnitur, który na siebie zakładamy, leży na nas jak ulał. Mamy gotowość do działania, wchodzimy z podniesionym czołem i wychodzimy z takiego spotkania z tarczą, żeby pomóc sobie poczuć się dobrze, nadaj swojemu ciału postawę, która jest związana z dobrym samopoczuciem. Są ludzie, którzy przed wejściem na scenę, np. zaczynają tańczyć. Słyszałam, że Marcin Daniec, tuż przed swoimi wystąpieniami boksuje, czyli wprawia swoje ciało w ruch, który jest związany z energią i dobrostanem. Nie zamyka się w sobie, nie kuli, nie spuszcza głowy, nie kryje się w kącie, bo to generuje w nas emocje związane ze strachem, lękiem, a przecież właśnie tym jest trema i to właśnie nią chcemy oswajać. Pomóżmy naszemu ciału, naszemu sercu, poczuć się lepiej, poprzez wprowadzenie naszego ciała w dobre wibracje, w dobry ruch.

Już absolutnie na koniec, chcę się z Wami podzielić taką myślą- Kiedy dopada Cię trema, która jest specyficznym rodzajem stresu, to pamiętaj o tym, że stres jest taką wagą, której szalką jest sytuacja, w której się znaleźliśmy i zasoby, którymi dysponujemy. Jeżeli te szalki się równoważą, czyli to zadanie, przed którym stoimy i to, co posiadamy, w kwestii wiedzy, umiejętności, przygotowania, radzenia sobie z tremą, dobrej historii, którą mamy do opowiedzenia, prezentacji, którą mamy przygotowaną, żeby pokazać naszemu audytorium. Jeżeli te szalki się te szalki się równoważą, to wtedy ta trema pomaga nam wyjść do ludzi i zaprezentować się z tematem i własnym eksperstwem najlepiej jak w danym momencie potrafimy. Jeśli dopada cię trema, to sprawdź, jakie wyzwanie jest przed Tobą i sprawdź jakie masz zasoby, żeby wdrapać się na tę górę, przed którą stoisz.

 Bardzo często nie doceniamy tego wszystkiego, co wiemy, umiemy, na czym się znamy, dlatego, że to jest nasze, przychodzi nam to z łatwością i myślimy sobie: “Co tam, nic takiego przecież to jest takie łatwe i proste.” Proste dla Ciebie, bo jesteś ekspertem w danej dziedzinie, ale wiedzą tajemną dla wszystkich tych , którzy za chwilę będą Cię słuchać. Daje sobie głowę uciąć, że w większości przypadków, masz doskonałe przygotowanie, fantastyczne doświadczenie, stojącą za Tobą historię, która doprowadziła Cię do momentu, w której Ty dzisiaj, tutaj, teraz, wychodzisz do ludzi i opowiadasz im o tym, na czym się znasz, ale jeśli się nie znasz, to nie bierz się za wystąpienia publiczne.

Dziękuję za dzisiejsze spotkanie. Do usłyszenia za dwa tygodnie, tym razem już w duecie z Maćkiem, a będzie o storytellingu w komunikacji w biznesie.

Anna Kędzierska – Dziękuję.

Pokaż więcej

Jak słuchać naszego podcastu:

Możesz nas słuchać praktycznie wszędzie. Siedząc przed komputerem, jak również będąc w ruchu, za pośrednictwem Twojego telefonu. Mówiąc krótko kiedy chcesz i tak jak lubisz.

Recenzuj nasz podcast

Kiedyś w sklepach na konopnym sznurku wisiał brulion, z którego okładki wielkimi literami krzyczał tytuł książka skarg i zażaleń.
Teraz mamy recenzje. Niekoniecznie tylko ze skargami. Jeśli masz jakieś przemyślenia, wnioski albo rekomendacje dla innych słuchaczy napisz nam recenzję. Będziemy wdzięczni i zmotywowani do dalszej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *