#015 | Czego uczą nas radio Nowy Świat, film Niezniszczalni i wycieczka na zamek w Malborku?

29 lipca 2020

Perfekcjonizm i dopasowanie do wszystkich odbiorców czy cytując Piotra Żyłę “luz w d…”? W tym odcinku poszukujemy odpowiedzi na ważne, nie tylko w kontekście wystąpień publicznych, pytania: 

Czy muszę się podobać wszystkim?
Jak poradzić sobie z brakiem akceptacji / zrozumienia u ludzi?
Jak budować własną pewność siebie? 
Czy i z kim warto się porównywać?

Dajemy też klika technicznych porad, jak stworzyć wyróżniającą i wciągającą narrację. Gdzie pracować metaforą, a kiedy mówić wprost. Jaka jest rola pauzy, intonacji oraz tempa wspomnianej narracji w dobrym wystąpieniu. 

A wszystko to w nawiązaniu do koncertu życzeń z radia Nowy Świat, filmu Niezniszczalni i wycieczki na zamek w Malborku.

Posłuchaj

Obietnice z odcinka

Wspomniane podcasty:
#002 | Czego uczą nas Pornhub, Fakty TVN i Walmart? | Pierwszy odcinek z cyklu “Czego nas uczą…”
#006 | Czy storytelling w biznesie to tylko moda, która przeminie? | Struktury i narzędzia do budowania narracji

Inne takie:
Audiowycieczka dla rodzin z dziećmi Muzeum Zamkowe w Malborku |Tam spotkacie Mikołaja… i nie tylko

Odcinek do poczytania

Oto podcast Opowiedz.to, odcinek 15, w którym opowiemy Wam, czego uczy nas radio Nowy Świat, film “Niezniszczalni”, a także oblężenie w Malborku. To będzie odcinek, w którym pokażemy Wam naszą perspektywę związaną z tym, że nie każdy musi lubić nas, nie każdy musi lubić Was i niekoniecznie każdemu musi się podobać to, co robicie na mniejszych lub większych scenach. Będzie też trochę o dystansie do siebie i o tym, jak dobrze on nam robi, żebyśmy byli na scenie skuteczni, a na koniec Maciek podzieli się z Wami kilkoma swoimi wrażeniami z wycieczki do Malborka, wyciągając z tych wrażeń porady techniczne na temat tego, jak zbudować dobrą, wciągającą narrację w wystąpieniach.  

[Anna Kędzierska] Anna Kędzierska. 

[Maciek Cichocki] I Maciek Cichocki. 

[Ania] Opowiedz.to. Odcinek, który inspirowany jest wydarzeniami z ostatniego tygodnia Maciek. On jest taki “na gorąco”, bo to właśnie w ostatnim tygodniu w eterze pojawiło się radio, na które wiele osób czekało. Radio, któremu wiele osób pomogło się pojawić, czyli radio Nowy Świat. Ty tam wysłuchałeś wielu audycji, powiedziałabym, że jesteś zagorzałym fanem i wspieraczem, ale jest też jedna taka audycja, która wywarła na Tobie wyjątkowe wrażenie i postanowiłeś wyciągnąć z niej pewien morał, którym chcesz się dzisiaj podzielić. Jaka to audycja?  

[Maciek] Ja tylko doprecyzuję, że jestem na razie zagorzałym wspieraczem, podjąłem taką decyzję, jednocześnie, czy jestem zagorzałym fanem? Tego jeszcze nie wiem, bo na razie testuję. Z dużą ciekawością, z dużym kredytem zaufania i z dużą sympatią słucham wszystkiego. Nie wszystko kupuję, nie wszystko mi się podoba. Wiele rzeczy tak, a przede wszystkim to, że wreszcie jest radio, które wreszcie mogę może nie z taką 100%, ale z dużą sympatią słuchać. W niedziele czekałem specjalnie, nawet dopasowałem sobie układ dnia do tego, żebym mógł posłuchać koncertu życzeń, który według ramówki dnia był bodajże między godziną 10, a 12, jeżeli dobrze pamiętam. Słuchałem po pierwsze dlatego, że mam sentyment do koncertu życzeń, pamiętam go z telewizji, jeszcze z czasów młodości, więc byłem ciekawy.  

[Ania] O tak! Taki kosz z pocztówkami, z którego losowane były kartki i czytane. Chyba Pani Krystyna Loska, taka elegancko wyczesana i był jeszcze Pan prowadzący, kurczę nie mogę sobie przypomnieć, ale nic, może jeszcze znajdziemy, gdzieś to w pamięci wróci. Przepraszam, mi się pojawił obraz. Tak opowiadasz, że ja błyskawicznie wyświetlam film.  

[Maciek] To bardzo dobrze! Rzeczywiście pamiętam, że ten koncert życzeń w domu leciał sobie. Chyba najbardziej mama oglądała. Ja coś tam robiłem, ale to takie dźwięki z dzieciństwa, kotwice. O kotwicach mówiliśmy, one działają, to jest fakt zbadany. Drugi powód był taki, że prowadzący to są dwie osoby, które bardzo cenię i darzę ogromną sympatią. Pani Kołaczkowska, którą uwielbiam jeszcze z czasów kabaretu “Potem”, a teraz kabaretu “Hrabi” i Pan Wojciech Malajkat, który ma taki głos, że ja, mężczyzna się rozpływam, kiedy go słyszę i też lubię jego poczucie humoru, i dystans do siebie. Czekałem na tę audycję. Ona się odbyła i nie rozczarowała mnie, to od razu powiem, żeby nie trzymać w napięciu, jednocześnie miała swoją specyficzną formułę. Tak bym to ujął w słowa. Po pierwsze miałem wrażenie, nie wiem, na ile to było wyreżyserowane, na ile nie. Wiem, że na pewno się przygotowywali, bo nawet na Youtube znalazłem zapis krótkiego filmiku, mówiąc po polsku z backstage, jak się przygotowywali do pierwszego wejścia na antenę, więc to nie była czysta improwizacja, którą jako jedną z porad podawaliśmy w poprzednim, czternastym odcinku. Były przygotowania. Formuła mam wrażenie, zmieniała się, trochę podążała za nimi, trochę ją układali w trakcie. Koniec końców wyszedł koncert życzeń, gdzie ludzie dzwonili, żeby złożyć życzenia sobie. Często sobie, a nie innym. Prosili też o piosenkę, która to piosenka nie była puszczana, ponieważ nie było jej na stanie, natomiast była puszczana inna, wcale nie podobna do tej. To tak, jeśli chodzi o formułę. Słuchając Pani Joanny Kołaczkowskiej i Pana Wojciecha Malajkata, myślałem sobie: kurcze, ale trzeba mieć… I teraz nie powiem dokładnie, jak sobie myślałem, przeformułuję sobie to w bardziej oficjalny sposób: ale trzeba mieć odwagę, ale trzeba pewnie stać na nogach, albo pewnie siedzieć na tyłku, jak się siedzi na krześle w radiu, żeby pozwolić sobie na takie bycie sobą, na takie niedoskonałości, na taką pracę z przymrużeniem oka. Kolejna myśl, która mi przyszła, to jest ta myśl, po tym długim wstępie, którą chcę, chcemy się podzielić, to jest właśnie to, co wybrzmiało. Słyszałem Aniu, że we wstępie mówiłaś. Myślę sobie po wysłuchaniu tego, że jednym z kluczy do sukcesu, bo myślę, że sukces, to jest taki zamek, który ma wiele dziurek na klucz. Nie wierzę, żeby jeden zamek wystarczył, żeby do tego sukcesu się dorwać, ale jednym z takich kluczy, kluczów, wytrychów, jest danie sobie takiej akceptacji, że naprawdę nie wszyscy muszą mnie polubić, nie wszystkim muszę się spodobać. Wyświetliły mi się w głowie moje wystąpienia z ostatnich czasów, przed Covidowych, bo takich wystąpień na scenach ostatnio z przyczyn oczywistych było dużo mniej. Pamiętam te sprzed wielu lat, pamiętam te w ostatnim czasie. Myślę sobie albo chcę tak myśleć, to pewnie inni mogą ocenić, że to nie jest tak, że mówiąc brzydko i kolokwialnie, mam wylane na to, czy mi pójdzie, czy nie pójdzie, bo tak nie jest. Naprawdę mi zależy, żeby swoją robotę zrobić najlepiej, jak tylko mogę, jednocześnie mam w sobie coraz więcej akceptacji tego, że nie wszystkich porwę, nie każdego kupię i co mi to daje? Jak nagle w trzecim rzędzie ktoś ziewnie, to nie biorę tego do siebie tak, jak kiedyś, parę lat temu, że przynudzam, tylko okej, może temat go nie zainteresował, ja mu nie pod pasowałem, nie ten dzień, nie ta chwila, może miał ciężki wieczór, ciężką noc i okej, jadę dalej. Cały czas chcę podkreślić, nie olewam, robię swoje, robię najlepiej, jak umiem, jednocześnie tych sygnałów płynących ode mnie, które mógłbym zinterpretować na “nie”, nie biorę tak bardzo do siebie, jak kiedyś. Nawet jestem sobie w stanie zidentyfikować doświadczenie, które sobie zafundowałem, które w pewien sposób było punktem przełomowym, uczącym mnie tego, że nie wszystkim muszę się spodobać.  

[Ania] Aha i co to było?  

[Maciek] To było doświadczenie sprzed paru lat. Ja 8-9 lat temu przeprowadziłem się z Warszawy do Starogardu, potem ściągnąłem tutaj mamę. Różne sytuacje rodzinne do tego doprowadziły, a mama, którą serdecznie pozdrawiam, bo wiem, że słucha i której niesamowicie zazdroszczę energii życiowej. Mam wrażenie, że ona jest większą młodzieżówą, niż ja jestem młodzieżowcem. Dodam, bo może nie każdy się zorientował, że mama jest starsza ode mnie. Jak sprowadziła się do Starogardu, momentalnie się zakręciła, znalazła sobie jakieś zajęcia i między innymi Uniwersytet Trzeciego Wieku i jako że jest osobą czynną i lubiącą się dzielić, to wpadła na pomysł, że podzieli się tym, co dla niej najcenniejsze, czyli swoim dzieckiem. Muszę poczekać, bo jedzie karetka, a ja mam niezamknięte okno… 

[Ania] Poczekamy, to jest audycja na żywo, proszę Państwa!  

[Maciek] Wracamy już do mojej mamy i do Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Ja byłem po wyprawie na Syberię, w 2012 roku zafundowałem sobie spełnienie jednego z moich wielkich marzeń i mama mnie poprosiła, żebym poprowadził wykład na Uniwersytecie Trzeciego Wieku i opowiedział o tej swojej Syberii, o tej podróży, jak do tego doszło i ogólnie zdał relację. Rzeczywiście poszedłem. Pierwszy rząd był fajny, bo w pierwszym rzędzie była moja mama, ktoś, kto szefował temu Uniwersytetowi, była moja małżonka, która chciała to zobaczyć, była dla mnie ogromnym wsparciem, jak zawsze. Były też dzieciaki i za dzieciakami zaczynały się kolejne rzędy, gdzie już byli główni odbiorcy mojej prelekcji, czyli zagorzali nie absolwenci… Brakuje mi słowa, ci, którzy uczęszczają na studia, to są? 
[Ania] Studenci! 

[Maciek] Studenci! O, dziękuję! Studenci Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Wpadłem na pomysł, żeby to nie było długie, więc opowiadałem o tej Syberii, ale starałem się tak nie za długo. Nie zmienia to faktu, że tak mniej więcej po 20, 30 minucie dało się słyszeć towarzyszące mojemu głosowi delikatne pochrapywanie. Ono pochodziło z jednego końca sali, pojawiło się z drugiego, pojawiło się z trzeciego, gdzieś komuś głowa zaczęła opadać na piersi, a ja sobie mówiłem. Pamiętam, to był taki moment w mojej głowie przeskoczyło coś takiego, pomyślałem sobie, okej, kurczę, ja jestem tym ludziom naprawdę wdzięczny, że oni przyszli, fajnie, że chcieli posłuchać. Nie mogę wymagać od osób w podeszłym wieku, nie ma co ukrywać, że w momencie, kiedy ja o czymś opowiadam i być może nie trafiam w ich gusta, to znaczy, że oni odpłynął i myślę, ż ew taki najbardziej czysty, tak jak się mówi o dzieciach, że one są brutalnie szczere, tak osoby starsze wracają do takiej “brutalnej” szczerości, że po prostu, jak przynudzamy, to zasną. Oczywiście były też osoby, które słuchały i dopytywały, więc to nie było tak, że to był taki strzał kulą w płot, ale wyszedłem stamtąd z takim dużym uśmiechem i właśnie takim doświadczeniem, że nie każdego muszę porwać i to niekoniecznie musi być moja wina, bo ja naprawdę zrobiłem tam najlepszą możliwie robotę, jaką miałem i jednocześnie w tamtej grupie docelowej dostałem parę informacji zwrotnych, albo po prostu zmęczenie wzięło górę i parę osób przysnęło. Wspominam to autentycznie z takim uśmiechem, ciepłem i też dużą wartością dla siebie. Nie chcę się stawiać w tym samym szeregu, co Pani Kołaczkowska i Pan Malajkat, bo myślę sobie, że doświadczenia są inne i też umiejętności inne, jednocześnie gdzieś bym do jednego worka wrzucił. Naprawdę fajnie odpowiedzieć sobie na to pytanie, co mam, co już umiem, do czego nie muszę podskakiwać i przestać być tym ratlerkiem, który szczeka i chce zwrócić wszystkich uwagę na siebie, tylko być takim dogiem, który wie, że i tak ci, którzy chcą, na niego uwagę zwrócą i on nie musi ujadać i kręcić się wokół własnego ogona, żeby przykuć uwagę wszystkich.  

[Ania] Mam wrażenie Maciek, że to, co opowiadasz, dobrze komponuje się z taką podpowiedzią, którą dawaliśmy, bodajże trzy odcinki temu mówiąc, że ważne jest dawanie sobie samemu takiej informacji zwrotnej po wystąpieniu, żeby posprawdzać, z czego jesteśmy zadowoleni, jakie są obszary do udoskonalenia i  żeby siebie chwalić, i budować swoje poczucie mocy na mniejszych i większych scenach właśnie na pozytywach, na tych sukcesach, które żeśmy osiągnęli. Na pewnych drobiazgach, które sprawiają, że my jesteśmy z tego wystąpienia zadowoleni i dzięki temu mamy gotowość, żeby podjąć rękawice i znowu wejść na scenę. Jednocześnie też dla mnie wybrzmiało, żeby stawiać poprzeczkę tak wysoko, jak jesteśmy w stanie do niej doskoczyć, po to, żeby znowu to uczucie sukcesu, jak już znajdziemy się po tej drugiej stronie poprzeczki, żeby ono dało nam siłę, żeby podnieść ją odrobinę wyżej, a jednocześnie ciągle być w zgodzie ze sobą. Nie grać, nie udawać, nie kombinować, nie starać się zaspokoić wszystkich, nie być taką wynajętą małpką na drucie, która wszystkim zrobi dobrze, tylko też mówić z brzucha, od siebie, znając swoje mocne strony.  

[Maciek] W pełni się z tym zgadzam i jak powiedziałaś o tym graniu coś, co jawi się dla mnie, jako taka największa pułapka rozmywająca szczerość, autorytet też naszego przekazu i nas samych. To jest coś takiego, że jak będę próbował być idealny, atrakcyjny dla wszystkich, to przynajmniej dla części będę musiał zagrać, bo nie wierzę w to, że ktoś w naturalny sposób będzie pasował wszystkim. Jeżeli dla kogoś coś zagram i jednocześnie zagram to świetnie, będzie to Oscarowa kreacja i spotkam tę osobę w innej relacji, w innej sytuacji, albo ona mnie spotka poprzez pośrednictwo różnych mediów społecznościowych, w których się pojawiamy – takie czasy i zobaczy, że to jest inne, to myślę, że można stracić dużo, dużo więcej, jak zostaniemy zdemaskowani, niż gdybyśmy uznali, że okej, tu nie trafiam, to nie mój świat, nie mój klimat. Mam prawo być inny, inna i nie muszę za wszelką cenę doskakiwać, nawet nie do swojej poprzeczki, tylko do różnych poprzeczek, które różni ludzie mi stawiają. Ja biegnę po swojej bieżni, ja skaczę na swoim stadionie. Zapraszam wszystkich na mój stadion, ale jeżeli ktoś się na tym stadionie znudzi i pójdzie na swój, nie ma sensu stawiać ochroniarzy, którzy będą zabierali i zabraniali wyjścia z mojego obiektu. Takie moje doświadczenie i przemyślenie po tym koncercie życzeń, do którego wrócę w przyszłą niedzielę, bo mnie urzekł w radiu Nowy Świat.  

[Ania] Aha, a masz Maciek podpowiedzi, w jaki sposób mimo tego, że innym ludziom nie podoba się to, co my robimy, kręcą nosami, być może spoglądają z pogardą, jak to przyjąć, przełknąć i mimo wszystko czuć się z tym dobrze?  

[Maciek] Czy mam podpowiedzi? Mam swoje doświadczenia, na których mogę się opierać, bo ja teraz mogę w miejscu, w wieku, który jestem, mogę uczciwie powiedzieć, że ja przez wiele lat bardzo mocno porównywałem się do innych wewnętrznie, w mojej głowie budowałem takie porównania. Cieszyło mnie, kiedy w wyniku tych porównań byłem lepszy. Niesamowicie mnie deprymowało, jeżeli musiałem przyznać sam przed sobą, że ktoś robi coś lepiej. Może wyjątkiem był sport… Chociaż nie, też przychodził taki moment, kiedy zauważałem, że ktoś jest znacząco lepszy i to mnie spalało. Taki wadliwy gen w sobie po latach identyfikuję. Do czego zmierzam? Tu będzie kolejna nauka, żeby nie było tylko o moim doświadczeniu, ale nauka tak, jak z radia Nowy Świat, która jest dostępna w eterze, tak teraz pójdziemy w filmy. Jest taka seria filmów pod wspólnym tytułem “Niezniszczalni”, tam jest chyba 1,2,3.  

[Ania] Urocza seria! 

[Maciek] Tak, czekałem na pierwszy z nich, żeby zobaczyć mocno podstarzałego, nie chciałbym powiedzieć zdziadziałego, bo do zdziadziałego jeszcze dużo mu wówczas brakowało, ale już takiego w wieku dziadkowym Sylwestra i otaczających go aktorów, których kojarzyłem ze swojej młodości, z takimi filmami, gdzie to on jeden zaszyty w dżungli z nożem i opaską na czole był w stanie wybić pół Wietnamskiego narodu i przywrócić chwałę Amerykańskiemu narodowi. Kiedy tacy aktorzy, którzy wyrastali w tym nurcie kina superbohaterskiego, kiedy właśnie byli niezniszczalni. Teraz, po latach kręcą taki film i ja mam wrażenie, że oni się teraz świetnie bawią i śmieją się z wielu lat swojej kariery i siebie samych, że oni sami siebie przerysowują. Nie wiem, czy taka jest idea, nie miałem okazji z żadnym z nich porozmawiać. Mówiłem o moim odbiorze, jako widza i to jest ta porada. To jest ta porada płynąca z “Niezniszczalnych” i z wielu filmów tego typu. Ja się podpinam swoim doświadczeniem, że absolutnie kluczem i fundamentem dla mnie do w ogóle spokojnego życia, ale nie chcę iść teraz tak szeroko, ale do dobrego, efektywnego, ale też ekologicznego dla siebie bycia na scenie, na spotkaniu biznesowym, jest dystans do siebie. Teraz dla odmiany poproszę Ciebie Aniu, bo ja wspomniałem o tym, tylko w taki niefachowy sposób, obserwacji samego siebie. Ja wiem, bo gdzieś się doczytałem, że z takiego psychologicznego punktu widzenia, my możemy sobie zrobić dużą krzywdę, budując swoją pewność siebie właśnie poprzez system porównań do innych. 

[Ania] Absolutnie tak! 

[Maciek] Jakbyś może tutaj dorzuciła coś? 

[Ania] Tak, tutaj są dwie rzeczy, które mnie uderzyły w Twojej wypowiedzi. Po pierwsze to porównywanie się do siebie, bo mówiłeś, że dobrze się czułeś, kiedy znajdowałeś tych gorszych, tego, a trochę gorzej, albo znacząco gorzej, kiedy znajdowałeś tych lepszych. W psychologii mówimy o porównywaniu się w górę, albo porównywaniu się w dół, czyli jeśli porównuję się z tymi gorszymi, to często robię to z intencją, żeby podnieść poczucie własnej wartości, a w różnych innych sytuacjach znajdujemy tych, którzy są od nas lepsi i wtedy się dołujemy, mówimy: “to jest bez sensu, nie dam rady” itd. To, co warto robić, to się porównywać, ale samemu ze sobą i tutaj myślę o drugiej rzeczy, która uderzyła mnie w Twojej opowieści, to jest zresztą rzecz, którą ja po raz pierwszy usłyszałam od Ciebie i temat badań przez Instytut Gallupa, jeżeli dobrze pamiętam, szukających odpowiedzi na pytanie, czy człowiek może się zmienić? My się w życiu zmieniamy i to, co jest  cudowne, jeżeli potrafimy refleksyjnie podejść do naszych doświadczeń, to jest to, że my się zmieniając coraz bardziej z wiekiem, stajemy się znowu sobą. Jako te maleńkie dzieci, o których też już wspominałeś w poprzedniej części swojej wypowiedzi, które są spontaniczne i czasami okrutnie szczere, czyli nie mają po nakładanych tych wszystkich ram, norm społecznych, które nas pionizują i mówią, że czegoś nie wypada, coś nie należy, albo że coś się powinno, to my potem z wiekiem, niczym ci studenci z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, idziemy za naszą ścieżką, za naszą potrzebą. Mamy ochotę drzemki, to drzemiemy, mamy ochotę być na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, to się uczymy. Nie zastanawiamy się, że w tym wieku już nie wypada, a może trzeba było się zająć wnukami, a może coś innego. To, co jest istotne z perspektywy budowania swojej super mocy na scenie , bo my podkreślamy to wielokrotnie, że warto zacząć przygotowywanie wystąpienia od siebie, to jest zbudowanie swojego silnego fundamentu i sprawdzanie, jak ja sobie rosnę na tej swojej życiowej ścieżce, jak ja buduję swoją pewność siebie w porównaniu z tym, jak pewna siebie była dwa, trzy lata temu, jakie wnioski wyciągam z moich doświadczeń, jak potrafię je w swojej głowie obrobić, żeby dały mi poczucie, że ja idę swoją drogą, że ja nie staram się zaspokoić potrzeb wszystkich naokoło, że nie gram, nie udaję, tylko jestem sobą. Najlepszą wersją jak w danym momencie potrafię. Nawet nie z takim celem, żeby kolejnego dnia stać się jeszcze lepszą wersją siebie, tylko żeby iść w poszukiwaniu swojej własnej drogi scenicznej, życiowej każdego dnia. Nie porównując się z innymi, bo tym możemy sobie zrobić tylko i wyłącznie krzywdę. Dlaczego? Dlatego że zawsze, rzadko używam tego słowa, ale jestem przekonana, że zawsze i w każdym, znowu rzadko używam tego słowa, ale teraz jestem przekonana, że w każdym obszarze znajdziemy kogoś, kto jest gorszy i kogoś, kto jest lepszy od nas i teraz to jest tylko nasza decyzja, z kim się będziemy chcieli porównać. Pytanie, czy to nam jakkolwiek będzie służyło do rozwoju? Myślę, że nie, ale nie wierzcie na słowo, sprawdźcie sami.  

[Maciek] To mnie jeszcze dla równowagi tej psychologicznej wersji przychodzi refleksja z mojego obszaru robotyki i automatyki, bo myślę sobie, że porównywanie się do kogokolwiek innego, jest niesamowicie subiektywne, bo tak naprawdę ja nie wiem, co on o mnie myśli, co on we mnie widzi. Ja się porównuję do tego, co sobie wyobrażam, co on o mnie myśli i dopóki nie będziemy maszynami, ja mam nadzieję, że nie będziemy nigdy, bardzo bym tego nie chciał. Dopóki nie powstanie taki obiektywny, numeryczny sposób porównania, który myślę, byłby brutalny i nieludzki, to dopóki my żyjemy w świecie swoich wyobrażeń i swoich projekcji, a niestety nasze umysły działają w ten sposób, ponieważ główną rolą jest zabezpieczyć nas przed zagrożeniem, wielokrotnie o tym mówiliśmy, że raczej wyświetlają nam filmy katastroficzne, niż Bollywoodzkie produkcje z tańcem i happy endem. Dlaczego tak jest? Wystarczy popatrzeć, ile na świecie jest teorii spiskowych i zrobić analizę, czy którakolwiek ze znanych Wam teorii spiskowych, jest pozytywna. To jest dokładnie to, na co my się łapiemy. Możemy sami to sobie robić. Ja wiem, bo ja sobie to robiłem, robię, żeby było jasne, czasami wpadam w to. Na szczęście potem przychodzi taka myśl zbudowana na doświadczeniach. Zachęcam do tego, żeby nie zamykać drzwi od nieudanych spotkań, nieudanych wystąpień, nie biczować się tymi nieudanymi spotkaniami, natomiast z dystansem popatrzeć na nie, ale szukając też nie rzeczy, które muszę zmienić, tylko, co mi to pokazało, bo przecież schrzaniłem to wystąpienie, ale żyję, jestem, prowadzę następne, czyli da się! 

[Ania] Świat się nie skończył, ludzie nie odwrócili się ode mnie. 
[Maciek] Tak, podobno tylko saper myli się tylko raz, a większość z nas po prostu popełnia błędy i idzie dalej. 
[Ania] Użyłeś słowa “dystans”, ono jest kluczowe teraz w naszym codziennym funkcjonowaniu, ale też w budowaniu swojego poczucia mocy… Dystans do siebie.
[Maciek] I ten dystans jest jeszcze w jednym aspekcie i z jednej produkcji telewizyjnej, skoro jesteśmy przy kinematografii. Jestem ogromnym miłośnikiem byłego już programu “Top gearl”, żeby było jasne, nie wszystkie wypowiedzi, nie wszystkich prowadzących przypadły mi do gustu. Nie jestem wielkim fanem motoryzacji, więc to tylko pokazuje, jak sposób prowadzenia mógł wciągnąć mnie w merytorykę, która nie do końca jest moja, jednocześnie bardzo cenię sobie relację trzech panów, przynajmniej tę relację, którą pozwolili mi zobaczyć na ekranie, bo jaka ona naprawdę jest, to ja nie wiem, natomiast relację, która była przepełniona dużą dozą autoironii i ironii z siebie nawzajem. Dlaczego o tym? Być może zdarza się tak, że musicie wyjść na scenę z kimś, w duecie. Ten dystans zarówno do siebie, ale też ten wzajemny dystans do siebie nawzajem, też mam przekonanie, że bardzo pomaga. Pomaga w tym, żeby ta praca duetu na scenie była bardziej naturalna, bardziej płynna. Nie była takim wyreżyserowanym klepaniem zdań, że teraz ja powiem to zdanie, a Ty powiesz to zdanie, tylko była taką normalną rozmową, a nawet rozmową przeplataną, nie wiem, czy uszczypliwości, to jest dobre słowo… To jest znowu kwestia tego, jak interpretujemy, ale takimi uszczypliwościami z uśmiechem w drugą stronę. To też buduje świetną reakcję u ludzi, pozwala im odetchnąć. Mówiliśmy wielokrotnie o tym, że podczas wystąpienia, podczas trudnego tematu umysł ludzki chodzi na wysokich obrotach i musimy, jako osoby, które chcą być efektywne w tym, co robimy… Teraz ja używam słowa “musimy”, ale z premedytacją… Musimy dać temu umysłowi odbiorcy odetchnąć. Mówiliśmy o odśmiechiwaniu publiczności, o roli żartu, o tym, jak można w wizualizacji to robić. Kolejnym elementem, który pozwala odbiorcy to zrobić, jest taka żartobliwa interakcja między prowadzącymi, więc to jest w obszarze dystansu do siebie. Ja bym jeszcze go rozszerzył dystans do siebie, ale też dystans do siebie nawzajem.  

[Ania] Aha, to jak Maciek miałabym poszukać takich dwóch par, które pozwolą zobaczyć, gdzie ten dystans i te uszczypliwości budujące fajną relację nie tylko między sobą, ale i odbiorcą są widoczne, to bym powiedziała tak. Pierwsza para, którą warto podglądać, to jest Marcin Prokop i Dorota Wellman, a druga para… 

[Maciek] Już byłem spokojny, że to powiesz.  

[Ania] Tak? Bo przypomniało mi się i nic się nie dzieje bez powodu… Nagrania na Youtubie koncertu życzeń z lat 70’, gdzie rzeczona na początku tego odcinka Pani Krystyna Loska i Pan Jan Suzin. Tam tych uszczypliwości nie ma. Tam jest wszystko ładnie wyreżyserowane, tam jest wszystko akuratne, tam jest inna chemia. Oczywiście odbiorcy też byli inni. Z perspektywy naszych czasów, jak porównamy sobie te dwie pary, to myślę sobie, że to będzie taka świetna podpowiedź, czego nas uczą pary na scenie Krystyna Loska, Jan Suzin, Marcin Prokop i Dorota Wellman.  

[Maciek] Aniu, najwyżej zdecydujesz, żeby to wyciąć, ale ja dorzucę jeszcze trzecią parę. 

[Ania] Dawaj! 

[Maciek] Anna Kędzierska i Maciek Cichocki! 

[Ania] A ja się zgadzam! 

[Maciek] Jestem głęboko przekonany, że te interakcje między nami i to mamy takie informacje zwrotne, bardzo mocno wpływają na jakość tego, co robimy, jednocześnie przy naszej pełnej akceptacji, że nie wszystkim to się musi podobać, ale też zachęcamy, weźcie, jeżeli macie ochotę, popatrzcie też, co kupujecie, czego nie kupujecie u nas, bo nic tak dobrze nie uczy, jak taka obserwacja, ale nie taka obserwacja na zasadzie porównania, o czym już Aniu mówiłaś, nie na zasadzie krytykanctwa, albo uwielbienia, tylko na zasadzie to kupuję, tego nie kupuję. Też poddajemy się takiej rozbiórce, jeżeli komuś to może pomóc jako kolejna para do tego zestawu.  

[Ania] Absolutnie się zgadzam i myślę, że to, co jest naszą siłą, to że my w podcastach, ale też będąc na scenie, nikogo nie udajemy. My tak na co dzień pracujemy z tymi uszczypliwościami, z tym zwracaniem sobie uwagi, z wchodzeniem sobie w słowo, z dbałością, żeby ta druga osoba czuła się komfortowo i żeby ona błyszczała, bo bazujemy tutaj na wiedzy, którą zdobyliśmy na warsztacie u Piotrka Barańskiego z teatru “Bez klepki”. Potężna dawka wiedzy, jak być ze sobą na scenie, żeby było dobrze. Tylko prawda może nas uratować. To prawda jest teraz taka Maciek, że zabierzesz nas na wycieczkę do Malborka w gminie Wieś.  

[Maciek] Tak, zabiorę Was na wycieczkę do Malborka. Zanim jeszcze ta wycieczka, to Piotrze, pozdrawiamy Ciebie serdecznie, podtrzymujemy zaproszenie! Zdradzę, bo z Piotrem też już rozmawialiśmy i Piotr się już zgodził, czyli czai się odcinek o mariażu improwizacji i wystąpień publicznych. Nawet bardziej jak, poprzez improwizację, czerpiąc z improwizacji, można udoskonalić swój warsztat sceniczny. Jesteśmy na etapie zgrywania terminów z Piotrem. Trzy osoby połączyć w całość nie jest prosto, ale z pewnością taki odcinek będzie, bo już mamy Piotra zgodę i co ważniejsze chęci, żeby wziąć w tym udział.  

[Ania] Dokładnie! 

[Maciek] A teraz Malbork! 1410 rok. 

[Ania] Jedna z dat, którą znamy jako Polacy, prawda?  

[Maciek] Tak, ja ją pamiętam, dlatego że będąc w okolicach wschodniej granicy, dowiedziałem się od znajomych, że to jest przepis na bimber. On oznacza odpowiednie proporcje różnych składników, ale my nie o tym. My o sytuacji, która ma miejsce parę dni po bitwie pod Grunwaldem, po tej zwycięskiej dla króla Polskiego, dla wojsk Polskich, a bitwie przegranej dla Krzyżaków, którzy byli mieszkańcami zamku w Malborku. Teraz robimy zmianę tempa, przechodzimy do czasów dzisiejszych. O tej zmianie tempa na koniec powiem, wyjaśnię, o co mi chodzi. Sytuacja jest taka, że jadę sobie z córką zwiedzać Malbork. Blisko za miedzą, a właściwie za rzeką, bo po drugiej stronie Wisły, w porównaniu do Starogardu, gdzie żyję. Jedziemy obejrzeć Malbork, oboje bardzo ciekawi tego, co się wydarzy, dlatego że dzień wcześniej kupując bilety, wybraliśmy sobie opcję audio przewodnika. Tylko w ten sposób teraz można. Nie ma już grup z przewodnikami, są audio przewodniki. Wybraliśmy sobie taką opcję dla rodzin z dzieckiem, która, jak się do czytaliśmy, miała być wersją z fabularyzowaną, czyli Mikołaj, mieszkaniec zamku w Malborku, miał nas oprowadzić po zamku właśnie w dniach, tuż po bitwie pod Grunwaldem, w trakcie oblężenia zamku przez wojska Polskie.
[Ania] Jak podróż w czasie!  

[Maciek] Tak, zresztą ta podróż w czasie też była, ale o tym za chwilę. W tym opisie było oczywiście, że poza Mikołajem pojawiają się też inne postacie, ale stwierdziliśmy, że to może być fajne. Powiedzmy sobie szczerze, dla dwunastolatki zwiedzanie zamku w Malborku jest fascynujące, to mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć. Przynajmniej dla tej dwunastolatki. Jednocześnie nie każdy detal, że ta cegła, dokładnie ten rant od szczerbiony w roku tym i tym… Zakładam, że są ludzie, którzy są pasjonatami historii, chcą poznać każdy szczegół, ale są też tacy, którzy chcą poczuć klimat, dowiedzieć się paru ciekawostek, niekoniecznie zanurzać się w szczegóły techniczne. My zdecydowanie do tej drugiej grupy należymy. Stąd też wybór tej wersji zbeletryzowanej. Bawiliśmy się świetnie. Zwiedzaliśmy zamek niemalże dwie godziny i słuchając tej historii, pojawiło mi się parę przemyśleń zawodowych. W takim filmie, który nagrywaliśmy na potrzeby naszego sklepu internetowego, że jak idziemy rodzinnie do kina, to żona ma taki niedosyt, że jak mi zada pytanie, czy film Ci się podobał, czy nie? To ja prędzej jej powiem, czy mi się konstrukcja podobała, a nie czy i się podobał emocjonalnie. To jest już takie zboczenie. Instynktownie rozkładam większość wystąpień i historii na czynniki pierwsze, żeby się po prostu uczyć. Takie technikalia, które wziąłem sobie, albo przypomniałem sobie za sprawą Mikołaja z zamku Malborskiego. Pierwsza rzecz to przede wszystkim fabuła i historia naprawdę robią robotę. Ja nie byłem grupą docelową tej historii. Grupą docelową była moja dwunastoletnia córka. Córka, która z wypiekami na twarzy podążała za opowieściami Mikołaja, która w momencie, kiedy on mówił: “odmierz 15 kroków” od drzwi takich i takich, a staniesz przy kolumnie, jeżeli się przy niej rozejrzysz, to znajdziesz coś takiego, to rzeczywiście te kroki odmierzała. Wszyscy ci, którzy byliście z dzieckiem na jakiejś wycieczce i doświadczyliście pytań “daleko jeszcze? Długo jeszcze?”, pewnie już możecie wyobrazić sobie sytuację, że to nie dziecko pyta, czy daleko jeszcze, tylko to dziecko ciągnie nas za rękę, bo chce jeszcze i to załatwiła historia! 

[Ania] Super! 

[Maciek] To załatwiła fabuła, to załatwiła historia, to załatwiło zwracanie się per Ty do odbiorcy, bo Mikołaj mówił do mnie. On nie opowiadał, on mówił do mnie, był ze mną w relacji. To jest dla mnie kolejny dowód na to, że rzeczywiście historie robią świetną robotę. Kolejna rzecz, znowu nie odkrywcza, ale jestem głęboko przekonany, że warto je powtarzać, to były pauzy. Mikołaj zawieszał głos. Zawieszał głos, zwłaszcza gdy opowiadał o sytuacjach dramatycznych, które w tamtych czasach obfitowały. Raczej, żeby było po polsku, tamte czasy obfitowały w takie sytuacje. Te pauzy powodowały to, że nawet złapałem się na tym, że w paru momentach przystawaliśmy. Jak była pauza, to my zamieraliśmy w pół kroku, co dalej, co jeszcze. Mam wrażenie, że na scenie to ma przełożenie 1:1, bo jeżeli ja będę za sobą ciągnął moich odbiorców, mówiąc do nich cały czas, to będzie mi coraz ciężej, bo oni będą coraz ciężsi metaforycznie, natomiast jeśli ja zrobię pauzę i to oni będą chcieli zrobić ten krok do przodu, to ja zacznę im towarzyszyć. Będziemy szli krok w krok, a ni to oni będą przeze mnie ciągnięci. Kolejna rzecz to jest dobór treści, który został nam zaprezentowany. Oczywiście nie jestem ekspertem, który może powiedzieć, że znam idealnie historię zamku w Malborku i w związku z tym wiem, co zostało wybrane. Mogę powiedzieć subiektywnie, jako rodzic, który był z dzieckiem i obserwator tego dziecka, że mniej więcej tak po godzinie i 50 minutach, moja córka zapytała, czy możemy na chwilę usiąść i odpocząć, ale nie na zasadzie, czy możemy już kończyć, tylko na zasadzie, że bolą już mnie trochę nogi. To było 1 godzina 50 minut, usiedliśmy, zjedliśmy banana, jakąś kanapkę, ruszyliśmy dalej i okazało się, że po 15 minutach był koniec. Ktoś pomyślał, żeby wyskalować to wyzwanie, jakim jest chodzenie po zamku, wchodzenie na wieżę, nie przez pryzmat fascynata historii, tylko przez pryzmat grupy docelowej, jaką są dzieci, który mają ograniczony czas przydatności do spożycia dla historii, dla zamku, który na początku fascynuje, a potem zaczyna męczyć. Wracam tutaj do odcinka, który podlinkujemy “Czego uczy nas PorhubWalmart i Fakty TVN?”, dokładnie ta metafora Walmarta. Dla przypomnienia, jeśli masz już całe spektrum rzeczy, które chcesz przekazać w swoim wystąpieniu, to wybierz trzy, cztery najważniejsze i skup się na nich, żeby nie zamęczyć odbiorców. Dla mnie właśnie ten Mikołaj, twórcy tej narracji, ale przypisuję ją Mikołajowi, bohaterowi, świetnie wybrał te treści, które my chcieliśmy poznać, a które nie.  Kolejna rzecz, do której szybko przechodzę, która jest bardzo pomocna w zwiedzaniu zamku, to były jasne instrukcje. Mikołaj kończył część fabularną, po czym mówił: “Teraz, jak staniecie tyłem do kominka i spojrzycie przed siebie, to po prawej stronie zobaczycie drewniane drzwi. Przejdźcie przez te drzwi i tam się usłyszymy”. Co to powodowało? Po pierwsze myśmy nie błądzili, czyli nie traciliśmy czasu i nie irytowaliśmy się w związku z tym na tę wycieczkę. Po drugie jak już wspomniałem, angażowało to córkę i tak, jak widziałem też inne dzieciaki, które po prostu stawały się przewodnikami dla swoich rodziców zgodnie z tym, co usłyszały w swoich słuchawkach. Jak to się ma do wystąpień publicznych? Z jednej strony jestem miłośnikiem metafory, ale już takim miłośnikiem, który na własnej skórze doświadczył, że jednym z kluczy do sukcesu, bo już miałem okazję powiedzieć, że kluczy jest wiele, jest równowaga między tym, co powiedziane wprost, co wynika logicznie z siebie, a tym, co jest uszyte w metaforze i pobudza do myślenia. Mogę nawet dać dokładny przykład, bo skoro wspomniałem o Uniwersytecie Trzeciego Wieku, to też pamiętam takie swoje wystąpienie, kiedy żeby było jasne, dałem “ciała” po całości, kiedy pojechałem do sprzedawców, taki młody, butny i przekonany, że to, jak ja patrzę na świat, jest jedynym, słusznym spojrzeniem i stwierdziłem, że dla tejże grupy sprzedawców w ramach jakiejś konferencji, już nawet nie pamiętam jej tytułu, wiem, że była w Jachrance pod Warszawą, najlepszą metodą będzie opowiedzenie im bajki. Mam taką swoją, nie moją autorską, to jest Davida Linea, jeżeli dobrze pamiętam historia o zielonym niebezpieczeństwie. Jeżeli mieliśmy okazję spotkać się na warsztacie, to być może niejednego z Was nią uraczyłem. Lubię tę historię, mam do niej przekonanie, ale to nie chodzi o to, żebym ja miał przekonanie, chodzi o to, żeby ona pasowała do chwili, sytuacji, do odbiorców. W tamtym momencie nie pasowała, więc to nie była dobra robota. To, co zrobili twórcy opowieści o Mikołaju i sam Mikołaj, to fantastycznie z balansowali, to jest chyba to słowo, tą ilość przypowiastek, ciekawostek i bardzo konkretnych instrukcji pozwalających nam iść krok w krok, z sali do sali i chłonąc całą historię. Nie ważne, jak bardzo metaforycznie chcesz popracować ze swoją grupą, do czego zachęca, to nigdy nie zapominaj o logice i o osi logicznej swojego wystąpienia, które ma prowadzić niemalże jak za rękę, dlatego że umysł ludzki uwielbia przebywać w stanie łatwości poznawczej. Używaliśmy już wielokrotnie tego zwrotu. Porządek i struktura pozwala mu tam być, więc pozwala mu chłonąć to, co przynosisz. Dlatego warto rzucić okiem na struktury storytellingowe. Mówiliśmy już o podróży bohatera, sześciu krokach Pixara, strukturze PPS, one były w poprzednich odcinkach, są podlinkowane i też podlinkujemy je tutaj, pod tym odcinkiem. Aniu, widzę na podglądzie, że podnosisz rękę, coś masz, tak?  

[Ania] Zgłaszam się, bo tak słucham tego, o czym mówisz, że była taka część merytoryczna w tej historii, czyli działo się, Mikołaj opowiadał, a potem była część instruktażowa “odwróć się plecami do kominka, po prawej stronie drewniane drzwi, przejdź przez nie”. Dla mnie to też jest doskonała podpowiedź na budowanie całej struktury wystąpienia czy prezentacji. Dla mnie wystąpienie, prezentacja, jest zabraniem ludzi w podróż od miejsca, gdzie oni nie wiedzą do miejsca, gdzie oni wiedzą, od miejsca, gdzie oni nie rozumieją, do miejsca, gdzie rozumieją, od miejsca, gdzie nie chcą, do miejsca gdzie chcą. Dla mnie kluczowe w dobrym wystąpieniu i tego uczymy na warsztatach i osoby, z którymi pracujemy indywidualnie, przygotowując je do różnego rodzaju wystąpień, właśnie, żeby znalazły się takie pomosty, “a teraz przejdźmy do, a teraz przyjrzyjmy się w innym miejscu zagadnieniu”. Dokładając do tego ruch sceniczny, my jesteśmy w stanie tę naszą publiczność zabrać w tę naszą mentalną podróż, więc ja bym to wykorzystała jeszcze tak. Malbork, zamek w Malborku i opowieść o Mikołaja…  

[Maciek] Pozwolę sobie na koniec jeszcze jedną dodać rzecz z Malborka, ale uczciwie przyznam na początku, że jeszcze chyba nie mam klarownej puenty, jak to przełożyć na wystąpienia publiczne na scenie. Bardzo mi pomagało i zrobiło na mnie wrażenie, chociaż znam technikę, ale zrobiło na mnie wrażenie zastosowanie jej w tym Mikołajowym oprowadzaniu. Do czego zmierzam? Ogólnie w storytellingu mówi się o trzech tempach narracji. May takie tempo narracji, kiedy czas bohatera stoi a czas słuchacza albo czytacza biegnie. Myśmy powoływali się już na książkę “Nad Niemnem”, po czym toczyliśmy na Facebooku dyskusję z… 

[Ania] Z Anetą. 

[Maciek] Z Anetą! Dziękuję – Aneta przepraszam, wyleciało mi Twoje imię z głowy – która zachęcała do tej książki. Rzeczywiście to wszystko jest kwestia perspektywy. Też Aneta przyznaję, jeszcze do niej nie wróciłem, ale zgodnie z obietnicą wrócę, tego możesz być pewna, ale do czego zmierzam? To często występuje przy opisach przyrody, bo czas bohatera, książki stoi, natomiast mój jako osoby, która słucha, czyta, biegnie, bo ten czas po prostu leci, a tylko czytam o opisie przyrody, albo coś takiego. Drugie tempo narracji, to jestkiedy czas czytelnika stoi, a bohatera pędzi i to są wszelkiego rodzaju skoki w czasie. To są takie komiksowe dymki pt. “Dwa dni później…” albo takie, jak ja bardzo lubiłem w “Tytusie”, jak Papcio Chmiel używał takich zwrotów: “minęło czternaście strzałów znikąd”, albo mój ukochany: minęło tyle czasu, ile trzeba”. Z tym że w tym czasie, który potrzebował bohater, przebył jakąś drogę, coś się z nim działo, natomiast dla mnie, jako czytelnika, to był moment, czyli czas mój, czas czytelnika stał, a czas bohatera pędził i trzecie tempo narracji, to jest równowaga, więc to, co jest siłą, godnością. Siłą dramatu, jako gatunku, że czas bohatera równa się czasowi słuchacza. My tak jakby obserwujemy 1:1, co się dzieje. Możemy przez to wejść w buty bohatera, bardziej czuć, jesteśmy coraz bliżej. To załatwiają dialogi, bo jak czytamy książkę, oglądamy film i słuchamy rozmowy, to wiemy, że to się dzieje tu i teraz. To załatwiają też dialogi wewnętrzne bohatera. Mówiliśmy już o tym w jednym z odcinków, że taką metodą na dynamikę opowieści, to jest taka konstrukcja: poczułem, więc pomyślałem, pomyślałem, więc zrobiłem i jeżeli ja w ten sposób buduję swoją wypowiedź, to mój słuchacz, tudzież czytacz, jeżeli byłby to czytacz, towarzyszy mi 1:1 w tych moich przemyśleniach, więc jego czas idzie w moim rytmie. Ten trzeci typ, to trzecie tempo narracji przykuwa uwagę. Jak to było wykorzystane przez Mikołaja? Pomysł na narrację w Malborku był taki, że Mikołaj nas oprowadzał i momentami opowiadał historię danej sali, mówił, co w niej się działo, skąd przychodzili do niej rycerze, co w niej robili, a był taki moment, w którym rozbrzmiewał w naszych słuchawkach odgłos wystrzału armatniego i Mikołaj mówił: “Ojej, znowu zaczynają strzelać”, albo ktoś przybiegał do Mikołaja, jakaś postać zewnętrzna i mówiła: “Mikołaju, Mikołaju, opuszczajcie tę salę, tu zaraz będzie niebezpiecznie!” Czyli mieliśmy takie skoki od tej narracji książkowej, opisowej, do takiej tu i teraz. Te wstawki tu i teraz niesamowicie dynamizowały całe wydarzenie i przykuwały uwagę. Ja nawet kątem oka patrzyłem, że zdarzyło się, że Emilka aż, może podskakiwała to za duże słowo, ale aż jej ramiona szły do góry. Pojawiał się czasami taki strzał adrenaliny. Pozostawiam, jako wniosek sobie i Wam, swoją drogą fajny kawałek “Sobie i Wam” zeszłoroczny z męskiego grania, pozostawiam sobie i Wam te tempa narracji do eksperymentowania w wystąpieniu z generalną uwagą, że najbardziej przykuwamy uwagę na tym tempie narracji, kiedy czas bohatera i czas słuchacza biegnie w tym samym rytmie. Jak to mi się bardziej wykrystalizuje, jako taka czytelna porada, co do konstrukcji i wystąpienia publicznego, to wrócimy z tematem. Na razie taki sygnał otwartego wątku, który jak mucha natrętna krąży mi po głowie.  

[Ania] A podsumowując Maciek, to z czym siebie i naszych słuchaczy chcemy pozostawić, to myśl taka, że nasze wystąpienie, zgodnie z nauką płynącą z radia Nowy Świat i koncertu życzeń prowadzonego przez Panią Joannę Kołaczkowską i Wojciecha Malajkata. Nasze wystąpienie nie każdemu musi się podobać. Niezniszczalni uczą nas, że pewność siebie pozwala nam funkcjonować na scenie dobrze, a budujemy ją, budując dystans do siebie i do ludzi, z którymi na scenie występujemy. 
[Maciek] To ja przepraszam, wejdę Ci w słowo, bo mnie bardzo spodobał się zwrot, którego użyłaś i myślę, że on bardzo jasno tłumaczy. Porównujemy się do siebie, a nie do innych! Dla mnie to jest ta nauka. Ten dystans… 

[Ania] I wycieczka Malbork. 

[Maciek] I wycieczka, OK już nie wchodzę… 

[Ania] Nie, nie, spokojnie… Kończysz zdanie i podsumowanie? 

[Maciek] Nie, zostawiam to Tobie. 
[Ania] Dobrze, a więc wycieczka do Malborka, do której zachęcamy. Powiem Ci, że jak słuchałam, to uśmiech nie schodził mi z twarzy i czułam, że te emocje się pojawiają. Ja się wybiorę, będę w okolicy i myślę, że się wybiorę, zobaczę, jak moja ośmiolatka przez to przejdzie i czy jest grupą docelową, natomiast to, co można wyciągnąć z Twojej opowieści, to że historia, opowieść robi robotę, że pauzy też są takim narzędziem, którym możemy pracować, że istotne jest wybranie z całości naszej wiedzy i historii rzeczy, które są albo najważniejsze, albo które będą najlepiej strawne, najlepiej odpowiadające potrzebom naszych słuchaczy. Jeśli instrukcje, to niechaj będą jasne, które pomagają ludziom zrozumieć, co my im chcemy powiedzieć i że niekoniecznie zawsze metafora. Niejednokrotnie powiedzenie wprost ma potężną siłę. Na koniec zostajemy z otwarciem tych trzech temp narracji, o których mówiłeś, które już czujesz, że do wystąpień się przydadzą. Jeszcze nie wiesz jak, ale do tego wrócimy. Nie obiecujemy, że w kolejnym odcinku za dwa tygodnie, ale kiedyś na pewno. Państwa i moim gościem był dzisiaj Maciek Cichocki. 

[Maciek] Państwa i moją prowadzącą była dzisiaj Anna Kędzierska. 

[Ania] Dziękujemy za spotkanie, zapraszamy do słuchania nas na Spotify, Apple Podcast, na SoundCloud, na naszej stronie Opowiedz.to w zakładce podcast, a także na Empik Go i polecamy się do słuchania za kolejne dwa tygodnie. Jeśli macie pytania, potrzeby merytoryczne, to stoimy otworem i jesteśmy do Waszej dyspozycji. Myślę, że już po 15 odcinkach wiecie, na czym się znamy i gdzie możemy być pomocni, więc zapraszamy do zadawania pytań i dawania na tematów do kolejnych odcinków.  

[Maciek] Dziękujemy bardzo i do usłyszenia za dwa tygodnie! 

Pokaż więcej

Jak słuchać naszego podcastu:

Możesz nas słuchać praktycznie wszędzie. Siedząc przed komputerem, jak również będąc w ruchu, za pośrednictwem Twojego telefonu. Mówiąc krótko kiedy chcesz i tak jak lubisz.

Recenzuj nasz podcast

Kiedyś w sklepach na konopnym sznurku wisiał brulion, z którego okładki wielkimi literami krzyczał tytuł książka skarg i zażaleń.
Teraz mamy recenzje. Niekoniecznie tylko ze skargami. Jeśli masz jakieś przemyślenia, wnioski albo rekomendacje dla innych słuchaczy napisz nam recenzję. Będziemy wdzięczni i zmotywowani do dalszej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *